Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
64044 komentujących
60432 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

Najnowsze wpisy z bloga JKM w Twoim czytniku RSS

15-05-2009 21:48:00

To jaki system głosowania byłby znośny...

 

...gdybyśmy mieli żyć w w d***kracji? Odpowiadam: w d***kracji, to ja żyć nie chcę – natomiast w republice (czyli w państwie, w którym istnieje praworządność i wolny rynek) żyć się daje – czego przykładem była Respublica Romana w pierwszych stu latach – czy Stany Zjednoczone do końca XIX wieku.

Kto czytał śp.Aleksego de Tocquevill'a (lub choćby Arystotelesa ze Stagiry...) ten wie, że gdy się raz zacznie d***kratyzację, to jest ona niepowstrzymana. Dlatego w rozsądnej republice system wyborczy musi być częścią Prawa (tzn. L*d może wybierać przedstawicieli, ale L**owi nie wolno zmienić Praw Fundamentalnych, w szczególności systemu wyborczego). A jaki powinien on być?

Warianty mogą być różne. Na pewno do różnych ciał muszą być rożne wybory. W skrócie ja opowiadam się za takim, jak był w wyborach do Senatu w USA 150 lat temu. Z kilkoma ważnymi poprawkami i uzupełnieniami.

Czyli: w Radzie Stanu mamy 11 Radców Stanu, w Senacie 32 Senatorów (plus byli Prezydenci) w Sejmie 120 Posłów.

Posłów wybierają (pośrednio) elektorzy wybrani w gminach przy okazji poprzednich wyborów (a więc nie wiedzący, kto będzie kandydował(!!) Chodzi o to, by uniknąć degeneracji tego systemu; w USA elektorzy z góry mówią, na kogo zagłosują...) . Elektorów mają prawo wybierać obywatele płacący podatek od nieruchomości – lub ci, którzy zapłacą za kartkę (tyle, by pokryło to koszt wyborów).

Poprawka „tradycjonalistyczna”: kobiety nie głosują w wyborach do Senatu ani Sejmu. Głosują w wyborach do Rady Stanu, a w wyborach prezydenckich (powszechnych, ale pośrednich) mają zagwarantowane 2/3 stanowisk elektorskich (prezencja i elokwencja są bardzo ważnymi cechami prezydenta – natomiast nie powinny odgrywać żadnej roli w wyborach do Sejmu, ani do Senatu!!)

Poprawka śp.Fryderyka von Hay'ka (dopasowana do sytuacji w Polsce): w wyborach do Sejmu głosują wyborcy w wieku 35-39 lat. Do Senatu 45-49 lat, do Rady Stanu 56-65 lat. Zamiast zasady von Hay'ka: „Jeden człowiek – jeden głos” mamy więc zasadę: „Jeden człowiek – trzy głosy” ; każdy mógłby więc głosować aż trzy razy w życiu. Plus w wyborach prezydenckich i samorządowych.

Poprawka „holenderska”: w wyborach do Senatu liczba głosów mnożona jest przez liczbę posiadanych dzieci. Holendrzy uzasadniali to tym, że w Senacie decyduje się o sprawach raczej długofalowych (a nie np. o budżecie) – więc słusznym jest, by ojciec głosował za niegłosujące dzieci.

W wyborach samorządowych głosują wyłącznie obywatele ziemscy (lub miejscy) – czyli posiadający nieruchomość w danej miejscowości – z siłą głosu proporcjonalną do płaconego od nich podatku. 

Proste - jak rączka od parasola.

Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Komentarze

  • 15-05-2009 22:10:45 | odpowiedz
    Prosty egzamin z konstytucji płatny z góry (bezzwrotnie) w wysokości 50 złotych. Dla tych, którzy zaliczyli, kartka wyborcza.
    Wpływy z opłat - podzielone dokładnie proporcjonalnie do ilości zdobytych głosów - jako jedyne źródło finansowania partii.

    I już ten system byłby trochę mniej bezsensowny.
    • 15-05-2009 22:15:50 | odpowiedz
      Ciekawy pomysł. Zastrzeżenie liberała: proszę wskazać sposób przeprowadzenia egzaminu tak, żeby nie zależał on od urzędniczych interpretacyj, a wynik żeby nie zależał od tego, kto układa pytania. Prawdopodobne zastrzeżenie demokraty: dla niektórych 50 zł to zbyt duży wydatek. Z zastrzeżeniem demokraty rozprawić się można błyskawicznie, proponując, żeby dla każdego pierwsze (i tylko pierwsze) podejście było darmowe. A z zastrzeżeniem pierwszym?

      Pozdrawiam serdecznie
      • 16-05-2009 11:39:03 | odpowiedz
        prosta sprawa - test miałby pytania w formie zamkniętej, tzn byłyby podane, do każdego pytania, kilka odpowiedzi do wyboru, w tym jedno poprawne, taki test się szybciej też sprawdza niż taki w którym są pytania otwarte...
        • 16-05-2009 23:20:11 | odpowiedz
          Rzecz jasna, pominąłem trochę szczegółów pomysłu.
          Oczywiście egzamin odbywałby się przed każdymi wyborami. Oczywiście też w przypadku rozwiązania parlamentu np. w połowie kadencji, tylko połowa wpływów trafiałaby do partii, druga na jedyny cel społecznie użyteczny tj. spłatę długu publicznego ;-)
          Wysokość opłaty mogłaby być nawet ustalana w ostatnim głosowaniu w kadencji - chciałbym widzieć tych posłów lewicowych, którzy w trosce o swój lumpenelektorat głosują za zmniejszeniem finansowania własnego gangu ;-)
  • 15-05-2009 22:12:27 | odpowiedz
    Witam!

    Znam Pańską argumentację przeciwko czynnemu prawu wyborczemu dla kobiet w takiej demokracji, jak polska (słowo "normalnej" przed "demokracji" nie przechodzi ani przez gardło, ani przez klawiaturę). Wydaje mi się jednak, że żaden z nich nie aplikuje się przy założeniu, że mielibyśmy republikę ze wszystkimi poprawkami, które zaproponował Pan w niniejszym wpisie, z wyjątkiem tradycjonalistycznej. Czy jest jakiś racjonalny (a więc oparty nie tylko na samej tradycji) powód, dla którego odebrałby Pan prawo głosu w wyborach do Sejmu i Senatu kobiecie, która płaci podatek od nieruchomości?

    Pozdrawiam serdecznie
    • 15-05-2009 22:38:44 | odpowiedz
      Faktycznie, argument płciowy (?) jest (tylko trochę) niesprawiedliwy. Faktycznie, lepsza byłaby dyskryminacja merytoryczna (ale na jakiej podstawie?).
  • W spółce kapitalistycznej udziałowiec ma tyle do głosów, władzy ile ma udziałów.

    W państwie czerpiącym z zalet kapitalistycznego, naturalnego prawa spółki każdy obywatel płaciłby ryczałt więc miałby 1 głos. I dalej im więcej odprowadza do skarbca państwowego (w pozostałych podatkach) tym więcej ma głosów.


    Taka ordynacja wyborcza stanowi odbicie naturalnej, odwiecznej, zrodzonej przez kapitalizm zasady zasady kapitalistycznej spółki: ile wnoszę swojego udziału tyle mam do powiedzenia.

    I mamy tu samonaprowadzanie się rządzącej elity: Obywatel bogacący się zyskuje coraz większy wpływ w państwie, obywatel biedniejący traci władzę. Wg UPR podatki byłby od nieruchomości czyli władzę zyskiwali by ci którzy już nabyli ziemię czy budynki.
  • 16-05-2009 01:23:05 | odpowiedz
    Oglądałem rekomendowanego przez Pana Prezesa UPR, oglądałem P. Grobelnego... nic z tego nie będzie
  • 16-05-2009 02:53:52 | odpowiedz
    Moja Babcia(kobieta sanacyjna)zawsze powtarzala,ze kiedy biedota bierze sie za wladanie ,to lepiej emigrowac...
  • 16-05-2009 08:58:22 | odpowiedz
    Największym wrogiem demokracji jest oligarchia i korporacjonizm - czyli że bogaci lub grupy interesów będą przekupywać, zastraszać, oszukiwać wyborców. Im bardziej powszechne wybory tym trudniej wyborców przekupić, zastraszyć, oszukać, tym rzadziej interes większości różni się od interesu wspólnego. Jestem za tym żeby w prawach wyborczych niczego nie ruszać.
    • 16-05-2009 09:35:11 | odpowiedz
      Korporacje nienawidzą kapitalizmu , musieliby walczyć na wolnym rynku!!! Demokrację można kupić , konkurencję nie.
      Proszę sobie wyobrazić rodzinę , troje dzieci i dwoje rodziców , głosujących nad wydatkami domowymi w systemie demokratycznym . Teraz przyrównajmy to do Polski , komu oddajemy władzę ?
      • 16-05-2009 13:10:17 | odpowiedz
        Oczywiście, że konkurencję też można kupić. Bardzo prosto, nawet nie trzeba się z tym ukrywać. Potem ma się władzę absolutną i to czy to będzie dobre dla ogóły czy nie zależy od tego jakim jesteśmy człowiekiem.
      • 16-05-2009 19:53:17 | odpowiedz
        Rodzice bardzo żadko (czytaj prawie nigdy) oddają władzę. To naturalne. Pod koniec życia w testamecie tak. Ale wtedy władzę mają zawsze starzy ludzie. Stąd rady starszych itp.

        Trzeba by się nadtym zastanowić bo idąc w srugą stronę mamy w korporacjach 20 kilku letnich wypierdków mających władzę a nie mających szerszego doświadczenia życiowego.

        Wiem coś na ten temat bo jako młody człowiek musiałem sam decydować o zatrudnieniu lub zwolnieniu pracownika...
  • 16-05-2009 12:11:22 | odpowiedz
    Komentarz odnosnie sondazy internetowych:
    Moj kolega pracuje w firmie ktora m.in. przygotowuje takie sondaze. Wyglada to tak, ze czasami przychodzi do nich zleceniodawca i mowi - sonda jest bledna. A jak pytaja co sie stalo, to odpowiada, ze wyniki sa takie, a powinny byc takie. No to oni blad poprawiaja...
  • 16-05-2009 14:05:37 | odpowiedz
    Rozumiem zarzuty przeciwko demokracji jednak muszę przyznać, że ciężko mi dostrzec zalety takiego systemu.
    Oznacza 100% rządy staruchów i kombinatorów. Nawet nici szansy na myślenie przyszłościowe takiego sejmu.
    Jaki powinien wg Pana być okres kadencji?

    Wg mnie zdecydowanie korzystniejszy system demokratyczny to:
    kadencje zarówno prezydenta jak i sejmu 7 letnie (równoczesne). Kandydaci muszą posiadać maturę - informacja o jej wyniku jest podawana do publicznej wiadomości. Głosować mają prawo wszyscy obywatele dorośli (zdali egzamin dojrzałości-maturę np w formie 100 z 2000 ogólnie znanych pytań na których oparte są wytyczne dla edukacji, próg 50%+1).
    Zakaz istnienia partii politycznych. (W sejmie mogą się tworzyć koła poselskie). Sejm ma prawo dysponowania pieniędzmi z budżetu na wydatki celowe oraz wprowadzania poprawek do przygotowanego projektu (projekt budżetu i wszelkie wyliczenia ekonomiczne opracowywane są przez niezależną komisję powoływaną przez prezydenta). Każda ustawa ma termin ważności (maks do końca kadencji). W sejmie liczba miejsc zależna od frekwencji np jedno miejsce na 50 000 głosów.

  • 16-05-2009 15:13:30 | odpowiedz
    Panie Januszu: nie zapominajmy o starej prawdzie: wladza psuje.
    W panstwie, gdzie wladze maja bogaci prawo zmieni sie w krotkim czasie na takie, gdzie biedni beda uciskani. Na przyklad przeniesienie ciezaru utrzymania panstwa z podatku od nieruchomosci (bogaczy) na poglowne (wszyscy, ale w wiekszosci biedni). Ustanowimy trybuna ludowego?
    System taki jaki jest moze pozostac, z drobnymi tylko korektami.
    Na przyklad: na karcie do glosowania sa 3 pytania (test wyboru) z zakresu PODSTAW ekonomii, moze tez historii czy czegos podobnego. Licza sie glosy tylko tych, ktorzy odpowiedza prawidlowo. Zestaw kilkuset mozliwych pytan jest oczywiscie publikowany wczesniej i jawny.
    Inna mozliwosc: glosowanie kosztuje. 50 zl wystarczy, by ludzie, ktorym nie zalezy i menele odpuscili sobie wybory. Zostaja tylko ci, ktorzy sprawe przemysla i wiedza na co glosuja, a elektorat populistow i komunistow woli sobie te 50 zl przepic i przejesc.
    Nalezy docenic 'zbiorowe' myslenie. W eksperymentach wykazano, ze grupa ludzi, ktorzy maja pewne podstawy wiedzy (o danym zagadnieniu) potrafi podjac decyzje trafniejsza niz specjalista (w danej dziedzinie). Warunkiem jest jednak posiadanie tej podstawowej wiedzy i dostep do danych o problemie - stad demokracja w obecnej formie jest nietrafiona, bo glosuja idioci.
  • 16-05-2009 21:17:54 | odpowiedz
    Wszystko ładnie, pięknie. Ale jak spowodować (porównując), aby np. złodzieje zastanowili się nad systemem lepszego zabezpieczenia kas pancernych w bankach.