W dniu dzisiejszym, 24 kwietnia w godzinach wieczornych, można spodziewać sie przejściowych kłopotów w dostępie do serwisu, za utrudnienia przepraszamy.
Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63514 komentujących
22154 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • Ja rzadko zajmuje się sprawami lokalnymi – nie tylko nie mam na to czasu, ale też po prostu mi nie wypada. Jedyny wyjątek: gdy problem lokalny ma odniesienie do czegoś ogólnego.

    Więc zainteresowałem się problemem Dobrzenia Wielkiego – gminy (wraz z czterema sąsiednimi) zagrożonymi przez agresję Opola. By być ścisłym: te pięć gmin nie tyle sąsiadują ze sobą, ile mają za to nieszczęście sąsiadować z Opolem.

    Opole – to miasto rozłożone na 97 km². I wyraźnie ma kompleksy – bo Paryż to 105 km². Więc gdyby przyłączyć jeszcze trochę, to Opole mogłoby przegonić Paryż – a to już jest coś. Z tym można już pokazać się w Europie.

    A Paryż – niech się schowa! Skoro nie potrafił przyłączyć np. Nanterre, Courbevoie i Puteaux, w wyniku czego nawet słynna La Défense nie znajduje się, o zgrozo, w Paryżu – to niech nie podskakuje Opolu. Bo Opole sobie załatwi u ministra – i przyłączyć te gminy (a raczej: ich co cenniejsze kawałki) potrafi.

    Czy chcą – czy nie chcą.

    Otóż, proszę sobie wyobrazić: nie chcą!

    W/g sondaży 96% ankietowanych mieszkańców Dobrzenia Wielkiego (przebadano 62%) nie chce, by przyłączano ich do Opola. Jakieś 6000 ludzi. Pan Wojewoda oświadczył na to, że „zainteresowanie tym tematem jest średnie”. Natomiast w Opolu panuje „w tym temacie”, zdaniem p.Wojewody i p.Prezydenta Opola, wręcz entuzjazm: na 120.000 mieszkańców aż 4000 wypowiedziały się za aneksją tych ziem.

    Trudno się dziwić. Przyłączone mają być tereny uzbrojone – i już zagospodarowane. Np. w Brzeziach mieści się Elektrownia „Opole”. Po przyłączeniu do Opola nadal zadymiałaby Dobrzeń i Czarnowąsy – ale podatki odprowadzałaby do miasta...

    … I o to chodzi! Bo, gdy nie wiadomo, o co chodzi – to wiadomo, że chodzi o pieniądze.

    Mnie, oczywiście, kompletnie nie interesuje to, czy te podatki wpływają do kasy Dobrzenia Wielkiego – czy do kasy miasta Opole. Natomiast jako konserwatysta wiem, że wszelkie zmiany granic powinny być dokonywane równie często, jak operacje chirurgiczne. I zawsze z solidnym uzasadnieniem.

    Tu jedynym „uzasadnieniem” jest chęć obrabowania gmin – na rzecz stolicy województwa. Bo „uzasadnienia” p.Arkadiusza Wiśniewskiego, prezydenta Opola, są takie: „Celem projektu Dużego Opola jest wzmocnienie województwa i Opola, w którym zgodnie mieszkają większość i mniejszość. Zabieg ten jest niezbędny w obliczu wielkiego zagrożenia dla województwa jakim jest zjawisko intensywnej depopulacji”.

    Czyli: ludzie z województwa uciekają – ale jak się zabierze trochę ziem Dobrzeniowi i da Opolu – to uciekać przestaną!!!

    P.Wiśniewski traktuje ludzi jak kompletnych idiotów.

    Otóż mnie – powtarzam – interesują konsekwencje dla Polski. Jeśli więc gminy się dowiedzą, że można im odebrać dobre tereny inwestycyjne – to po prostu przestaną rozwijać tereny graniczące z miastem!

    Co jest oczywistym nonsensem gospodarczym.

    I dlatego zdecydowanie sprzeciwiam się naruszaniu status quo.

    A tak po ludzku – to byłem nawet wzruszony. Bo nigdy i nigdzie w Polsce nie widziałem, by parę tysięcy ludzi z uniesieniem śpiewało hymn swojej gminy!! A to właśnie widziałem i słyszałem w Dobrzeniu Wielkim.

    P.Prezydent usiłuje obronę swoich interesów finansowych przez Dobrzeń przedstawić jako machinacje ... mniejszości niemieckiej!!  Cytuję: „W rezolucji politycy MN posunęli się do manipulacji i po raz kolejny pokazali, że nie ma granic, których nie byliby gotowi przekroczyć w obronie swoich interesów. Nawet kosztem ROZWOJU REGIONU. W celu utrzymania mizernego status quo. Najlepszym przykładem takiego działania jest dzisiejsze zaproszenie przez wójta z MN na Opolszczyznę, znanego eurosceptyka i radykała Janusza Korwina Mikke. Ten europoseł, który uważa, że należy pozbawić kobiety prawa głosu w wyborach, wyprowadzić Polskę z UE, a zawody sportowe niepełnosprawnych przyrównuje do gry w szachy debili – pełnił dziś rolę autorytetu w podopolskiej gminie, krytykując plany rozwoju miasta i województwa”

    No to ja pytam: „Czy gdyby p.Wiśniewskiemu, który mieszka w willi, mieszkańcy sąsiedniego bloku zaproponowali, że odłączą od Jego willi kuchnię i przedpokój i przyłączą je do bloku - bo potrzebują ich, by wydawać tanie posiłki dla biednych ludzi z tego bloku – to czy p.Prezydent uznałby, że jest to znakomity pomysł? Czy też, że jest to bandytyzm?

     

  • 21-05-2016 14:44:00

    Jak "GW" - niewątpliwie wbrew intencjom - zdemaskowała NASA i Kennedyego?

    To tekst z "Gazety Wyborczej"

    Prywatna firma SpaceX snuje ambitne plany wysłania kapsuły na Marsa, tymczasem kongresmeni przycinają państwowej agencji kosmicznej NASA środki finansowe na lot załogowy.

    W 2018 r. nasz bezzałogowy statek wyląduje na Marsie - ogłosiła pod koniec kwietnia SpaceX, najbardziej zaawansowana ze wszystkich prywatnych firm, które zajmują się eksploracją kosmosu. Kapsuła Dragon, która ma dotrzeć na Czerwoną Planetę, już została zbudowana i przechodzi testy, a rakieta nośna Falcon z powodzeniem wykorzystywana jest do dostarczania prowiantu do międzynarodowej stacji kosmicznej. Siedem z ośmiu misji zaopatrzeniowych zakończyło się sukcesem, w tym ostatnia, szczególnie spektakularnym - Falcon wrócił na ziemię i wylądował na platformie na oceanie. Cel wyznaczony przez Elona Muska, założyciela SpaceX, czyli stworzenie rakiety wielokrotnego użytku, która zastąpi wycofane pięć lat temu wahadłowce, został już w zasadzie zrealizowany. W listopadzie planowany jest milowy krok naprzód ku kolejnemu celowi - próbny start Falcona Heavy, czyli rakiety z dodatkowymi silnikami potrzebnymi podczas rocznego lotu na Marsa.

     

    Eksperci nie są przekonani, czy kapsuła SpaceX rzeczywiście ma szansę, by lądować na Marsie już za dwa lata. Nawet kilkutygodniowe opóźnienie projektu z przyczyn technicznych uniemożliwi jego realizację do 2020 roku, bo tylko raz na dwa lata Ziemia i Mars są w położeniu pozwalającym na szybką podróż. Nikt jednak nie może odmówić Muskowi ambicji i wizjonerstwa (jest on bardzo aktywny nie tylko w kosmosie, ale również na powierzchni Ziemi; był jednym z założycieli PayPala, czyli popularnego systemu umożliwiającego płatności przez internet z użyciem e-maila, oraz firmy Tesla produkującej elektryczne samochody).

     

    Podobnych przymiotów brakuje, niestety, amerykańskim kongresmenom, którzy ustalają budżet i zadania państwowej agencji kosmicznej NASA. Tak przynajmniej wynika z artykułu opublikowanego na portalu Ars Technica. Programy, które są kluczowe w przygotowaniach załogowej wyprawy na Marsa, są co roku przycinane, a "zaoszczędzone" w ten sposób pieniądze wydaje się np. na program wystrzeliwania małych satelitów na orbitę okołoziemską. Obecnie jest duże zapotrzebowanie na takie satelity - od 50 do 400 kg. Bardzo wiele firm i instytucji chciałoby je umieścić w kosmosie, ale obecnie są one podczepiane do większych satelitów, które wynoszone są na orbitę przez duże rakiety. Dlatego często muszą długo czekać na start.

     

    W lutym na posiedzeniu kongresowej komisji ds. nauki, technologii i przestrzeni kosmicznej marsjańskie plany NASA były mocno krytykowane jako mało konkretne i nie wiadomo, czy w ogóle realne z przyczyn finansowych, bo jak się szacuje, koszt załogowego lotu przekroczyłby obecny roczny budżet agencji. Dlatego wielu kongresmenów uważa, że lepiej skupić się na mniej ambitnych, ale bardziej praktycznych i przynoszących wymierne korzyści już teraz projektach. Takich właśnie jak wystrzeliwanie małych satelitów.

     

    W 2016 roku budżet NASA osiągnie 19 mld dol., czyli 0,5 proc. wydatków amerykańskiego rządu. W latach 60. był wielokrotnie większy - w porywach przekraczał nawet 4 proc. wydatków państwa. Była to oczywiście zasługa prezydenta Johna F. Kennedy'ego, który w słynnym przemówieniu we wrześniu 1962 roku ogłosił: "Postanowiliśmy lądować na Księżycu w tej dekadzie nie dlatego, że jest to łatwe, tylko dlatego, że jest to trudne, że ten cel wyzwoli w nas energię i talent, wszystko, co mamy najlepsze". Potem, w latach 70., 80. i 90., NASA dostawała dużo mniej, ale wciąż około 1 proc. budżetu federalnego. Dopiero w XXI wieku jej udział w wydatkach rządu spadł do obecnego, mizernego pół procent. Ale i tak jest to prawie jedna trzecia wszystkich pieniędzy, które rząd USA wydaje na cywilne badania naukowe.

     

    Co gorsza, wielu krytyków NASA podkreśla, że jej relatywnie skromny budżet jest wydawany nieefektywnie. Nowa rakieta nośna SLS, którą opracowuje agencja, będzie kosztować kilka razy więcej niż Falcon Heavy, a jej moc będzie tylko niewiele większa (obie rakiety będą zdolne wynieść na orbitę 400 km nad Ziemią, czyli tam, gdzie lata Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, odpowiednio 70 i 54 tony). Będzie też droga w eksploatacji - koszt wyniesienia jednej tony na orbitę będzie trzy razy większy niż w Falconie. W dodatku SLS jeszcze nie ma, a Falcon już lata i nawet ląduje. Dlatego niektórzy uważają, że NASA w ogóle powinna porzucić swój projekt i w kooperacji ze SpaceX doskonalić Falcona i jego kolejne, potężniejsze wersje.

    http://wyborcza.pl/1,75400,20106158,spacex-nasa-1-0.html

    i mój komentarz z FaceBooka:

    Z tekstu jasno wynika, że prywatna forma zdoła wysłać człowieka na Marsa w 2018 roku - podczas gdy NASA nie da rady, bo pochłonęłoby to cały jej budżet wynoszący - uwaga: 0,5% PKB Stanów Zjednoczonych!!!!
    Natomiast by wysłać człowieka na Księżyc ten komunista, Jan F.Kennedy, zamiast zaoferować nagrodę prywatnym firmom, zmontował reżymową NASA, na którą dał... 4% PKB USA!!! ,Dzięki temu, zdaniem Kennedyego, znów "socjalizm i komunizm zatryumfowały nad kapitalizmem".
    Trzymam kciuki za SpaceX. Stany Zjednoczone przegoni - może nawet uda jej się przegonić reżim chiński, który też, zamiast forować prywatne firmy, chce wysłać tajkonautów państwowymi rakietami.
     
  • 20-05-2016 21:32:00

    Co się dzieje w Redzikowie?

    Pisałem już o tym – ale powtarzam.

    Otóż na Ziemi trwa pokój – oparty na równowadze strachu. Amerykanie mają potężne rakiety balistyczne z ładunkami atomowymi wymierzone w Rosję – a Rosjanie (trochę mniej) w Amerykę. Gdyby Amerykanie zaatakowali – Rosjanie zdążą odpowiedzieć salwą i zniszczyć spory kawałek Stanów Zjednoczonych.

    Jeśli jednak start rakiet rosyjskich zostałby wykryty odpowiednio wcześnie (proszę zobaczyć na ilustracji: Upgaded Early Warning Radars - ulepszone radary wczesnego ostrzegania)

     

    ,

    Amerykanie zdążą uruchomić anty-rakiety – które zdołają zniszczyć większość rakiet rosyjskich.

    Dlatego „tarcza anty-rakietowa” jest niesłychanie niebezpieczna dla pokoju światowego. Oczywiście nikt nie wierzy, że ma służyć dla ochrony USA przed rakietami... perskimi. Nie chroni równie, ze oczywiste, terytorium Polski. Służę do wczesnego wykrywania startu rakiet rosyjskich.

    Jeśli Amerykanie stwierdzą, że wykryją te rakiety dostatecznie wcześnie – będą mogli bezkarnie zniszczyć Rosję. Dlatego JE Włodzimierz Putin zareagował z niespotykaną u Niego nerwowością – mówiąc, że trzeba będzie na to zdecydowanie zareagować.

    Znając rosyjską obsesję oblężonej twierdzy nie można wykluczyć, że - jeśli np. wybory wygra p.Hilaria Clintonowa, a ich szpiedzy doniosą (zgodnie z prawdą – lub nie...), że jest Ona zdecydowana uderzyć na Rosję - Kreml zdecyduje się zniszczyć „tarcze” w Redzikowie i na Łotwie. Formalnie byłaby to rosyjska agresja – ale z punktu widzenia pokoju światowego równie usprawiedliwiona, jak np. zastrzelenie w 1938 Adolfa Hitlera...  

  • 16-05-2016 12:33:00

    P.Royal walczy z gazem

    P.Ségolène Royal, niefortunna kandydatka na prezydentkę Francji, postanowiła się nadal ośmieszać - tym razem w roli ministerki energetyki Republiki. Oświadczyła, że nie można zakazywać wydobywania we Francji gazu łupkowego - a jednocześnie sprowadzać go z USA!!

    Jest w tym tyle samo sensu co w zakazie sprowadzania drewna z Rosji jeśli samemu zakazuje się wyrębu lasów - ale kto wymaga od kobiety, by myślała logicznie? P.Royal zakazałaby zapewne również sprowadzania tego gazu z Księżyca - by nie niszczyć tamtejszego środowiska. We Francji od 2011 r., obowiązuje moratorium na poszukiwanie gazu ziemnego z łupków przy zastosowaniu szczelinowania - a ci bezczelni Amerykanie szczelinują i szczelinują (cokolwiek by to słowo znaczyło).

    W rzeczywistości francuskie spółki energetyczne z udziałem skarbu państwa, takie jak EDF czy Engie zawarły umowy na import LNG, który tylko w 40% pochodzi z łupków. Mimo to p.Ministerka była bezkompromisowa: "Poprosiłam te dwie firmy o wyjaśnienie, dlaczego nie były czujne podczas zawierania umów. Poprosiłam również o zbadanie czy istnieją środki prawne, które można wykorzystać w celu zakazania importu gazu ziemnego z łupków". Widać udział Panstwa w tych spółkach jest mniejszy, niż 50%...

    Pod koniec kwietnia do Europy dopłynął pierwszy metanowiec z amerykańskim LNG, a do Dunkierki pierwsze gazowce z amerykańskim gazem łupkowym mają przypłynąć w czerwcu. Umowę na dostawę 50 statków z surowcem ze USA podpisała francuska spółka EDF.

    JE Franciszek Hollande wydłużył zakaz stosowania szczelinowania hydraulicznego do 2017 roku. Jednak francuska spółka Total zapowiedziała, że jeżeli wygra proces przeciwko francuskim władzom w sprawie szczelinowania hydraulicznego to ponownie podejmie się próby przekonania władz. Prezydent Francji wycofał sie ostatnio (w dramatycznych okolicznościach) z forsowania socjalizmu - może zmieni i tę decyzję?  

  • 10-05-2016 15:35:00

    On nie chce się żenić - on MUSI!

    Śp.Henryk Fryderyk Amiel, słynny filozof z Genewy, napisał był w swoim (bardzo, bardzo obszernym...) „Dzienniku Intymnym”: „Błąd jest tym bardziej niebezpieczny, im więcej w nim prawdy”.

    Właśnie czytam opinię p.dra hab. Dominika Gajewskiego, kierownika Centrum Analiz i Studiów Podatkowych SGH: „Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że ciężar tego podatku znowu zostanie przerzucony na Kowalskiego. Podniesienie o symboliczne parę groszy ceny na każdym produkcie będzie dawało możliwość przerzucenia tego podatku na klientów”

    W tej opinii jest bardzo dużo prawdy. Podatek ten oczywiście zostanie przerzucony na klientów. Tyle, że nie ma tu żadnego "bardzo dużego prawdopodobieństwa” - jest pewność. I nie „da możliwość” - tylko: „zmusi do”.

    W tej dziedzinie działa w Polsce gospodarka rynkowa. Konkurencja międzu sklepami (markety konkurują również między sobą – i to najostrzej) zmusza do obniżenia cen tak, że pozostaje tylko najmniejszy akceptowalny zysk. „Najmniejszy akceptowalny” - czyli tak mały, że jeśli będzie mniejszy, to market zamknie sklepy i przeniesie się do innego kraju, gdzie lepiej jest zainwestować.

    Jeśli nałożymy nowy podatek – to oczywiście zysk spadnie poniżej akceptowalnego poziomu. Więc firma nie będzie dokładać, tylko albo zmniejszy pensje sprzedawcom albo podniesie ceny (albo po części i jedno i drugie). Albo zamknie interes.  

  • 10-05-2016 01:11:00

    Słów kilka o zasadach

    Tezy: Prawda jest prawdą, nawet jeśli nikt w nią nie wierzy; błąd jest błędem, nawet jeśli wszyscy w niego wierzą – pochodzą z blogu poświęconego śp.Fultonowi Janowi Sheenowi, arcybiskupowi Newport (1895-1979, popularny ksiądz, prowadził programy w TV!) - i są opatrzone napisem: „Źródło nieznane”. Otóż są to typowe zasady śp.Mikołaja Gómeza Dávili - jeśli nawet nie sformułował ich On w taki sposób, to na pewno wynikają z innych. Są prostym wnioskiem z definicji słów "Prawda" i "Błąd".

    Natomiast pierwsza zasada też jest prawdziwa – ale tylko w pewnym sensie. Zasady moralne nie zależą od zdania większości – ale w takim razie od czego zależą? I dlaczego większość podziela zasady moralne?

    Proszę zauważyć, że rozmaite cywilizacje, rozmaite narody – mają rozmaite zasady moralne. Ale przecież żadne plemię tych zasad nie uchwalało w formie glosowania!

    „Zasady” są jak geny w organizmie. Istotnie: różne cywilizacje maja rożne zasady – ale też wiele jest niemal identycznych. Z tych samych powodów, dla których organy rozmaitych gatunków zwierząt są nieraz do siebie bardzo podobne.

    Są podobne – bo dobrze służą temu, czemu mają służyć.

    Niektóre zasady same się wykształciły: np. te plemiona, które potępiały kradzież wygrywały z tymi, które kradzieży nie potępiały. Niektóre były formułowane przez Wielkich Prawodawców – np. Mojżesza – ale też musiały walczyć o przetrwanie. Ziemia kryje wiele zaginionych ludów, które nieraz też miały Wielkich Prawodawców – tyle, że ich prawa okazały się gorsze od innych.

    Tak więc nasze zasady nie zależą od głosowania współczesnych – lecz od „głosowania” naszych przodków. My tylko je od nich przejmujemy – i stosujemy. Czasem ze zrozumieniem – a czasem nie. Np. zakaz jedzenia wieprzowiny działał w ubiegłych wiekach równie dobrze u ludów, które ślepo się do niego stosowały – jak i u tych, które „wiedziały”, że zapobiega to popularnej wtedy trychinozie...

    Zwracam uwagę, że nigdy nie możemy wiedzieć, dlaczego zasada jest dobra. Kto wie, czy wieprzowina nie zawiera jakichś innych składników, które szkodzą po dwudziestu pokoleniach ją spożywających – a Arabowie i Żydzi prosperują obecnie właśnie dlatego, że jej nie jedzą??

    Kto wie?

    Zmiana zasad moralnych jest niesłychanie ryzykowna – u narodów, które prosperują. Zasady XIX wiecznej cywilizacji europejskiej były bardzo dobre – dlatego właśnie odejście od nich daje obecnie tak katastrofalne efekty. A jeśli jakiemuś narodowi grozi wyginięcie – to przejście na inne zasady może być jedynym ratunkiem. Dlatego zdrowy naród i zdrowa cywilizacja tolerują „odszczepieńców”, wyznających inne zasady niż większość. Jeśli jest ich mało, to nie szkodzą – a kiedyś, gdy w zmienionych warunkach obecne zasady zaczną szkodzić, mogą się okazać cenni!

    Sumując: trzeba trzymać się zasad naszych przodków - bardzo ostrożnie eksperymentując z odchodzeniem od niektórych.

  • 08-05-2016 03:01:00

    Jak umacnia się fałsz?

     Nigdy nie mogę się dość nadziwić,  jak działają stereotypy.. Z wykształcenia i sposobu myślenia jestem uczonym, a nie politykiem. W dodatku: matematykiem – a tam w momencie udowodnienia lub obalenia jakiejś tezy ustaje wszelka dyskusja.

    Tymczasem w polityce można udowodnić niezbicie jakąś tezę – lub inną obalić – i niczego to nie zmienia. W dalszym ciągu ludzie w nią nie wierzą (albo w tę obaloną wierzą) – i koniec. Nic ich nie przekonuje – jeśli, oczywiście, telewizja stanie po niewłaściwej stronie.

    Do tego, że tak myślą prości ludzie – już przywykłem. Facet ma 60 lat, 45 lat temu nauczono go w szkole, że „Chiny są państwem komunistycznym” - i (ku chwale polskiego systemu edukacji) nic nie zmusi go do zmiany tego przekonania. Twierdzić będzie, że Hitler i Piłsudski byli prawicowcami, Konstytucja 3 Maja aktem d***kracji, - a w 1989 roku Polska zaczęła budowę liberalizmu, kapitalizmu i wolnego rynku.

    Gorzej, gdy podobne banialuki głoszą ludzie wykształceni i myślący. Co najmniej jeden z Autorów wywiadu z JE Mateuszem Morawieckim jest znanym mi osobiście rozsądnym człowiekiem

    (Grzegorz Osiecki, Marek Chądzyński http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/519936,mateusz-morawiecki-dla-dgp-jestesmy-niezli.html )

    a mimo to zadali p.Ministrowi „pytanie”:

    Nie kryje Pan swojej krytycznej oceny dla idei, które legły u podstaw zmian gospodarczych w ostatnim 25-leciu: że kapitał nie ma narodowości, że rynki powracają do stanu równowagi, jeśli tylko się przy nich nie majstruje, że prywatyzacja zawsze jest dobra. Na jakich więc fundamentach powinniśmy rozwijać gospodarkę w najbliższych latach?

    pytanie, będące imputacją, że u podstaw zmian gospodarczych legły w/w trzy zasady.

    Wszystkie trzy są prawdziwe. Za to twierdzenie, że się do nich stosowano, jest najoczywiściej w świecie fałszywe.

    1) „Kapitał nie ma narodowości” Bzdura kompletna. Już 25 lat temu podczas jednej z pierwszych prywatyzacyj słyszałem, że „Sprzedaliśmy taniej Włochowi, choć Niemiec dawał więcej”. W rozmaitych okresach i miejscach raz dawano przywileje kapitałowi polskiemu, raz zagranicznemu, specjalne kłody rzuca się pod nogi kapitałowi rosyjskiemu, popiera ukraiński...

    2) „Rynki powracają do stanu równowagi, jeśli tylko się przy nich nie majstruje”; rany Boskie, Panowie – gdzie Wy żyjecie? Polski Parlament produkuje rekordowe liczby ustaw, przyjmuje jeszcze więcej z UE,  polski „rząd” wydaje tysiące dekretów i rozporządzeń – a 2/3 z nich to majstrowanie przy rynkach!!!

    3) „Prywatyzacja zawsze jest dobra”. Z tym jeszcze chyba gorzej. Im większa i ważniejsza firma – tym bardziej się jej nie prywatyzowało!! Szkolnictwo, lecznictwo, kopalnie, koleje, poczta... Nawet taki drobiazg, jak LOT. A jak coś się nawet „prywatyzuje”, to broń Boże nie sprzedaje się tego jakiemuś kapitaliście – tylko np. spółce będącej własnością innego państwa. Albo rozsprzedaje się akcje milionowi ludzi zachowując dla siebie 10% - czyli pełnię władzy. Hasło w ostatni 25-leciu brzmiało „Prywatyzacja czasem bywa dobra” - co i tak jest postępem w porównaniu z czasami, gdy uważano, że tylko państwowe ma rację bytu...

    Teraz inny stereotyp – p.Sławomir Sierakowski (czy to ten wariat z „Krytyki Politycznej”?) robi wywiad z p.Michałem Zadarą, ( http://wiadomosci.wp.pl/kat,141202,title,Michal-Zadara-Czy-Polska-jest-Dziadem-czyli-PiS-jako-zasluzona-kara,wid,18215945,wiadomosc.html ) który zresztą mówi rzeczy słuszne, np.:

    Właśnie bałagan w państwie działa na korzyść rządów autorytarnych! Bałagan prawno-administracyjny powoduje, że nie można działania państwa prześledzić ani rozliczyć. Wszystko staje się trochę zgodne z prawem, a trochę niezgodne. Nie da się nic powiedzieć na pewno, a tymczasem partia działa, rozdaje posady, wycina lasy. I to – wracając do punktu wyjścia - zbliża nas do modelu rosyjskiego” - na co p.Sierakowski wali stereotypem:

    Nie przesadzasz? Nikogo w więzieniu ta władza jeszcze nie zamknęła. W modelu rosyjskim wybory są fałszowane, mają 99% frekwencję jak w referendum na Krymie, prawie nie ma wolnych mediów itd”.

    Otóż: „polska” Władzuchna zamknęła setki osób. Najbliższa ciału koszula, więc wspomnę o p.Marku Majchrze, chyba do tej pory kiblującym - za to, że podczas wiecu Bronisława Komorowskiego machał krzesłem i krzyczał „Wejdź Szogunie!” (chodziło o przypomnienie, że ówczesny Prezydent podczas podróży do Japonii wszedł na krzesło w pałacu cesarskim). Wybory w Polsce są fałszowane – i mamy na to twarde dowody – nie ma zaś takich dowodów w przypadku Rosji (choć podejrzewam, że też są fałszowane, nawet bardziej niż w Polsce). Natomiast frekwencja w wyborach na Krymie wyniosła 80%, a za wejściem Republiki Krymu do FR glosowało 95% - co w iloczynie daje 76%; trochę mniej nawet, niż procent Rosjan na Krymie (za Anschlußem do III Rzeszy głosowało w 1938 znacznie więcej Austriaków!). Media w Rosji są w miarę wolne, na co najlepszym dowodem są... ciągłe oskarżenia, że zabito czy zastraszono dziennikarza niezależnych mediów... Jedna gazeta nawet ośmieliła się napisać, że przyłączenie Krymu było błędem!! Tu nie chodzi o sprzeciwienie się JE Włodzimierzowi Putinowi; odwaga pisma polega na tym, że sprzeciwiło się (rosyjskiej - nie dotyczy to mniejszości!!) opinii publicznej, której 95% popierała i popiera Anschluß Krymu. A które „wolne medium” w Polsce odważy się podwazyć podstawy ustroju – czyli zanegować d***krację?

    A teraz rzecz najważniejsza.

    Żaden z w/w Panów nie przeprosi za bzdurą, jaką napisał. Nie przeprosi za pośrednie (najgroźniejsze!) nafaszerowanie mózgów swoich Czytelników tezami będącymi w jawnej sprzeczności z rzeczywistością i elementarną logiką. Fałsz tryumfuje i umacnia się.

    Sorry – taki mamy klimat (intelektualny)?

  • 04-05-2016 22:14:00

    Uciec do przodu

    Natychmiast po odmowie publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego ostrzegłem, że zaistniały dwa porządki prawne – a więc Polska stoi w obliczu wojny domowej, Takie przypadki w naszej historii już się zdarzały: zarówno podczas okupacji narodowo-socjalistycznej, jak i podczas powstania styczniowego istniały dwa porządki prawne – drugi usiłowało narzucić państwo „podziemne”. W stanie wojny, powtarzam, to się zdarza.

    Obecnie też od kilku tygodni jesteśmy w stanie wojny. Tyle, że jeszcze nie szczęka oręże. I nie wszyscy zdeklarowali, po czyjej są stronie.

    Na razie ludzie nie zdają sobie z tego sprawy: wyborcy PO sądzą, że idzie o obronę wpływów – wyborcy PiS wzruszają ramionami: „A niech sobie łamią Prawo, byle tych złodziei z PO pozamykali w kryminale”. Nie dostrzegają tego również politycy, choć oświadczenia Sądu Najwyższego (a także rad mm.Łodzi, Poznania i Warszawy) powinny im dać wiele do myslenia.

    Wojna domowa zagrozi, gdy w jakiejś sprawie zostaną zaangażowane realne pieniądze. Np. kilka milionów posiadaczy nieruchomości zechce je sprzedać, „Rząd” oświadczy, że ustawa tego zabrania, ci odwołają się do sądów, sądy będą rejestrować sprzedaże, a podlegający administracji geodeci odmówią nanoszenia tego na mapy. Lub w jakiejkolwiek innej poważnej sprawie.

    Partia KORWiN podobnie jak inne złożyła na ręce NCzc.Marka Kuchcińskiego projekt kompromisu w/s TK. Jednak ja w żaden kompromis nie wierzę. Trybunał nie ma prawa cofnąć się – bo oznaczałoby to przyznanie, że TK może się mylić, co jest niszczące dla powagi orzeczeń sądowych i para-sądowych. Z kolei PiS wisi na krawędzi zaufania i przyznanie się do błędu byłoby niebezpieczną utratą twarzy.

    Rząd w chwili obecnej szykuje się do rozprawy z opozycją – według moich informacji: na przełomie czerwca i lipca (brak studentów jest tu istotnym czynnikiem). To jest jakieś rozwiązanie – ale nie potrafię nazwać go „dobrym”. Skoro więc takie rozwiązanie jest nie jest dobre, a kompromis jest niemożliwy – pozostaje jedno: ucieczka do przodu.

    Jeśli rzeczywiście wszystkie strony konfliktu chcą uniknąć siłowej konfrontacji, a PiS poważnie traktuje swoje propozycje, że dopuści do TK sędziów z nominacji opozycji – proponuję rozwiązanie radykalne:

    1) Zmieniamy Konstytucję. Likwidujemy TK, na to miejsce wprowadzamy, jak w USA, Sąd Najwyższy,

    2) Sprawy będące obecnie w gestii TK przejmuje Izba Konstytucyjna Sądu Najwyższego. Składająca się z 9 sędziów. IK przejmuje stan prawny sprzed ostatniej ustawy o.Trybunale Konstytucyjnym.

    3) Spośród obecnych sędziów SN i NSA (nikt nie podejrzewa, że wszyscy byli mianowani za szczególne zasługi dla jakiejś partii?) na członków IK dwóch wskazuje p.Jarosław Kaczyński, dwóch p.Grzegorz Schetyna i po jedntm pp.Gowin, Kukiz, Petru, Piechociński i Ziobro.

    4) Izba działa wedle zasad amerykańskich, z koniecznymi zmianami; nikt chyba nie podejrzewa, że konstytucja USA pisana była pod dyktando PO, PiSu ani nawet KORWiNa? By nie było niedopowiedzeń: sędziowie IK pełnią funkcję dożywotnio; nowych, jak w USA, mianuje Prezydent za zgodą Senatu.

    Ta propozycja powinna być do przyjęcia przez większość konstytucyjną w obecnym Senacie i Sejmie


     



     

  • 03-05-2016 23:58:00

    Kłamstwa PiS, oszustwa Jarosława Kaczyńskiego

    Ja nie miałem większych złudzeń: to Jarosław Kaczyński z Bratem negocjowali Traktat Lizboński, to Jarosław go zachwalał, to PiS za nim glosowało, to śp.Lech Kaczyński go podpisał (odbierając ostatecznie III Rzeczypospolitej suwerenność nad Polską) – a potem Jarosław Kaczyński dwukrotnie domagał się utworzenia „silnej armii europejskiej” - by zdławić autonomię Polski. Jednak naiwni w głębi serca mieli nadzieję: „A może tylko tak mówił, bo musiał - a teraz zrzuci maskę?...”

    Point des rêveries, Messieurs, point des rêveries. Oto fragment wczorajszego przemówienia WCzc.Jarosława Kaczyńskiego:

    „UE traktujemy jako element naszego bezpieczeństwa. Dzisiaj być w Europie, to znaczy być w Unii Europejskiej. Realna przynależność do Europy, to przynależność do UE. Chcemy być w UE – to pogląd większości Polaków. Ci, którzy dzisiaj próbują twierdzić, że jest inaczej, ci, którzy mówią o jakichś referendach w sprawie wyjścia Polski z UE są szkodnikami, awanturnikami politycznymi”. (http://niezalezna.pl/79868-schetyna-straszy-referendum-ws-wyjscia-polski-z-ue-jaroslaw-kaczynski-ucina-spekulacje )

    Proszę porównać to z tym, jak kłamał WCzc. Jarosław Kaczyński niecały rok temu:

    »Kaczyński w trybie sprostowania odpowiedział JE Ewie Kopacz na zarzuty, że to jego brat negocjował i ratyfikował TL.

    W tym wystąpieniu był element bardzo nieładny, a bardzo często spotykany w wystąpieniach pani partii - atakujący osobę nieżyjącą, śp. prezesa Lecha Kaczyńskiego. Wynikałoby z tej wypowiedzi, która pani była łaskawa przedstawić, że Polska była w stanie przeciwstawić się traktatowi lizbońskiemu. Tzn., że byliśmy na tyle silni, że mogliśmy wziąć na siebie przeciwstawienie się całej elicie europejskiej. To jest jedna rzecz. A druga sprawa była następująca. Lech Kaczyński, prowadząc te rokowania, wiedział, że zbliżają się wybory. I wiedział, że w konfrontacji z Unią Europejską te wybory wygrają formacje proeuropejskie i zgodzą się dokładnie na wszystko. I to wszystko, co uzyskał, a uzyskał bardzo wiele - zostanie odrzucone. Z 13 punktów, które zostały postawione, uzyskał praktycznie wszystkie, poza tym taktycznym zostały zrealizowane. Takie były wówczas realne możliwości Polski i one zostały wyczerpane. A jeżeli chodzi o ratyfikację - ten sam mechanizm. Jeżeliby doszło do konfrontacji z Unią Europejską - przyszły prezydent wszystko, by ratyfikował”«

    Niech Jarosław Kaczyński wyjaśni teraz, kiedy kłamie. Wtedy, gdy twierdzi, że zachwalali, podpisali i ratyfikowali „bo nie byliśmy na tyle silni, że mogliśmy wziąć na siebie przeciwstawienie się całej elicie europejskiej” - czy teraz, gdy twierdzi, że „UE traktujemy jako element naszego bezpieczeństwa”?

    Dla ułatwienia podpowiadam: w najbliższych latach żadne wybory nie grożą. Natomiast wtedy wystarczyło, by śp.Lech Kaczyński nie podpisał tego Traktatu!!

    Oczywiście: wtedy następny prezydent, Bronisław Komorowski, by go podpisał. Albo nie – bo zachęcony przykładem Lecha Kaczyńskiego nie podpisałby go zapewne i p.Wacław Klaus – i wtedy fiuuuu: Traktat Lizboński do kosza!

    Czy Wspólnota Europejska zginęłaby wtedy z głodu? Nie. Przeżyła przecież porażkę, jaką było odrzucenie Konstytucji Europejskiej (którą nawet przedwcześnie wysłano w Kosmos, by ludy z Aldebarana i Betelgeuzy zapoznały się ze Szczytowym Osiągnięciem Ziemskiej Myśli Politycznej). „Wielki Wschód” skonstruowałby zapewne jakiś nowy traktat, pewno lepszy (Lizboński był lepszy od Konstytucji Europejskiej!!).

    I jeszcze jedno: można wiedzieć, jakie to 13 punktów śp.Lech Kaczyński wynegocjował? Przecież to ten sam numer, który w swoim czasie odstawił p.Leszek Miller: Komisja Europejska odłożyła z góry miliard, p.Miller pojechał – i wrócił oświadczając tryumfalnie, że wynegocjował dodatkowy miliard – a więc podpisujmy Traktat Akcesyjny!

    Robią nas w bambuko. Garstka świadomych spiskowców robi wszystkich w bambuko. Ale do czasu, do czasu...

  • 28-04-2016 04:13:00

    Cruz, Trump i Penn

    Radowało się serce, gdy wśród Republikanów na zdecydowane prowadzenie wyszło dwóch kandydatów BARDZO anty-systemowych. Moje sympatie były po stronie p.”Teda” Cruza – bo p.Donald Trump to straszny populista; natomiast ma tę przewagę, że z p.Hilarią Clintonową wygra śpiewająco...

    … tu p.Andrzej Nowomiejski sprzeciwia się: „Skąd pomysł,że wygra z Clinton ? Biorąc pod uwagę to jak popierał Demokratów i Clintonów przed wyborami, zgodził bym się z teorią, że Trump jest takim Clintonowskim koniem trojańskim. Względnie kukułczym jajem wrzuconym do obozu Republikanów po to, żeby umożliwić zwycięstwo Hillary”.

    Hmmm... Jeśli byłby agentem, to rzeczywiście. Ale to mało prawdopodobne. A w takim razie wygra właśnie dlatego, że jest bliski elektoratowi Demokratów. 20% wyborców Demokratów zagłosuje ma p.Trumpa! Co prawda część ideowych prawicowców może się zrazić (z korzyścią dla Partii Konstytucji i Partii Libertariańskiej...) - ale ilu jest ideowców? 3%?

    Natomiast p.Cruz, moim zdaniem, przegrałby z p.Clintonową 38:62...

    Jednak p.Cruz nie ma już szans. Co więcej: ja się, jak wielu innych, do Niego zraziłem.

    P.Cruz startował jako ideowiec Prawicy. Zbyt chrześcijański, by wygrać wybory – ale energiczny, szczery i anty-establishmentowy. Gdy jednak zwycięstwo zaczęło wymykać Mu się z rąk, sprzedał duszę Diabłu! Tak jest! Zaczął szukać sojusznika w establishmencie – i znalazł. Otrzymał wsparcie organizacyjne i finansowe (wydał znacznie więcej, niż p.Trump!). Ale stracił szczerość. I ludzie zaczęli to wyczuwać. Już nie był sobą: był człowiekiem ICH.

    Notowania p.Cruza poleciały w dół. Zaczął przegrywać nie tylko z p.Trumpem, ale i z p.Kasichem (który ciągnął to tylko po to, by wygrać w Ohio – ale trzyma się, licząc na pat na Konwencji. I wtedy popełnił niewybaczalny już błąd:

    Zawarł taktyczny sojusz z p.Kasichem??!!?

    Wzbudziło to ogólny śmiech (ci Panowie maja odmienne programy) i znacznie dopomogło p.Trumpowi zamieść te pięć stanów Nowej Anglii.

    Jeśli się z miedzianym czołem zawiera taki kompromitujący sojusz – to po to, by wygrać. Tymczasem na to nie było szans. Był to sojusz z niewłaściwym człowiek (lepiej było zawrzeć go z p.Rubio!), za późno – a więc nieskutecznie. A co jeszcze gorsze: nie minęły 24 godziny od ogłoszenia o tym porozumieniu (Panowie mieli podzielić się stanami, wycofać z połowy i prosić zwolenników o głosowanie na tego drugiego) gdy p.Kasich porozumienie zerwał oświadczając wyborcom w Indianie, ze wprawdzie tam nie pojedzie, ale jednak mają głosować na Niego!!

    Żenada.

    Teraz technika. Na pytania: „Co jest z 54 delegatami z Pennsylwanii?” odpowiadam: w USA w każdym stanie (i w każdej partii!) jest inna ordynacja pra-wyborcza. Są proporcjonalne, proporcjonalne z różnymi progami (np. w Rhode Island p.Cruz zdobył jedynych w tym dniu trzech delegatów bo przekroczył – minimalnie -10%), większościowe, zwycięzca-bierze-większość i zwycięzca-bierze-wszystko (czasem z pewnymi ograniczeniami). Zazwyczaj muszą na Konwencji w I turze glosować na „swojego” kandydata, z niektórych stanów również w II, a w kilku nawet w III turze – potem mogą na kogo chcą.

    Pennsylwania ma bardzo oryginalny, ale rozsądny, system: ma 74 delegatów, 3 wybiera kierownictwo Partii, 17 reprezentuje zwycięzcę (p.Trump zainkasował wszystkich) – a 54 (po 13 z 18 dystryktów) jest niezależnych: już w I turze mogą glosować na kogo chcą!

    Zrobiono wśród kandydatów na delegatów badania: na kogo będą glosować. Jakieś 80% „Na tego, kto wygra w moim dystrykcie”, 10% „na Trumpa”, parę procent odmówiło odpowiedzi, i paru „na Cruza”, szczątkowe głosy na p.Jana Kasicha a (czyt: „Kejz'ika”!) nawet na p.Marka Rubio(!).

    Wygląda na to, że z tych 54 delegatów p.Trump może liczyć co najmniej na 50. Ma więc obecnie formalnie 954, ale de facto ca. tysiąc delegatów. Jeszcze potrzebuje 250. Z Kalifornii będzie pewno 168 – a z 9 pozostałych stanów jest do wzięcia 300.

    Pewno uciągnie...

    Na zdjęciu: portret śp.Wilhelma Penna. Jego ojciec, też kwakier, otrzymał od króla Jerzego w zamian za umorzenie długu... całą Pennsylwanię (i Delaware). Pojechał do Ameryki, założył tam Prowincję Pennsylwania – a po zwycięskiej rewolucji: Wspólnotę Pennsylwania (Pennsylwania – też oryginalnie - nie uważa się za państwo „state”, tylko za Commonwealth Pennsilvania!).

    Kwakrzy nieźle dają tam sobie radę.  

  • 27-04-2016 09:52:00

    Znów nowe książki w księgarni

    Tylko u nas najnowsza książka Janusza Choińskiego o nieznanych wydarzeniach poprzedzających wybuch II wojny światowej i zakulisowych rozmowach ministra Józefa Becka ze Stalinem pt. Skierujmy agresję Hitlera na Francję i Anglię!

    A także:

    Paul Johnson – Historia świata XX w. t. I i II - Rewelacyjna historia ostatniego stulecia. Kilkaset stron fascynujących historii, o których mało kto wie.

    George Reisman – Rząd kontra gospodarka – Kolejny kanon austriackiej szkoły ekonomii.

    Stefan Kisielewski – Dzienniki okresu transformacji. Nieznane felietony radiowe Kisiela czytane w polonijnym Radio Chicago w latach 1988-91.

    John Tamny – Ekonomia zdrowego rozsądku, czyli jak rząd psuje gospodarkę – to najnowsza publikacja młodego publicysty z magazynu Forbes

    Dwie nowe pozycje Hansa Hermana Hoppego: – Ekonomia i etyka własności prywatnej, studia z zakresu ekonomii politycznej i filozofii, Krótka historia człowieka i Demokracja, czyli bóg, który zawiódł.

    George'a GilderaBogactwo czy nędza – nowe wydanie przygotowane z myślą o czytelnikach XXI wieku oraz Standard złota w epoce pieniądza cyfrowego

    O.Jacek Gniadek SVD – Ekonomia Boża i ludzka, czyli kazania wolnorynkowe

    Michał Wojciechowski – Między polityką a religią

    Artur DmochowskiAfera grypowa: szczepionki, pieniądze kłamstwa

    Dinesh D'SouzaWybaczyć Ameryce! Czyli co Stany Zjednoczone dały Światu?

    Jamie Whyte – Oszuści, czy ignoranci, czyli o nadużywaniu nauki dla celów politycznych

    Tomasz Cukiernik – 10 lat w Unii – bilans członkostwa

    Mark SkousenLogika Ekonomii, książka pomyślana jako nowy podręcznik ekonomii

    George Reisman – Kapitał i kapitalizm XXI wieku i Ekologizm, trucizna XXI wieku

    Jacek Kozik – Najlepszy podatek, najmniejszy podatek

    Tom G. Palmer – Państwo opiekuńcze. Kosztowne złudzenie

    Paul Nison – Dieta biblijna

    Wiesław Stebnicki – Edukacja domowa, edukacja przyszłości

    Clive Ponting – Armageddon, czyli niepoprawna politycznie historia II wojny światowej


     

    Dodatkowo w komplecie z autografem oraz przy zamówieniach powyżej 150 zł. otrzymają Państwo mój nowy, mało znany, zbiór felietonów drukowanych lokalnych pismach samorządowych pt. „Wielkopolska w Wielkiej Europie”.


     

    Zapraszam na mój portal http://korwin-mikke.pl, nie tylko do księgarni, ale także do działu Wiadomości z kraju i ze świata, gdzie znajdą Państwo informacje niedostępne w innych serwisach informacyjnych.

    Oficyna Konserwatystów i Liberałów
    Ul. 3 Maja 100
    05-420 Józefów

    PL 58 1140 2004 0000 3502 3589 9194

    BIC Swift przy wpłatach zza granicy BREXPLPWMUL

    zamówienia na książki zza granicy proszę kierować na adres

    malgosia.szmit@gmail.com


     

  • 26-04-2016 22:13:00

    Dlaczego firma reżymowa musi na wolnym rynku być gorsza od prywatnej?

    Dlaczego firma reżymowa musi na wolnym rynku (bo w obecnym ustroju politycy faulują "nieswoje" firmy) być gorsza od prywatnej?

    Z wielu powodów.

    Po pierwsze: celem właściciela jest ZYSK. Celem dyrektora firmy reżymowej jest pensja, premia i opinia. Ten pierwszy musi przypodobać się klientom. Ten drugi: Radzie Nadzorczej. A to nie jest to samo...

    Po drugie: firmą reżymową zarządzają politycy. Politycy mają często inne cele niż zysk. Wymagają, na przykład, by firma „realizowała cele społeczne”. To jak ma ona wygrać z firmą pracującą dla zysku?

    Po trzecie: politycy przy okazji chcą coś załatwić dla siebie. Np. zatrudnienie partyjnego kolegi – lub kogoś z rodziny. Przed wojną dyrektor huty Ozimek wezwał trzech takich „vice-dyrektorów” (zasłużonych pułkowników legionowych...) i powiedział im: „Wracajcie do Warszawy; będę Wam tam przysyłał pensję. Hutę od biedy stać, by Wam płacić – ale nie stać, byście przeszkadzali mi w pracy!”. Bo każdy taki stara się, „dla przyzwoitości”, COŚ robić. I to jest dopiero nieszczęście.

    Po czwarte: dyrektor firmy reżymowej boi się podjąć decyzję: za podjęcie błędnej się wylatuje – ale mało kto wyleciał za to, że NIE podjął korzystnej decyzji. Na ogół RN nigdy się nie dowie, że była taka szansa – bo niby skąd?

    Po piąte: dyrektora reżymówki można przekupić; właściciela przekupić się nie da...

    Po szóste: właściciel obraca swoimi pieniędzmi, więc zna ich wartość. Dyrektor zna wartość milionów – bo może tyle i zarabia – ale nie „czuje” wartości miliardów. W 99% popełnia jeden z dwóch błędów:

    1: „To nie moje pieniądze, nie wolno mi nimi zaryzykować!”

    2: „A, to nie moje – mogę sobie nimi poszastać!”

    I pewno jest wiele innych powodow – ale na napisanie tego miałem tylko 10 minut.

  • 19-04-2016 23:04:00

    "Sprawiedliwość społeczna" w "1984"

    Kiedyś do postu w Wikipedii „Sprawiedliwość społeczna” wstawiałem swój argument:

    »Są dwie możliwości: albo „sprawiedliwość społeczna” jest tym samym, co normalna „sprawiedliwość” - albo nie. Jeśli jest tym samym – to po co marnować czas i papier na mówienie i pisanie dodatkowego słowa „społeczna”? A jeśli nie jest tym samym, to „co innego niż sprawiedliwość” nazywa się po polsku „niesprawiedliwość”! «

    Jakiś Czerwony Pająk uparcie mi ten wpis usuwał. Poddałem się. Natomiast na stronie angielskiej Wikipedii pod „social justice” przetrwał siedem lat...

    Ostatnio tam zajrzalem – i zdrętwiałem. Nie dlatego, że mój argument został usunięty – i nie dlatego, że dodano tam drugie tyle soc-bzdury. Dlatego, że mój argument został również usunięty z „Historii”, z „Dyskusji” - koniec, „wyparował”; nigdy go nie było.

    Ale nie do końca np. w książce p.Suresh MuruganSocial Problems And Social Legislation” - cytat został przedrukowany i jest – na str.22.

    https://books.google.be/books?id=7XtCAgAAQBAJ&pg=PA22&lpg=PA22&dq=social+justice+korwin&source=bl&ots=ZThkZctKHx&sig=NwFApNwMRe4-uBzwdb5v8ImE4LA&hl=pl&sa=X&ved=0ahUKEwjauqDfkZvMAhVKEywKHRYjAGgQ6AEIUzAJ#v=onepage&q&f=false

    Czerwone Pająki będą musiały ją wykupić, zniszczyć i pousuwać z bibliotek... 

  • 15-04-2016 02:03:00

    Jak prowadzić propagandę?

    Od lat wszyscy Dobrzy i Mądrzy Ludzie tłumaczą mi, bym nie pisał nic o Hitlerze, homosiach, feministkach, (tfu!) "gejach", inwalidach itp - tylko "o gospodarce". 

    No, to proszę sobie zajrzeć na komentarze pod moimi dwoma wpisami n/t płacy minimalnej - na FaceBooku z 14 b.m. 

    Pisanie o ekonomii jest bez sensu, bo 95% nic nie rozumie - albo, co gorsza, rozumie odwrotnie. Wysokie podatki sa dobre, bo 1000 bogaczy zapłaci po 1000 zł z czego ufunduje się po 500 zł zasiłków dla miliona ubogich. 

    Ludziom trzeba walić po oczach - o np. karze śmierci, o pladze (tfu!) "gejów" czy imigrantów.  Ekonomii w Polsce nie rozumie nawet 75% profesorów ekonomii - to o czym tu mówić? 

  • 13-04-2016 11:34:00

    Relacja z pobytu w Chinach

    Jak już wcześniej zapowiadałem na naszym blogu, do Chin przybył pan prezes Janusz Korwin-Mikke. Wizyta ogólnie ma charakter nieoficjalny jednak prezes odbył już kilka ważnych spotkań (o czym dopowiem za chwilę). Jako koordynatora tej wizyty moim celem jest, aby prezes zobaczył całe spektrum Chin, czyli megamiasta, wieś oraz zwykłe mniejsze miasteczka; przejechał się moto-taxi, przeleciał samolotem, pojechał szybkim pociągiem oraz zwykłym podmiejskim autobusem; zjadł wykwintne chińskie specjały oraz skosztował zwykłej ulicznej kuchni; spotkał polskich biznesmenów, studentów oraz pracowników akademickich i tak samo względem Chińczyków. A jak uda się namówić to i aby skosztował lokalnej gorzałki.

    Prezes miał już okazję zwiedzić zabytki Pekinu (m.in. Zakazane Miasto oraz Plac Tianan Men), odbyć spotkania na prestiżowych pekińskich uniwersytetach (Uniwersytet Ludowy, Pekiński Uniwersytet Języków Obcych), odbyć spotkanie z Polonią w Pekinie oraz spotkanie z firmami zaangażowanymi w budowę Nowego Szlaku Jedwabnego. Zwiedzić największą hurtownię świata w mieście Yiwu w prowincji Zhejiang. Zwiedzić miasto Jingning w prowincji Zhejiang, gdzie spotkał się z czołowymi biznesmenami oraz z lokalnym rządem. Dziś planujemy zwiedzanie podkantońskich fabryk oraz objazd po chińskich wioskach w prowincji Guangdong. Następnie zwiedzimy jedną z niepisanych stolic chińskiego handlu – Kanton oraz odbędziemy spotkanie z Polonią w Kantonie.

    Oczywiście w czasie naszej wizyty nie zabrakło innych ciekawostek związanych z Chinami. Pan prezes miał już okazję skosztować różnych kuchni chińskich w tym sławną kaczkę po pekińsku oraz znane naszym czytelnikom „paróweczki Korwina”, czyli uliczne jedzenie z wózków.

    Adam Machaj, szczecin.adam@hotmail.com

    Galeria zdjęć: JKM w Chinach

  • 07-04-2016 21:53:00

    Chiny prą do przodu!

    Gdy zabierałem się do pisania tego tekstu usłyszałem w domu {Białego Chińczyka} słowa: „Moja znajoma była w Chinach i po powrocie powiedziała: »Jeśli to jest Trzeci Świat – to my jesteśmy Trzydziesty Czwarty świat«

    I to jest kwintesencja tego artykułu.

    Piszę o Chinach od ponad 30 lat. Od czasu reform śp.Xiǎo-Píng Dènga z rosnącym podziwem. Najpierw o tym, jak kilka południowych okręgów zaczęło ścigać się z Hong-Kongiem (tak nawiasem – to po kantońsku; po pekińsku H-K to Xiāng-Gǎng – czyt, Śã Gã – i też o nim wypisuje się teraz bzdury), jak potem biedota z całych Chin zaczęła ściągać na Południe i Wybrzeże, jak potem ci ludzie się bogacili, wreszcie o tym, jak Chiny zaczęły doganiać Europę – a potem Stany Zjednoczone.

    I po przyjeździe do Chin oświadczam: nawet moje ostatnie artykuły były o jakieś dwa lata spóźnione. Dziś Chiny zdecydowanie przegoniły Europę – i najprawdopodobniej przegoniły już Stany Zjednoczone.

    I mogę dodać jeszcze jedno: gdybyśmy dziś doszli do władzy, to w sześć lat przeganiamy Niemcy, a w osiem lat Amerykę. Ale przez te osiem lat Chiny będą już daleko przed Ameryką – i najprawdopodobniej poza naszym zasięgiem.

    Gdy słucham naiwniaków bredzących, że Chińczycy „pracują za miskę ryżu” - to mogę się tylko śmiać. P.Machaj próbował znaleźć kogoś do prostej pracy: roznoszenie ulotek. Oferował 10 yüanów za godzinę, potem 15... Przy 20 zaczęli pojawiać się pierwsi chętni, skompletował ludzi przy 25y/h – czyli 16 zł/h.

    Przypominam, że w Chinach nie ma płacy minimalnej - i dlatego tak szybko się bogacą. U nas rządzący obecnie komuniści chcą ustawowo ustalić płacę-minimum na 12 zł/h. Co oczywiście dodatkowo zahamuje rozwój gospodarczy Polski. Zamiast sztucznie podnosić siatkę, trzeba pozwolić płacom kształtować się na rynku; gospodarka nabierze rozpędu, pójdzie w górę – i za kilka lat pracodawcy nie znajdą nikogo do pracy za 12 zł/h. Ale przez te kilka lat wszyscy się wzbogacą...

    Inny fakt: przez te ostatnie lata, ceny ziemi w Chinach zwiększyły się kilkunastokrotnie. Hektar ziemi kilkanaście kilometrów od dużego miasta kosztuje 3 – 3,5 miliona złotych. Mieszkania w Kantonie, Szanghaju czy podobnie dużym mieście – to 16.000 zł to 60.000 zł za m.kw. Dlaczego takie drogie? Bo ludzie kupują, A dlaczego kupują? Bo ich stać. A dlaczego ich stać? Bo są bogaci!

    Są bogaci – bo w Chinach nie karze się za pracę. W Chinach biedak kupuje za 80 zł grilla, za 2 złote rybę – stawia grill na ulicy, smaży i sprzedaje za 5 zł. Bez zezwoleń, bez San-Epidu, bez rejestracji firmy, bez kasy fiskalnej, bez podatków. Podatki dochodowe formalnie są – jednak do 60.000 zł rocznie się ich nie płaci. Jak ten biedak będzie ryby smażył i przyprawiał by były smaczne, za kilka miesięcy będzie właścicielem dziesięciu grilli na których smażyć je będą inni biedacy. Jak będzie miał z tego dochód nawet i 300.000 rocznie – to i tak nikt tego nie sprawdzi. Jak zacznie dorabiać się zanadto, to pojawi się u niego smutny pan i powie: „Mógłby Pan nam zapłacić jakiś podatek – bo jak nie, to przyjdziemy i sprawdzimy...”. Wtedy milioner wręcza temu panu parę tysięcy w prezencie, wzdycha – i jakąś w miarę przyzwoitą sumę zaczyna wpłacać...

    Co, oczywiście, nie dotyczy kapitalistów, którzy przyjeżdżają zza granic z business-planem i kilkuset milionami na budowę fabryki. Tych też wita się mile, daje jakieś zwolnienia na początek – ale potem to już księgowość... I też sobie jakoś dają radę – bynajmniej nie dlatego, że w Chinach jest tańsza siła robocza...

    ...bo już jej nie ma. No, może gdzieś w interiorze albo u Ujgurów. Bo już w Mongolii Wewnętrznej zaczął się boom, prawie jak w Mongolii właściwej.

    Tak nawiasem: Chiny powinny, oczywiście, zrezygnować z podatku dochodowego – a za to przywrócić pełną własność ziemi i wprowadzić regularny podatek od nieruchomości. Bo spotkałem w Chinach sporo multi-milionerów - wyglądających tak, że człowiek ma ochotę dać mu parę złotych z litości (po to, by smutny pan nie przyszedł, Chińczycy często nie afiszują się z bogactwem) – a mających po kilka czy kilkadziesiąt mieszkań trzymanych jako lokata kapitału. Bardzo często – pustych.

    Wygląda na to, że ta spekulacyjna bańka może pęknąć...

    Reasumując: Chiny nadal prą do przodu wielkimi krokami. Tempo spadło – bo niektórym nie chce się już bogacić. Po każdych świętach, podobno, 10÷20% robotników z interioru nie wraca do pracy – bo zarobili już tyle, że są lokalnymi bogaczami, a w interiorze jeszcze jest w miarę tanio...

    ...ale pozostałe 80% wraca i nadal zasuwa za te – powiedzmy - kilkanaście misek ryżu za godzinę.

    Za dwa lata będą zasuwać za kilkadziesiąt misek ryżu za godzinę! 

  • 04-04-2016 21:17:00

    Sprawa JE Ryszarda Sznepfa

    Po tym, jak ambasada III RP  nie zdołała załatwić JE Andrzejowi Dudzie audiencji u JE Baraka Hussejna Obamy, p.Dorota Kania popełniła artykuł p/t „Resortowy ambasador w Waszyngtonie”. O tym, że ojciec ambasadora, śp.Maksymilian Sznepf, brał udział „w  pacyfikacji podziemnej armii Żołnierzy Wyklętych walczących z sowieckim najeźdźcą” – a potem „60 lat temu pracował w ambasadzie PRL w USA z ramienia sowieckiego wywiadu”. Na co p.Schnepf  na Facebooku napisał: „Autorom nie wystarczył argument niekompetencji czy zwykłej nieprzydatności. Sięgnęli do nazistowskiej tradycji oczerniania rodziny, grzebania w korzeniach, snucia przypuszczeń, sugerowania spisku. Nie wystarczy krytyka. Trzeba skopać, opluć, upokorzyć. Fala antysemickich hejtów dotarła za ocean (...)”.

    W tej sprawie WCzc.Adam Szłapka (.N, Kalisz) powiedział: „Nie ma żadnego wpływu na pracę dyplomaty to jakie ma pochodzenie”. Natomiast PiSmeni najwyraźniej tego poglądu nie podzielają.

    P.Sznepf słusznie zauważa, że atak p.Kani był obrzydliwy. Jednak merytorycznie p.Kania ma rację. Pochodzenie ma znaczenie. Jakąś część inteligencji i poglądów przejmujemy w genach – ale sporą część nabywamy w domu rodzicielskim. W USA 80% synów głosuje tak, jak ich ojcowie. Jezuici mówili: dajcie mi dziecko w wieku do pięciu lat – a zrobimy z niego, co chcemy. Dzieci długo przebywają z rodzicami, którzy są dla nich największym autorytetem. Dlatego nie jest obojętne, co dzieci słyszą z ust rodziców przy stole, jakim tonem rodzice mówią o np.ubekach, a jakim o np.„wyklętych”.

    To zostaje w podświadomości.

    Oczywiście uczciwy prezydent zbeształ by p.Kanię od ostatnich – ale tylko za to, że swoim atakiem opóźniła usunięcie p.Sznepfa z ambasadorstwa. Bo nowa Władza powinna to była uczynić natychmiast – a po takim artykule trzeba odczekać, by nie narazić się na zarzut, że Prezydent wykonuje polecenia jakiejś zacietrzewionej cioty rewolucji.

    Tak nawiasem: o ile pamiętam śp.płk. Maksymilian Sznepf pod koniec kariery został kopnięty na stanowisko dowódcy Studium Wojskowego przy  Uniwersytecie Warszawskim – gdzie niespecjalnie dobrze zapisał się w mojej pamięci...

    Sprawa jest jednak ogólniejsza.

    Otóż w normalnym państwie trwa „rotacja elit”: zdolni z klasy niższej awansują do średniej, zdolni średniacy do wyższej, a część klasy wyższej degeneruje się – bo wielka władza i wielkie pieniądze demoralizują.

    Czasem jednak proces ten zachodzi inaczej. Jakaś grupa, mająca cechy zdrowej elity (t/j nie wahająca się czyścić swoich własnych szeregów – zamiast pobłażliwości dla swoich) dostaje szanse zdobycia władzy siłą. Dzieje się tak, gdy dotychczasowa elita jest przegniła, czyli toleruje u samej siebie korupcję – lub gdy dostanie wsparcie z zewnątrz. To właśnie stało się z polskimi komunistami. Zdobyli władzę z sowiecką pomocą, umocnili się na niej, bo elity II RP były beznadziejne – i zaczęli buńczucznie głosić: „Władzy raz zdobytej nie oddamy NIGDY”.

    I tu pada pytanie: KTO nie odda?

    Odpowiedź pozornie jest prosta: komuniści. Ludzie wierzący w równość i podobne bzdury.

    Jednak ci komuniści przecież zupełnie zmienili poglądy! Tych, co wierzyli w równość (jak np.tow.Kazimierz Mijal) z PZPR wyrzucano!!

    Więc KTO nie odda władzy?

    Elita. Elita – i jej dzieci, wnuki i prawnuki... I ta elita – pozornie zmieniona – miała zawsze coś, co mnie jako Polaka raziło. Tak jak w USA konserwatystów razili neo-konserwatyści (czyli nawróceni lewacy). To właśnie ten wyniesiony z domów sposób myślenia. Pogarda dla prawa – na przykład. Dla wartości polskich i europejskich.

    Wyrzucanie z posad państwowych – zwłaszcza w edukacji, w propagandzie – tych ludzi  jest zbożnym działaniem PiSmenów.

    Inna sprawa, czy elity PiSowskie będą lepsze?

    Na przykładzie p.Kani można wnosić, że nie...  

  • 03-04-2016 11:31:00

    Coś o ku***stwie

    P. prof.dr hab.Mikołaj Cześnik z „Uniwersytetu SWPS” czyli z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej:

    http://swps.pl/warszawa/artykuly-warszawa/348-studia-doktoranckie/doktoranckie-promotorzy/11419-doktoranckie-dr-hab-mikolaj-czesnik-prof-swps

    miał nieostrożność wypowiedzieć się na mój temat w gazecie dziennik.pl; zaczął od banalnego faktu: „Korwin-Mikke to przemijający fenomen [słyszę to od 25 lat - JKM...] , który nie umie zatrzymać swoich zwolenników” - po czym przystąpił do jego „naukowego” wyjaśniania:

    Co wybory głosuje na niego stały kilkuprocentowy odsetek głównie bardzo młodych wyborców i gdyby oni wszyscy z ostatnich 25 lat pozostali mu wierni, polityk ten dziś miałby bezwzględną większość w Sejmie. Jednak jego wyraziste poglądy, proste recepty na funkcjonowanie kraju nie wytrzymują zderzenia z codziennością. Wystarczy, że zachwycony Korwin-Mikkem młody człowiek zaczyna pracować, płacić podatki i nagle rozumie, jak funkcjonuje gospodarka i na co idą jego pieniądze. Gdy sam zachoruje albo jego dziewczyna zajdzie w ciążę, okazuje się, że bez społecznych ubezpieczeń znalazłby się w katastrofalnej sytuacji. Że ten głoszony przez Korwin-Mikkego »złodziejski ZUS” jednak ma sens i jest niezbędny” - a p.dr Agnieszka Kwiatkowska (asystentka?) dodała: „Uwielbienie dla Korwin-Mikkego z wiekiem wietrzeje, z jego radykalnych poglądów prowadzących de facto do likwidacji państwa szybko się wyrasta”.

    Otóż gdyby p.Profesor był uczonym, to by wiedział, że do obalenia teorii wystarcza jeden kontrprzykład. Teza, że „ZUS jest niezbędny” jest fałszywa, bo do końcówki XIX wieku ZUSu nigdzie nie było – a ludzie jakoś żyli i nawet przyrost naturalny był większy. Koniec poważnej dyskusji.

    Teza p.Kwiatkowskiej, że „korwinizm” (czyli po prostu normalna gospodarka) oznacza de facto likwidację państwa – jest też najoczywiściej fałszywa. Czy np. w 1840 roku Stany Zjednoczone były „de facto w stanie likwidacji” – czy w stanie ekspansji?

    Teza: „ młody człowiek zaczyna pracować, płacić podatki i nagle rozumie, jak funkcjonuje gospodarka i na co idą jego pieniądze” jest niezrozumiała. Dlaczego zapłacenie podatku miałoby spowodować, że ktoś zrozumie, jak działa gospodarka, i na co te podatki idą???

    A teraz zrobię to, co miał zrobić p.Profesor: wyjaśnię, dlaczego wielu ludzi „wyrasta z korwinizmu”.

    Pozorne wyjaśnienie jest takie. W znanym doświadczeniu kładziono 10 metrów w bok i 10 metrów w głąb od otwartej furtki kawał mięcha – a po drugiej stronie, przy samym płocie, naprzeciwko mięsa, stawiano psa. Ogromna większość zwierzaków natychmiast biegła do furki i przystępowała do konsumpcji.

    Gdy jednak mięso kładziono przy samym płocie – ogromna większość przystępowała do prób darcia siatki lub podkopywania się pod nią. Niektóre psy próbowały nawet przejść górą!

    Otóż tu mamy podobny fenomen: dostrzegana możliwość otrzymania zasiłku zupełnie wypiera ze świadomości fakt, że w podatkach ów młody człowiek zapłacił więcej, niż wynosi zasiłek. Reżym dokonuje ogromnego wysiłku by ukryć płacenie podatku (zanosi go do Urzędu pracodawca, nie pracownik; pod koniec roku z hałasem zwraca się nadpłacony podatek).

    To ładne wyjaśnienie jest jednak chyba fałszywe – a przynajmniej: odpowiada tylko za część zjawiska. Znaczna większość ludzi nie jest bowiem w sytuacji, w której ich egzystencja byłaby zależna od zasiłku – więc nie powinna zmieniać poglądów.

    Ważniejsze i chyba zasadnicze jest wyjaśnienie drugie:

    Młody człowiek wierzy w ideały. Jednym z dogmatów liberalnej gospodarki jest maksymalizacja zysku. Gdy więc młody człowiek idzie do pracy, staje się Mniej Młodym Człowiekiem – i nagle dostrzega, że domaganie się wolnego rynku jest bezowocne i pozornie bezpłodne – natomiast znacznie większe zyski czerpie się z tego, że poznało się zawiłości prawa, furtki i luki, poznało się urzędników i wie, co można z nimi „załatwić”. A Nowy Młody Człowiek tego nie wie!! Stary Młody Człowiek widzi zaś w Nowym Młodym Człowieku konkurenta, gotowego wygryźć go z posady lub założyć konkurencyjną firmę.

    I w jego interesie bezpośrednim leży, by Nowemu Młodemu Człowiekowi to utrudnić!!!

    Dlatego możemy liczyć tylko na tych, co chcą rozpocząć pracę – i ewentualnie małych przedsiębiorców. Już średni rzadko nas popierają – a wielcy prawie nigdy. Nawet w USA 3/4 Wall Street glosuje na Lewicę, a p.Warren Buffett i p.Wiluś Gates domagają się podniesienia podatków (by właśnie utrudnić życie swoim konkurentom – a Oni to przeżyją, spokojna głowa: mają znakomitych prawników i doradców podatkowych!)

    Dlatego nigdy nie przekonamy Większości – i nie utrzymamy tych 40% obecnej młodzieży. Sk***ią się, po prostu. Stąd konieczność werbowania wyborców hasłami o (tfu!”) „gejach”, imigrantach, feministkach, „Hitlerze” i „niepełnosprawnych”. Głosząc program tylko liberalizmu gospodarczego nie osiągnęlibyśmy nawet 2%.

    A dlaczego w USA „korwinizm” ma więcej zwolenników w starszym wieku? Oni są bogatsi, stać ich na dochowanie wierności ideałom. Biedny łatwiej się załamuje i sk***ia.

     

  • 02-04-2016 19:20:00

    Jeszcze o zaletach nie czytania (anonimów)

    Tekst o nie czytaniu anonimów wzbudził dyskusję wśród PT Bywalców Portalu. Oto ona – i komentarz:

    {Sariusz}: IRA podkładała prawdziwe bomby po czym o tym zawiadamiała z takim wyprzedzeniem, by dać czas na ewakuację i rozbrojenie. W takim wypadku lepiej do teatru nie wchodzić, no chyba, że Pan Prezes chce się w teatrze rozerwać.

    {aelita}: „Potem IRA podkładała bomby bez zapalnika, ale też bez powiadomienia, po czym obliczała ile czasu zajmie policji np. znalezienie samochodu zaparkowanego pod Canary Wharf. A urzędnik, który anonim otrzyma, powinien jednakże powiadomić kogo trzeba, żeby żartownisia złapać. Następnie absolutnie nie zamykać gościa, tylko zrobić jak Singapur, zasądzić publicznie 6 batów, a prezydent Korwin w ramach łaski - usłyszawszy głos płaczącej matki - zmniejszy to do 4 batów. Następnie wyrok wykonać, pokazawszy na żywo w telewizji. Odtąd będzie wiadomo, że wszystkie przyszłe anonimy są już prawdziwe.

    {Sariusz}: |"Odtąd będzie wiadomo, że wszystkie przyszłe anonimy są już prawdziwe" Czyli jak ktoś podłoży bombę, ale zawiadomi o tym ZGODNIE Z PRAWDĄ, to już nie będzie karany batami?

    Nie, Panowie – trzy razy NIE!

    1) Jeśli IRA by wiedziała, że anonimy nie są czytane, to nie mogłaby uspokajać swojego sumienia wysyłaniem anonimów. Można domniemywać, że liczba podłożonych bomb znacznie by zmalała – a te, o których zawiadomiono, też często zabijały ludzi – nie tylko saperów.

    2) Nie: poszedłbym tam, gdzie pójść miałem - nie wiedząc przecież o anonimie.

    3) Gdyby było wiadomo, że anonimy lądują w koszach, to (a) nie warto byłoby ich wysyłać; (b) ich wysyłanie nie byłoby ścigane ani karalne bo byłoby równoważne wrzuceniu anonimu do własnego kosza. (c ) policja mogłaby się zająć czymś poważnym.

    Ostatnia uwaga jest bezprzedmiotowa.

    Uwaga podsumowująca i zamykająca dyskusję: nawet, gdyby czytanie anonimów miało zaoszczędzić życie ludzkie, nie można dopuścić by aparat państwa wykonywał polecenia żartownisiów i złośliwców.

    Argument teoretyczny: zasady są ważniejsze, niż ewentualnie zagrożone życie ludzkie. Przecież wiemy, że jeśli budujemy wielką fabrykę, to na budowie zginie kilka osób; czy z tego powodu nie wszczynamy budowy???

    Argument praktyczny: przecież wystarczy, że opozycyjna partia, np. KORWiN, poprosi o pisanie fałszywych ostrzeżeń, przeczyta to, jak zwykle, na moim blogu 400.000 osób, co czwarta napisze taki anonim albo i kilka – i policja jest zakorkowana na pięć lat!!

  • 31-03-2016 17:55:00

    Dla miłośników historii

    Tylko u nas w:

    http://ksiegarnia.korwin-mikke.pl

    Najnowsza książka Janusza Choińskiego o nieznanych wydarzeniach poprzedzających wybuch II wojny światowej i zakulisowych rozmowach ministra Józefa Becka ze Stalinem pt. Skierujmy agresję Hitlera na Francję i Anglię!

    A także:

    Stefan Kisielewski – Dzienniki okresu transformacji. Nieznane felietony radiowe Kisiela czytane w polonijnym Radio Chicago w latach 1988-91.

    John Tamny – Ekonomia zdrowego rozsądku, czyli jak rząd psuje gospodarkę – to najnowsza publikacja młodego publicysty z magazynu Forbes

    Dwie nowe pozycje Hansa Hermana Hoppego: – Ekonomia i etyka własności prywatnej, studia z zakresu ekonomii politycznej i filozofii, Krótka historia człowieka i Demokracja, czyli bóg, który zawiódł.

    George'a GilderaBogactwo czy nędza – nowe wydanie przygotowane z myślą o czytelnikach XXI wieku oraz Standard złota w epoce pieniądza cyfrowego

    O.Jacek Gniadek SVD – Ekonomia Boża i ludzka, czyli kazania wolnorynkowe

    Michał Wojciechowski – Między polityką a religią

    Artur DmochowskiAfera grypowa: szczepionki, pieniądze kłamstwa

    Dinesh D'SouzaWybaczyć Ameryce! Czyli co Stany Zjednoczone dały Światu?

    Jamie Whyte – Oszuści, czy ignoranci, czyli o nadużywaniu nauki dla celów politycznych

    Tomasz Cukiernik – 10 lat w Unii – bilans członkostwa

    Mark SkousenLogika Ekonomii, książka pomyślana jako nowy podręcznik ekonomii

    George Reisman – Kapitał i kapitalizm XXI wieku i Ekologizm, trucizna XXI wieku

    Jacek Kozik – Najlepszy podatek, najmniejszy podatek

    Tom G. Palmer – Państwo opiekuńcze. Kosztowne złudzenie

    Paul Nison – Dieta biblijna

    Wiesław Stebnicki – Edukacja domowa, edukacja przyszłości

    Clive Ponting – Armageddon, czyli niepoprawna politycznie historia II wojny światowej


     

    Dodatkowo w komplecie z autografem oraz przy zamówieniach powyżej 150 zł. otrzymają Państwo mój nowy, mało znany, zbiór felietonów drukowanych lokalnych pismach samorządowych pt. „Wielkopolska w Wielkiej Europie”.


     

    Zapraszam na mój portal http://korwin-mikke.pl, nie tylko do księgarni, ale także do działu Wiadomości z kraju i ze świata, gdzie znajdą Państwo informacje niedostępne w innych serwisach informacyjnych.

    Oficyna Konserwatystów i Liberałów
    Ul. 3 Maja 100
    05-420 Józefów

    PL 58 1140 2004 0000 3502 3589 9194

    BIC Swift przy wpłatach zza granicy BREXPLPWMUL

    zamówienia na książki zza granicy proszę kierować na adres

    malgosia.szmit@gmail.com


     

<< poprzednie
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 następne >>

Strona 1 z 137 [postów: 20 z 2722]