Obłuda lewicy - państwowa służba zdrowia [FAQ]

Wysłane przez MARK13 

13-02-2010 - 14:34:37

Mam prawo do opieki zdrowotnej!

Nie, nie masz.

Wiem - szok i niedowierzanie, ale nie masz prawa do opieki zdrowotnej choćby z tej prostej przyczyny, że nie istnieje i nigdy nie istniało coś takiego jak prawo do opieki zdrowotnej. Pomysły tego typu serwują zawsze ci, którzy chcą, by państwo „opiekowało się” ludźmi od kołyski, aż po grób – a to jest najkrótsza droga do zniewolenia obywateli i uzależnienia ich od aparatu państwowego.

Opieka zdrowotna nie jest prawem, lecz dobrem – jak dach nad głową, ubranie, edukacja czy jedzenie. Dobra nie przynależą człowiekowi z racji bycia człowiekiem – jak prawo do życia, samoobrony, wolności czy własności. Dobra człowiek nabywa, a z prawami się rodzi. Dobra są czymś, co się kupuje, albo czymś, co ktoś kupuje dla ciebie. Z prawami jest inaczej: nikt ich nam nie dał ani nie zależą one od czyjegoś widzimisię. Rząd za nie nie płaci – żaden polityk ich nie uchwalił ani nie zadekretował. Rząd nie może również nikogo tych praw pozbawić, chyba że zostanie dowiedzione na drodze sądowej, że pogwałciliśmy prawa kogoś innego.

Ci, którzy twierdzą, że opieka zdrowotna jest prawem, chcą po prostu rozszerzyć zakres państwowej opieki socjalnej, słowem, chcą rozszerzyć skalę grabieży, której dopuszcza się państwo na obywatelach.

Partie lewicowe dbają przynajmniej o zdrowie tych obywateli, których nie stać na leczenie. Pochylają się nad losem biednych, starszych i obłożnie chorych.

A czemu ich nie stać? Czyżby dlatego, bo państwo zabierało im regularnie pod przymusem 2/3 dochodów, gdy byli jeszcze w stanie pracować? Tak tylko pytam.

I to prawda - ruchy lewicowe wszelkiego obrządku przejawiają pretensjonalną skłonność do patetycznego gadulstwa i wysokiej nowomowy – tj. reprezentowania "najszczytniejszych ideałów" ludzkości albo upominania się o tzw. „ofiary transformacji”: ubogich, skrzywdzonych i dyskryminowanych. Koniec człowieka ekonomicznego jest przewodnim mitem publicznych wystąpień socjalistów, a tęsknota za życiem bez wszędobylskiej dominacji zysków i strat stanowi koło zamachowe lewicowej dialektyki.

Mając w pamięci powyższe, rzeczą absolutnie kluczową staje się uzmysłowienie sobie, na czym polega obłuda lewicy. Gdy rozważymy bowiem wysuwane przez lewicę postulaty przebudowy społeczeństwa, postulaty głoszące konieczność udzielania pomocy lekarskiej bez względu na koszty, okaże się raptem, iż wszystkie one mają charakter ekonomiczny. Mówienie „do diabła z ekonomią, zbudujmy przyzwoity świat” brzmi być może szlachetnie, ale w rzeczywistości jest raz, że całkowicie nieodpowiedzialne, a dwa, nacechowane obłudą. U podstaw takiego myślenia tkwi bowiem założenie (nigdy niewypowiadane wprost, bo gdyby zostało ujawnione, z miejsca zdemaskowałoby hipokryzję lewicy), iż decyzje, które mają podejmować jednostki i to decyzje jedne z najważniejszych w ich życiu, bo dotyczące np. finansowania leczenia czy oszczędzania na starość, będą od teraz podejmować państwowi planiści, co więcej, będą je podejmować w oparciu o kryterium, ze względu na które decyzje te jednostkom odebrano, mianowicie pieniądze.

I teraz ja się pytam zwolenników państwowej służby zdrowia: jak się ma powyższa „moralność”, nawołująca do leczenia jednych obywateli za pieniądze odebrane siłą innym obywatelom, do moralności mówiącej, że zmuszanie kogoś do finansowania leczenia obcych ludzi jest raz, że całkowitym wypaczeniem istoty dobroczynności (czytaj: moralności właśnie), a dwa, bezczelną grabieżą? Jak lewica może w ogóle wspominać o „pomaganiu innym w potrzebie”, o „cywilizowanym postępowaniu”, skoro u podstaw lewicowej ideologii tkwi gwałt na fundamentalnych wartościach cywilizacji, na którą się cynicznie powołują? Schizofrenia paranoidalna bezobjawowa czy może najzwyklejsza w świecie koniunkturalna dwulicowość?

W tym momencie jakiekolwiek dalsze moralne rozważania tracą sens. Niech mi ktoś łaskawie powie, jakie prawo nakazuje, bym regularnie oddawał część swoich dochodów i przeznaczał je na leczenie obcych mi osób, uszczuplając tym samym własne możliwości leczenia? Przecież pieniądze, które „godzę się dać na biednych”, mógłbym z powodzeniem przeznaczyć na leczenie siebie, mojej matki albo moich dzieci. Albo nawet sąsiada, gdyby osobiście poprosił mnie o wsparcie finansowe.

Tak lewica pochyla się nad losem ubogich?

Ale konieczność ratowania życia bez względu na cenę powinna być priorytetem! Bo co jest ważniejsze niż zdrowie?

Każdy pomysł wart jest rozpatrzenia pod warunkiem, że założenia, na jakich powstał, mają sens. Założenie "konieczności ratowania życia bez względu na cenę" jest założeniem absurdalnym, zatem i rozpatrywanie pomysłu na nim się opierającego sensu wielkiego nie ma. Nie bez kozery, cechą myślenia lewicowego jest daleko posunięta utopijność - a utopijne założenia wprowadza się pod przymusem, bo rzeczywistość jest z natury swej odporna na brednie i broni się przed lewactwem jak tylko może.

Wracając do adremu: kto niby ma tę cenę „ratowania za wszelką cenę” płacić? Mam odłożyć o kolejne kilkanaście lat kupno domu, zadowalając się mieszkaniem w wynajętym pokoju? Nie pojechać na wczasy - bo zawsze znajdzie się ktoś, komu można zaaplikować lepsze/nowocześniejsze/droższe leki? Dla leczenie albo rehabilitacji członków tzw. społeczeństwa, składającego się z obcych mi zupełnie dziesięciolatków albo obłożnie chorych starców, mam obciąć o połowę "racje żywnościowe" własnym dzieciom? Przecież zawsze znajdzie się ktoś poszkodowany przez los albo obłożnie chory starzec – chorobom i nieszczęśliwym losowym wypadkom nie ma końca.

Ale czy to jest powód, by państwo zabierało mi siłą pieniądze? Znowu wracamy do moralności, na którą powołują się partie lewicowe. Tu już nawet nie chodzi o arbitralną decyzję kilku urzędników o pozbawieniu większości ludzi zarobionych pieniędzy. To jest kwestia zgody na to, by decyzję, którą mamy podjąć my sami i to decyzję jedną z najważniejszych w życiu, czyli dotyczącą finansowania naszego leczenia, podjął za nas państwowy planista i to podjął w oparciu o kryterium, ze względu na które decyzję tę nam odebrano: PIENIĄDZE.

Życia na kasę przeliczać nie można!

No właśnie wyżej wykazałem, że jednak można. Bo jak nie na kasę, to na co? Na trufle? Partie lewicowe "przeliczają życie na kasę" za każdym razem, gdy tylko zaczynają mówić o „konieczności niesienia pomocy najbiedniejszym”. Czyli co? Oni mogą przeliczać, a ja nie mogę?

Zawsze idzie o pieniądze. I czy się to komuś podoba czy nie - mimo górnolotnych deklaracji "rządzących", mimo bzdetów wciskanych w szkołach i w mediach i mimo ogólnego w tej mierze chciejstwa – jedynym prawdziwym i ostatecznym kryterium decydującym o jakości i długotrwałości leczenia jest – uwaga - ilość pieniędzy, jakie ktoś jest w stanie wydać na leczenie. Bez znaczenia, czy płacić będzie ubezpieczyciel, rodzina, filantrop czy "państwo" - nie ma darmo i ktoś zapłacić musi. Zatem całe to lewackie bredzenie o tym, że "życia na kasę przeliczać nie można" jest demagogią i etyka nie ma tu nic do roboty – zwłaszcza jeśli (powtarzam się) zmusza się kogoś do finansowania leczenia ludzi, których ten ktoś nie zna i nigdy na oczy nie widział.

Mamy XXI wiek i nie można dopuścić, by ludzie umierali z braku podstawowej opieki zdrowotnej.

Jeżeli to ma być „argument” za państwową służbą zdrowia, to jest on wyjątkowo lichy. Ktoś, kto z premedytacją posługuje się takim rozumowaniem, najwyraźniej chce, żeby ludzie uwierzyli, iż bez pomocy państwa, tj. bez państwowej służby zdrowia, czeka nas zapaść cywilizacyjna i medyczna oraz popadnięcie z XXI wieku w głębokie średniowiecze. W XVIII i XIX wieku, kiedy poziom świadczonych usług medycznych był kiepski, a ich dostępność znikoma i wielu ludzi zwyczajnie nie dożywało z tego powodu pięćdziesiątki – państwo nie ingerowało. I teraz na jakiej to niby podstawie mam przyjąć, że dzisiaj ingerencja jest uzasadniona? W ostatnich kilkudziesięciu latach dokonał się tak ogromny postęp w medycynie, takie jej „umasowienie” i rozpowszechnienie, że jedynym argumentem, przemawiającym za interwencjonizmem państwowym w tej dziedzinie, jest okradania ludzi przez osoby zarządzające NFZ-em.

Z medycyną jest dokładnie tak samo jak z przemysłem motoryzacyjnym – już dawno moglibyśmy jeździć samochodami z tworzyw sztucznych, napędzanymi wodorem, światłem słonecznym, gazem czy czymkolwiek, co nie jest benzyną, już dawno moglibyśmy płacić za paliwo nie 5 złotych, lecz 2 - ale z jakichś „tajemniczych” powodów nie jeździmy tanimi samochodami, a za paliwo ciągle płacimy więcej niż mniej. Tymi powodami nie są terroryści z Al-Kaidy, wysadzający rurociągi, ani wyjątkowa rzadkość paliw kopalnianych. Powodem są absurdalne, antyrynkowe rozporządzenia rządów i państwowy monopol, który do spółki z interwencjonizmem nie dopuszcza albo wręcz hamuje rozwój i wdrażanie na rynek nowych technologii, powodując znaczne podrożenie usług już oferowanych na rynku.

Po drugie, dlaczego niby nie można dopuścić, by w XXI wieku ludzie umierali z braku podstawowej opieki zdrowotnej? Z powodu braku zaawansowanej opieki zdrowotnej to już mogą umierać? Co to w ogóle za gadanie? Dlaczego jakiś urzędnik ma decydować o tym, kto umrze z powodu braku tej bądź innej opieki zdrowotnej?

Problem nieubezpieczanych najlepiej pokazuje największą zaletę publicznego systemu ubezpieczeń zdrowotnych – rozproszenie ryzyka. Jeśli istnieje jakiś powód, dla którego zwolennicy wolnego rynku mogą popierać publiczne ubezpieczenie zdrowotne, to jest nim właśnie rozłożenie ryzyka.

Pewnie zaraz usłyszę zarzut, iż wartość życia ludzkiego wyznaczam podłóg statusu materialnego danej osoby. Już na ten temat pisałem, ale specjalnie powtórzę: jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało, rzeczywistość jest, jaka jest i zaczarować jej się nie da – o tym, czy leczenie dowolnej choroby zostanie uwieńczone powodzeniem, decyduje nie wstawiennictwo św. Peregryna, ale ilość posiadanych pieniędzy (posiadanych przez chorego, jego bliskich, instytucję ubezpieczeniową czy darczyńcę, który zechce leczenie sfinansować). Wszystkim, którzy oczekują cudów od wolnego rynku, przypominam, iż NIKT NIGDZIE NIE POWIEDZIAŁ, ŻE WOLNY RYNEK ZAPEWNI LUDZIOM ZDROWIE. ALBO ŻE ZAGWARANTUJE ZASPOKAJANIE WSZYSTKICH POTRZEB. WOLNY RYNEK TO PO PROSTU UCZCIWE ZASADY WYMIANY DÓBR I USŁUG. Ale to tylko tak na marginesie w ramach odświeżenia pamięci. Ważniejsze jest co innego.

Otóż obecny system, pomimo tego, że "rozkłada ryzyko" i szczyci się oszukańczym, konstytucyjnym statusem „bezpłatnego” (a jak wiadomo, "bezpłatny” to on może jest, ale w rojeniach utopijnego marksisty), jest ultra kosztowny i co gorsza, pomimo uiszczania comiesięcznych horrendalnych składek na jego utrzymanie, nieustannie brakuje w nim pieniędzy na podstawowe potrzeby. Wszystko wymaga w NFZ-cie ogromnych sum – znacznie wykraczających poza te, które napędzałyby wolny rynek usług medycznych. Przypomnijcie sobie sceny z wieczornych serwisów informacyjnych – szpitale bez ogrzewania, aparatura za setki tysięcy stojąca bezczynnie w kącie, bo szpital nie ma forsy na jej uruchomienie albo NFZ zezwolił na dwa rozruchy w miesiącu; przypomnijcie sobie pacjentów, koczujących na korytarzach jak za czasów najgorszych epidemii; przypomnijcie sobie ogłoszenia w gazetach, w tv i radio nawołujące że "każda, najmniejsza nawet pomoc dla Asi/Kasi/Jasia znaczy wiele"; przypomnijcie sobie dziesiątki fundacji proszących o kasę potrzebną im do wspomożenia biednej, państwowej służby zdrowia; wreszcie: przypomnijcie sobie, jak staliście w kolejkach po numerek, jak czekaliście na rentgen skręconej kostki – przez tydzień albo jak państwowy dentysta schrzanił wam plombę z zębie.

TO JEST RZECZYWISTOŚĆ PAŃSTWOWEJ OPIEKI ZDROWOTNEJ: zapewnienie ustawowo wszystkim opieki zdrowotnej pozbawia ludzi opieki zdrowotnej - ot taki paradoks charakteryzujący „dobroczynność” urzędników.

Wielu orędowników ingerencji państwa w sprawy zdrowotne zapomina również – a raczej nie chce pamiętać - że mieszkaniec wsi na Podkarpaciu ma zdecydowanie mniejsze szanse przeżyć ciężką chorobę niż np. mieszkaniec Warszawy, mimo istnienia jednej państwowej służby zdrowia. Takie życie.

Że przy pewnych szczególnych chorobach - nieuleczalnych (niekoniecznie śmiertelnych, ale ciągnących się przez dziesięciolecia) koszty z pewnością przekroczą te refundowane przez indywidualnego ubezpieczyciela? Sorry, w obecnym systemie też przekraczają – stąd niejednokrotnie mus dokonywania zakupów na własny rachunek tego i owego i (od czasu do czasu) zmotywowania personelu medycznego do "lepszej opieki" - tak bywa. Zanim zacznie się wieszać psy na rzekomo bezdusznym systemie prywatnej opieki zdrowotnej, warto przeanalizować, jak wygląda opiekuńczość państwowa.

W USA obowiązuje system prywatny i co?

Pierwsze słyszę, żeby w USA obowiązywał prywatny system opieki zdrowotnej. Tzn. może w teorii obowiązuje, ale w praktyce – nie ma szans. Problem jest zawsze ten sam: ludzie bezrefleksyjnie i bez znajomości tematu całkowicie wolnorynkowy mechanizm w służbie zdrowia przedstawiają, operując liczbami z rynku, na którym od lat niepodzielnie panuje biurokratyczna ośmiornica do spółki z fiskalną mafią. Ośmiornica ta metodycznie pozbawia majątku zainteresowanych, zawyża ceny usług i dodatkowo wspiera kółko wzajemnej adoracji lekarzy wszelkimi możliwymi ograniczeniami w dostępie do zawodu oraz różnego typu obostrzeniami, które praktycznie zabijają wolną konkurencję na rynku usług medycznych.

w USA nie ma wolnego rynku usług medycznych - nawet w 50%. brednie tego typu powtarzają ci sami ludzie, którzy mówią o "działaniu wolnego rynku" przy okazji debatowania na temat "problemów współczesnego świata".

czyli kompletni durnie.

w badaniu z 1992 roku, opublikowanym przez Instytut Hoovera pod tytułem "Nakłady a wydajność w służbie zdrowia" zauważono, że w 1910 roku 56 procent szpitali w Ameryce było nastawionych na zysk i znajdowało się w prywatnych rękach. po 60 latach subsydiowania państwowych szpitali, liczba ta spadła do 10 procent. trwało to całe dziesięciolecia, ale już we wczesnych latach 90-tych rząd kontrolował prawie całą branżę szpitalną. działalność niewielkiej liczby ocalałych prywatnych szpitali jest nadzwyczaj ściśle regulowana przez federalne, stanowe i lokalne rządy. wiele (być może nawet większość) decyzji podejmowanych przez administratorów tych placówek musi być zgodna z wymogami legislatorów, a nie z wymaganiami płacących za usługi pacjentów.

[liberalis.pl]

[mises.pl]

Stawianie służby zdrowia w USA za przykład funkcjonowania wolnego rynku w zakresie usług medycznych przypomina rozpatrywanie prawa powszechnego ciążenia na księżycu. Ludzie, którzy dopuszczają się takiego nadużycia, pomijają (celowo bądź z niewiedzy) bogactwo społeczeństwa nieciemiężonego fiskalnym terrorem oraz realne koszty leczenia na wolnym rynku. Operowanie na cenach z obecnego „prywatnego” systemu to co najmniej gruba pomyłka.

Jak działa państwowa służba zdrowia w III RP, czyli garść „niewygodnych” faktów, o których się głośno nie mówi

• Ilość pieniędzy w NFZ-cie jest stała, zatem jeśli dzielone są one na "wszystkich" - ogólny poziom musi być niższy niż gdyby panowała w tym zakresie wybiórczość.

• Ludzie wpłacający do systemu w większości nie wykorzystują wpłaconych do niego środków (bo nie chorują - dokładnie to samo dotyczy emerytur i wszelkich innych przymusowych składek państwowych), często natomiast zdarza się tak, że ci, którzy z różnych przyczyn nie zdążyli wpłacić tam ani grosza, korzystają z usług państwowej służby zdrowia "pełnymi garściami", nie wspominając już o tym, że nadzwyczaj łatwo zapadają decyzję wydatkowania środków i to zwykle niemałych na leczenie tzw. chorób społecznych, jak syfilis, alkoholizm czy narkomania, a więc de facto na leczenie ludzi, którzy zachorowali na własne życzenie. Dzieje się to z oczywistą szkodą dla ludzi "normalnych", którzy z jakichś tam powodów postanowili w alkoholizm nie popadać.

• Jest też taki myk, że niektórych pacjentów, mimo ubezpieczenia, po prostu się nie leczy, ograniczając się do podtrzymywania ich przy życiu, bo albo leczenie jest zbyt kosztowne, a szanse na wyzdrowienie znikome, albo "nie przewidziano w koszyku tego typu schorzeń" – to a propos gadania, że „prywatny ubezpieczyciel nie będzie chciał leczyć”. Państwowy też nie leczy.

• Powszechny ubezpieczyciel nie poczuwa się do ponoszenia kosztów leczenia chorób, które dopadły kogoś gdzieś "na obczyźnie", co staje się zrozumiałe tylko wtedy, kiedy przyjmie się, że ubezpieczenie nie ma pokrywać kosztów leczenia, a jedynie koszty wykonanej przez lekarzy/pielęgniarki/aptekarzy pracy (wersja soft) albo (wersja hardcore) koszty utrzymania czerwonej hołoty i ich pociotków przy korycie na Wiejskiej.

• W takim systemie jak przymusowa państwowa służba zdrowia dochodzi permanentnie (i nie da się tego wyrugować ze względu na specyfikę państwowych systemów wszelakich) do gigantycznego marnotrawstwa i równie gigantycznych nadużyć – w skali kraju. Poczynając od szwindli przy ustalaniu listy leków refundowanych, przez korupcję przy zaopatrywaniu szpitali i aptek, a na "załatwianiu" rozmaitych rzeczy kończąc.

Tyle na temat „bezpłatnej” opieki zdrowotnej. Określenie tego systemu jako "popierdolony" jest według mnie nad wyraz uprzejme. Czasami odnoszę wrażenie, iż kompletna anarchia w leczeniu byłaby lepsza od socjalistycznego modelu „wszystkim po równo i za darmo”.

autorzy: Leszek, MARK13 i inni



Zmieniany 12 raz(y). Ostatnia zmiana 26-12-2010 14:59 przez MARK13.

13-02-2010 - 15:08:40

Howgh!

Od siebie dodam jeszcze troszkę:

1. Istnienie państwowej opieki zdrowotnej tworzy róznież patologiczną "prywatną" opieke zdrowotną. Widać to lepiej "od środka", ale bystry zewnetrzny obserwator tez dojrzy.
Pan profesor w prywatnej klinice kasuje klientów wg miesięcznego "pakietu" zdrowotnego lub "za poradę".Niby ok.Ale jak konieczne jest dodatkowe kosztowne badanie,to dla "prywatnego" pacjenta nagle kolejka w państwowej klinice się dematerializuje i jest diagnozowany już na koszt NFZ.Czyli legalna(?) łapówka.
2. Niedostępne procedury w wyniku umowy z NFZ z określonym oddziałem państwowego szpitala kosztujące powiedzmy 1000zł sa dostępne w prywatnej klinice za 5000zł. Zupełnie przypadkowo właścicielami i pracownikami tej prywatnej placówki są konsultant opiniujący wpis tejże procedury do koszyka refundacyjnego NFZ i ordynator tegoż państwowego oddziału.

PS. Leczenie syfilisu podjęte szybko kosztuje z 5 zł.

14-02-2010 - 15:14:35

Tekst dobry do WiPedii smiling smiley tylko to :"ruchanie kurew przy drodze" bedzie argumentem dla oszołomów ( czyli większej części społeczęństwa winking smiley ) bo kiedy przeczytaja taki tekst to juz mózgi wyłaczone bo nacisk na brak poszanowania dla kurew...ups... pań do towarzystwa im się włączy.
Kiedy obserwuję takie reakcje to mi się przypomina wyjazd ze znajomymi do Wisły ( Beskid Śląski ). Młodziutkie małżeństwo wzięło ze soba dziadka
( z racji rodzinnej imprezy na miejscu ). Kiedy mijali po drodze panie stojące przy trasie, w pewnym momencie dziadek spytal, całkiem szczerze i z troską :
" A nie bojom sie te dziołszki, przecie jak jakiś chachor sie zatrzymie to je wyłonaczy?" Uwierzcie lub nie, długo musieli mu tłumaczyć, że one tam właśnie w celu owego wyłonaczenia stoją. O tym , że cały bus miał ubaw do łez wspominać nie muszę. A dziadek, po początkowej obrazie, skwitował, również z troską : "Boże, co za czasy. Latawice durś szło znojść ale żeby toto terozki pod auto sie ciepalo to ni mom anungu co to z tym światem sie porobiło?.
I pomyśleć , że to nie jest róznica wieków tylko dwa pokolenia wcześniej.....

Tłumaczenie:
chachor - łobuz, bandyta
wyłonaczyć - zgwałcić ale również "przelecieć" za zgodą
latawice - te od łonaczenia ( choć kiedyś również takie, które łamały kanony poprawnego zachowania, niekoniecznie dające się przelecieć )
durś - ciągle, cały czas
ciepać - rzucać, obrzucać
anung - pojęcie.

Przepraszam, za historyjkę. Ale poważnie proponuję zmianę kosmetyczną i na WiPedię ( bądź ABC WiP).



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 14-02-2010 15:35 przez LeonProof.

14-02-2010 - 16:05:22

zmiana kosmetyczna zatwierdzona.

17-02-2010 - 13:08:54

tak w ramach postawienia kropki nad "i" - Carlos Rodriguez Braun o przymusowej, państwowej służbie zdrowia:

[www.youtube.com]

18-02-2010 - 14:00:16

Lewica propaguje prawa do podstawowych potrzeb człowieka, prawo mieszkania, prawo do lekarza, prawo do żywności...
ja bym proponował prawo do seksu. Bo czy człowiek nie ma prawa zaspokajania potrzeb seksualnych? Oczywiście że ma!
W tym celu zmuszano by dziewczyny żeby oddawały się mężczyzną którzy mają ochotę.

Jest to oczywisty gwałt. Jeszcze gorzej, bo zalegalizowany. Prawo do mieszkania to również gwałt. Żeby te prawo wykonać trzeba dokonać na kimś gwałtu, trzeba komuś zabrać pieniądze pod przymusem (ukraść) aby zapłacić za czyjeś leczenia. Jak ludzie mają prawo do lekarza to ja chcę mieć prawo do osiemnastoletnich blondynek.

To tak jakbym ukradł BMW i bronił się że mam przecież prawo do BMW. Nie mam prawa nigdy do cudzej własności! cielesnej, materialnej, intelektualnej.... żadnej! Mam prawo do swojej własności.

Prawami ani wolnością nie można handlować tak samo jak przedmiotami. Prawa się nie kupuje.

Bo co to znaczy - dać komuś prawo do opieki medycznej. Tzn dać komuś pieniądze żeby tą opiekę sobie kupił... nie, tzn od razu kupić mu opiekę medyczną. A czemu nie dać mu do ręki tych pieniędzy i pozwolić żeby sam zadecydował czy kupi sobie opiekę medyczną, czy przepije, czy zakupi zapas chleba na rok?
Bo bardziej widoczne by było że tu chodzi tylko o pieniądze, a pomoc lewicowa, ich walka o "prawa" okazałaby się tylko rozdawnictwem pieniędzy, które wielu wolałoby wydać na coś innego.

hmmm... mamy demokrację aby niby ludzie mogli sami decydować, ale jak już ten socjal jest to nie daje im się tych pieniędzy żeby sami zadecydowali ile chcą wydać na lekarzy, ile na edukację dzieci i tak dalej - rozdano by po równo i każdy indywidualnie by sobie ustalił - to nie - odgórnie ustalają, i wszystkim po równo.

18-02-2010 - 23:01:19

Co mieli na myśli autorzy pisząc o "biurokratycznej ośmiornicy do spółki z fiskalną mafią" ?

18-02-2010 - 23:58:47

Poszperaj w necie, a znajdziesz. Zacznij od [socialismdoesntwork.com]

15-03-2010 - 19:41:08

Ja lubie za to ironizować z rozmówcą i mówie że niezbędne jest powołanie NARODOWEGO FUNDUSZU ŻYWNOŚCIOWEGO aby każdy za darmo i po równo dostał tyle żywności ile tylko ptrzebuje. Pewnie nie byłoby problemów dotyczących podnoszenia składek na ten fundusz. Nie spieranoby się o koszyk gwarantowanych kalorii. Ludzie nie staliby w kolejkach po szynke (pewnie bardzo wysokiej jakości), cytryny pewnie nie byłyby luksusem. Nie spieranoby się czy podawać sól w państwowych restauracjach. Rozbuchana administracja funduszu z pewnością nie tworzyłaby raz po raz nowych patologii aby dorwać się do nowych dofinansowań z budżetu. Z głodu w kolejkach pewnie nikt by nie padł.....Za to jakby wprowadzić kapitalizm to pewnie jeść przyzwoicie moglby tylko najbogatsi w przeciwieństwie do biednych którzy umieraliby z głodu na ulicach...;-)

Mało kto zdaje sobie sprawe że argumenty które mają krytykować wolny rynek często są argumentami krytykującymi socjalizm i centralne planowanie.
Dla przykładu: właśnie w ustroju socjalistycznym (w przypadku istnienia NFŻu) najbogatsi mający układy i znajomości z urzędasami mogliby jeść żywność wysokiej jakości, ntomiast masa ,,wolnych'' niewolników żarłaby jakieś ,,darmowe'' ścierwo. Wbijano by im przy okazji że to jest darmowe a jak chcą wolnego rynku to niech płacą za cytryny powiedzmy 100 zł od koncesjonowanych cwaniaków - przy czym pensja przeciętnego Kowalskiego obniżona o składke na fundusz żywności byłaby zapewne marna.
Jest to dość śmieszne kiedy ktoś wrażliwy społecznie krytykuje wolny rynek argumentem ,,bo tylko najbogatsi...., bo tylko uprzywilejowani....'' broniąc jednoczesnie przywilejów dla wąskiej grupki czerwonych bandytów którzy takich pożytecznych idiotów golą jak stado owieczek.

01-04-2010 - 22:49:00

W sumie to się z tym zgadzam.

Jednak co z tymi, których nie stać byłoby na prywatne ubezpieczenia np. 500. zł. I co z takim człowiekiem. Jeżeli ludzie zarabiają średnio 2000 zł. to trochę za mało, aby tyle zapłacić.
Anonimowy użytkownik

01-04-2010 - 23:32:31

Cytuj

Jeżeli ludzie zarabiają średnio 2000 zł. to trochę za mało, aby tyle zapłacić.
To jako podatek i składki na ubezpieczenia pracodawca odprowadza 1600 złotych.

02-04-2010 - 09:05:13

Cytuj
Leszek
Jeżeli ludzie zarabiają średnio 2000 zł. to trochę za mało, aby tyle zapłacić.
To jako podatek i składki na ubezpieczenia pracodawca odprowadza 1600 złotych.

No i jeszcze ty odprowadzasz ze swojej strony około 900zeta.

Razem to daje ca. 4500zł - podatki ( dajmy na to 10% ) = 4050 zł.

To już jest suma z której można opłacic większość towarów na wolnym rynku.

03-04-2010 - 18:25:55

A gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości, że wystarczy "zreformować system"... historia z życia wzięta

3 tygodnie temu dość paskudnie złamałem rękę. Paskudnie, bo tuż-tuż przy samym łokciu.

Generalnie najsamprzód na SOR-ze założyli mi gips ale od razu dodali, że dobrze by było abym sobie w jego miejsce nabył ortezę. Zasugerowali nawet gdzie najlepiej (nie żeby najtaniej, to akurat bez znaczenia, o czym za chwilę). To jest coś takiego a'la stelaż, który dzięki regulowanemu z zewnątrz zawiasowi umożliwia kontrolowane ruchy w uszkodzonym stawie. Warto to zrobić, bo dzięki temu rehabilitacja będzie krótsza, mniej bolesna i generalnie skuteczniejsza. Uwaga, żeby to miało sens to ortezę należy założyć zamiast gipsu najlepiej do 10-go dnia po złamaniu. Co było dalej?

Ano dowiedziałem się, że taką ortezę można nabyć gdziekolwiek, a jak się przedstawi kwit od ortopedy, to NFZ dopłaci 70% ceny. Uwaga, limit ceny z dopłatą to max 800 zł. I zgadnijcie proszę, czy w związku z tym, że za ortezę o cenie do 800 zł płaci głównie NFZ, to na rynku są jakiekolwiek ortezy tańsze niż 800 zł? Zgadliście? No to jedziemy dalej...

Nabyłem więc ortezkę za 800 zł (z własnej kiesy buląc 240 zł) i udałem się do tego samego lekarza w celu dokonania zaleconej zamiany. Usłyszałem, że mogą mi to zrobić najwcześniej za... może jakiś miesiąc. Bo nie ma terminów. Na nic moje naiwne pytania w rodzaju "to po co ja (za kasę podatników zresztą) kupowałem tę ortezę, skoro za miesiąc to ja już jej nie będę potrzebował?".
No cóż, to jest kompletnie nieistotne. Chodzi o to żeby ruch w biznesie był. Ktoś zarobił na ortezie, która nawiasem mówiąc składa się z pary szyn, jednego zawiasu i 1/2 mkw gąbki. Warte to to jest może z 5 dych.

Na szczęście dla mnie miałem alternatywę w postaci komercyjnego ubezpieczenia zdrowotnego, więc specjalnie mnie to nie zmartwiło. Po prostu kolejne doznanie ze strony systemu, który generalnie jest ok tylko trzeba te wypaczenia zlikwidować.

03-04-2010 - 19:03:22

Cytuj
Ortodoks
Chodzi o to żeby ruch w biznesie był. Ktoś zarobił na ortezie, która nawiasem mówiąc składa się z pary szyn, jednego zawiasu i 1/2 mkw gąbki. Warte to to jest może z 5 dych.
Oczywiście nie możesz kupić zwykłej ortezy tylko taką atestowaną, za co dopłaca się 750zł smiling smiley

Według mnie najlepszym argumentem w sporze publiczna vs prywatna sł. zdrowia jest założenie że oba systemy powinny być dobrowolne. Lepszy system wygra. Jeśli 90% ludzi chce publicznej opieki (a w demokracji szanuje się wolę większości) to po co przymusowe składki zdrowotne? Przecież wszyscy będą płacić dobrowolnie na państwowy system a pozostali na prywatny takie rozwiązanie chyba uszczęśliwi wszystkich. Aczkolwiek w praktyce okaże się że proporcje będą odwrotne, co oznacza że państwowa opieka umrze śmiercią naturalną.
Anonimowy użytkownik

03-04-2010 - 20:00:46

Znaczy jak - że niby ludzie mieliby decydować?

04-04-2010 - 21:28:52

Cytuj
Leszek
Znaczy jak - że niby ludzie mieliby decydować?

<drżącym i łamiącym się ze zgrozy głosem> Nie-e-e...

_________________________
STOP THE GLOBAL LAMING

09-04-2010 - 22:22:24

Wdając się zbytnio w rozważania rachunkowe spróbuję wyjasnić dlaczego za cholerę nie odejdzie się od systemu ubezpieczeniowego opieki zdrowotnej organizowanego albo przynajmniej mocno kontrolowanego przez państwo.
Od razu zastrzegam,że moje rozumowanie wynika z obserwacji faktów i wcale nie znaczy,że uważam tą sytuację za normalną i pożądaną.
1. Budżet roczny NFZ w 2008 roku wyniósł około 50mld zł. W przeliczeniu na obywatela daje to kwotę około 110zł miesięcznie.
2. Średnie wynagrodzenie w gospodarce w 2008r wyniosło 2.943,88 zł.
3. Składka zdrowotna wynosiła 9.25% tegoż wynagrodzenia czyli średnio 272zł
4. Każdy ,kto pracuje legalnie, oddaje ten haracz

Należy chyba przyjąć, że gdyby te pieniądze przeznaczono na prywatnie funkcjonujący system ubezpieczeń zdrowotnych udałoby się uzyskać większą jakość i ilość usług.
Teoretycznie rzecz biorąc każdego stać na te 110zł. Czemu więc nie prywatyzować?
Myślę,że dlatego,że niestety większość nie płaci nawet tych 110zł.I płacić nie chce.
Niestety na tym nie koniec.
Jak powszechnie wiemy mniej satysfakcjonuje nas własny orgazm od tego,że sasiadowi kuśka nie działa lub żona nałożyła mu szlaban na zabawy cielesne.
W związku z tym typowy ludź nie tylko nie zgodzi się na to,żeby przestać płacić za niego na to, co mu się "należy". Pragnie również zapobiec możliwości "wywyższenia" się wrednego sąsiada, który za własne pieniądze chciałby sobie zafundowac coś lepszego. Stąd ostatecznie jest zgoda na pseudoubezpieczenia prywatne obecnie, ale zdecydowana niezgoda na ich powszechność, rozwój i konkurencyjność wobec państwowego.
A ludź jest niereformowalny i odporny na perswazję jak wiadomo.

14-04-2010 - 17:46:23

Cytuj
Solstafir
Lewica propaguje prawa do podstawowych potrzeb człowieka, prawo mieszkania, prawo do lekarza, prawo do żywności...
ja bym proponował prawo do seksu. Bo czy człowiek nie ma prawa zaspokajania potrzeb seksualnych? Oczywiście że ma!
W tym celu zmuszano by dziewczyny żeby oddawały się mężczyzną którzy mają ochotę.
.

smiej sie smiej ale juz od dosyc dawna w Krolestwie Niderlandow funkcjonuja tzw. seksualne pielegniarki ktore "pomagaja" inwalida w domach opieki spolecznej, wprawdziwe pielegniarki obslugiwaly facetow jak czytalem ten wielce ciekawy artykul ( a czytalem dosyc dawno ) ale kto wie, moze sie cos zmienilo od tamtych czasow na bardziej "postepowo"

w ustawie jakiegos kraju poludniowoamerykanskiego pisze ,ze kobieta ma "prawo do satysfakcji w zyciu seksualnym", ten kraj to bodajze Argentyna ale reki sobie uciac nie dam, pytanie jak to jest egzekwowane ? nie wiem smiling smiley

w bodajze w Bergen w Krolestwie Norwegii zapronowano aby seks byl dostepny dla kazdego chetnego, zatrudniano wolontariuszy nawet, wprawdzie sprawa okazala sie dziennikarska prowokacja ale Norwegowie sie ucieszyli nawet

kto wie, moze niedlugo tak sie stanie smiling smiley

14-04-2010 - 18:09:28

Tak długo, jak takie pomysł opierają się na wolontariatach i innych formach organizacji oddolnej, można rzec, "charytatywnej", to nic w tym złego.
Jednak pomysł świadczenia inwalidom i innym ułomnym usług seksualnych z budżetu państwa spowoduje drastyczny wzrost ilości owych inwalidów i ułomnych, ze szczególnym naciskiem na osoby w wieku 16-20 lat.
Pozytywną prognozą demograficzną to nie jest.

14-04-2010 - 19:00:09

ale te norweskie burdele mialy byc utrzymywane z pieniedzy podatnika smiling smiley

15-04-2010 - 01:38:58

Cytuj
Antykomunista
Tak długo, jak takie pomysł opierają się na wolontariatach i innych formach organizacji oddolnej, można rzec, "charytatywnej", to nic w tym złego.
Jednak pomysł świadczenia inwalidom i innym ułomnym usług seksualnych z budżetu państwa spowoduje drastyczny wzrost ilości owych inwalidów i ułomnych, ze szczególnym naciskiem na osoby w wieku 16-20 lat.
Pozytywną prognozą demograficzną to nie jest.

Ciekawe jak szybko ci "inwalidzi" odzyskali by pełną sprawność a nawet przeszli by testy sprawności dla sił specjalnych jakby ogłosić że po 3 miesiącach od orzeczenia inwalidztwa będzie się ich usypało żeby za długo nie cierpieli.... smiling smiley

EDIT:

Oczywiście to wszystko w imię szeroko pojętego humanitaryzmu ....



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 15-04-2010 01:40 przez hub_lan.

16-06-2010 - 03:34:34

Cytuj

Opieka zdrowotna nie jest prawem, lecz dobrem – jak dach nad głową, ubranie, edukacja czy jedzenie. Dobra nie przynależą człowiekowi z racji bycia człowiekiem – jak prawo do życia, samoobrony, wolności czy własności.

Zastanawiam się na jakiej postawie określasz katalog praw człowieka? Doznałeś iluminacji intuitywnej od jakiegoś bóstwa i został Ci objawiony obiektywny porządek rzeczy?

Cytuj

Przecież zawsze znajdzie się ktoś poszkodowany przez los albo obłożnie chory starzec – chorobom i nieszczęśliwym losowym wypadkom nie ma końca.

Nieszczególnie porusza mnie to, co mówisz – de facto nic więcej nad doświadczenie codzienności. Ale to w jaki sposób to mówisz w kontekście całego wywodu… cóż, napawa mnie przerażeniem. I przypomina pewne powiedzenie Piłsudskiego, nie ukrywam.

Cytuj

No właśnie wyżej wykazałem, że jednak można. Bo jak nie na kasę, to na co?

Ludzie o konserwatywnych poglądach lubują się w argumencie stromego stoku: „jeśli zalegalizujemy >>pedałów<<, to przyjdzie pedofilia i małżeństwa ze zwierzętami; jeśli aborcję, to przymusowa eutanazja”. Twoje stwierdzenie sugeruje mi inny schemat równi pochyłej: jeśli zaczniemy przeliczać życie ludzkie na pieniądze (i chwalić się swoją rzeczowością!), to… cóż, padnie już zupełnie każda wartość nieumocowana w walucie (najlepiej, oczywiście, w systemie kruszcowym winking smiley).

Cytuj

W XVIII i XIX wieku, kiedy poziom świadczonych usług medycznych był kiepski, a ich dostępność znikoma i wielu ludzi zwyczajnie nie dożywało z tego powodu pięćdziesiątki – państwo nie ingerowało.

Jest to pewne rozumowanie. Zaproponuję alternatywne: dostępność nie jest w XXI w. znikoma, bowiem w XIX w. państwo ingerować zaczęło.

Cytuj

I teraz na jakiej to niby podstawie mam przyjąć, że dzisiaj ingerencja jest uzasadniona?

Cóż… żeby nie wróciło stare (przyznałeś, że dostępność była znikoma, ergo ludzie cierpieli i marli powszechnie). Dlaczego ma nie wrócić stare? To zależy już od uznania. A raczej sumienia.

Cytuj

Po drugie, dlaczego niby nie można dopuścić, by w XXI wieku ludzie umierali z braku podstawowej opieki zdrowotnej?

Można, oczywiście, że można. Niektórym czerwonym, zielonym i różowym marzycielom wydaje się tylko, że się nie powinno. Naturalnie to jedynie zaborcza etyka na siłę.

Cytuj

, jak czekaliście na rentgen skręconej kostki

Bardzo proszę, nie koloryzuj – chyba że robiłeś tutaj badania statystyczne albo pracujesz w NFZ. Jeszcze praktycznie nigdy nie byłem świadkiem, by rentgen urazowy był odkładany (naturalnie, mogłem przez kilka lat kilkunastokrotnie trafiać na same wyjątki. Niewykluczone). Na pewno jest jakieś bardziej sympatyczne badanie – np. gastroskopia. I teraz powiedzcie szczerze: kto nie cieszy się, gdy państwo odkłada mu gastroskopię, niech pierwszy rzuci stetoskop winking smiley

Cytuj

kółko wzajemnej adoracji lekarzy wszelkimi możliwymi ograniczeniami w dostępie do zawodu oraz różnego typu obostrzeniami, które praktycznie zabijają wolną konkurencję na rynku usług medycznych.

Piszecie sporo o tym, że wolny rynek nie oznacza wolnego bezprawia i nie zagraża ludziom zalewem produktów i usług nieodwracalnie szkodliwych, bo niekontrolowanych, tandetnych etc. Dlaczego? Bo certyfikacja może być prywatna. Prywatna znaczy: lepsza. Bo firmy certyfikujące walczą o swoją pozycję na rynku w ramach wolnej konkurencji, dostarczając możliwie najlepszych standardów… cóż. Dobrze. Ale kto pracuje w firmach, które miałyby dopuszczać do pracy lekarzy, kontrolować praktyki (prywatny sanepid) i przeprowadzać inne tego typu usługi? (Pomijając pytanie, kto dopuści te jednostki do działania – na kogo państwo deleguje te kompetencje?). Lekarze. Nie możemy wyobrazić sobie sytuacji, w której damy to prawo historykom (mają w tym kraju zdecydowanie zbyt wiele w swoich zakurzonych rękach). A lekarze to od dekad bardzo, bardzo zwarta grupa, świadoma swoich interesów: w pewnym sensie korporacja. Która korporacja będzie dawać certyfikaty (i ustalać ich wymogi) tak szczodrze, by zapewnić środowisko maksymalnie wolnej konkurencji, w ramach której sami (i ich, zazwyczaj równie medyczne, rodziny) napotkają więcej trudności w lukratywnym zarabiani i dorabianiu? To tak, jakby dać korporacjom prawniczym prawo całkowitego regulowania koncesji… wyjdzie z tego (i przez lata wychodził) egzamin ustny. I w przeciwieństwie do prawników: czasem nie wystarcza czasu, by zmienić sobie lekarza. Ktoś może powiedzieć: rzeczywistość etatystyczna tworzy "mentalność korporacyjną", więc de facto to znowu walka państwa z własnym dzieckiem. Być może. Jednak zainicjowanie "zawodowego egoizmu" (który musiałby być kontrolowany i stymulowany, bo ludzie mają potrzebę bezpieczeństwa - realizowaną z państwem czy bez państwa, legalnie czy nielegalnie) oraz sukces w tym "urynkowieniu" uderzyłby w równej mierze we wszelkie więzy solidarnościowe. To dobrze dla konkurencji i efektywności? Może. Ale co z moralnością - przecież zapewniacie, że socjaliści tworzą iluzję etyczną, a wy domagacie się autentyczności: wolnego wyboru, charytatywności stowarzyszeń. Kiedy rynek pokona (arcysilną!) solidarność zawodową, to wprowadzony wskutek tego schemat zachowań, nieufności i "samo-o-siebie-dbania" dotknie każdej sfery życia, także dobroczynności. I znowu: ktoś kiwnie ręką, powie - wolny wybór ludzi, a wolność ponad wszystko. Ale czy to kiwnięcie można nazwać jeszcze w jakikolwiek sposób "moralnym"? To oczywiście wszystko aksjomaty i tylko aksjomaty. Ja twierdzę, że nie.

Cytuj

W tym celu zmuszano by dziewczyny żeby oddawały się mężczyzną którzy mają ochotę.

O ile dobrze rozumiem, tworzysz tu analogie. A więc „kradniemy” pieniądze, by dawać usługę. Dających usługę nie zmuszamy, tylko zatrudniamy „janosikowo” (pielęgniarek, nauczycieli i innych „socjalnych” nikt do pracy nie zmusza). Tu musiałoby być podobnie: powstałby podatek „po…”, z którego opłacanoby (dobrowolnych) pracowników tego „sektora”. Cóż, pewnie niejedna pani (i pan!) „wszystko za pięć złotych” żyłaby godniej, dłużej i bezpieczniej, a także dyskretniej, nie gorsząc „przyzwoitych”. Każde ad absurdum ma swoje odbicie smiling smiley Zresztą – dlaczego dziewczyny mężczyznom? Chyba faktem jest, że to środowisko wybitnie szowinistyczne…

Cytuj

Budżet roczny NFZ w 2008 roku wyniósł około 50mld zł. W przeliczeniu na obywatela daje to kwotę około 110zł miesięcznie.

A budżet armii 23 mld. Kto jest większym darmozjadem na moim garnuszku? U lekarza byłem w tym roku… lekko licząc, z 8 razy. Żaden żołnierz nie zasłonił mnie bohatersko piersią przez ostatnie dwadzieścia lat. Kilku, owszem, układało gdzieś w pobliżu worki. Ale czy nie można by doposażyć OSP? A mimo to Korwin chce zwiększać wydatki na armię... za moje pieniądze!



Zmieniany 3 raz(y). Ostatnia zmiana 16-06-2010 04:00 przez Loukass.
Anonimowy użytkownik

16-06-2010 - 08:13:48

Cytuj
Loukass
Jest to pewne rozumowanie. Zaproponuję alternatywne: dostępność nie jest w XXI w. znikoma, bowiem w XIX w. państwo ingerować zaczęło.
Alternatywa do rozumowania?
No, można...
A spróbujesz jakoś uzasadnić ten pogląd?

Cytuj
Loukass
I teraz powiedzcie szczerze: kto nie cieszy się, gdy państwo odkłada mu gastroskopię, niech pierwszy rzuci stetoskop
Każdy, kto cierpi na na przykład wrzody żołądka.
Nie to że Ci źle życzę - ale wręcz ciśnie się na klawiaturę życzenie abyś doświadczył, choć przez miesiąc (albo trzy, ze skierowaniem na gastroskopię w garści) jak radosną rzeczą są takie wrzody.
Inaczej nie ma szans byś pojął że piszesz bzdury.

Cytuj
Loukass
A lekarze to od dekad bardzo, bardzo zwarta grupa, świadoma swoich interesów: w pewnym sensie korporacja. Która korporacja będzie dawać certyfikaty (i ustalać ich wymogi) tak szczodrze, by zapewnić środowisko maksymalnie wolnej konkurencji, w ramach której sami (i ich, zazwyczaj równie medyczne, rodziny) napotkają więcej trudności w lukratywnym zarabiani i dorabianiu?
Cały Twój wywód niestety oparty jest na fałszywym paradygmacie.
" - Wobec bezspornie udowodnionej winy skazuje się oskarżonego na karę śmierci za morderstwo dokonane na własnych rodzicach
- Ależ Wysoki Sądzie!!! Odrobinę litości dla nieszczęsnego sieroty..."

Cytuj
Loukass
I znowu: ktoś kiwnie ręką, powie - wolny wybór ludzi, a wolność ponad wszystko. Ale czy to kiwnięcie można nazwać jeszcze w jakikolwiek sposób "moralnym"? To oczywiście wszystko aksjomaty i tylko aksjomaty. Ja twierdzę, że nie.
Zostawiając na boku moralność na chwilę - teraz również ludzie chorzy płacą za swoje leczenie (sporo więcej niż gdyby panował w tej dziedzinie wolny rynek - choćby system refundacji powoduje że leki są około sześciokrotnie droższe) i póki co - nie biega po domach pan urzędnik w wybranym lekarzem sprawdzając czy przypadkiem ktoś nie potrzebuje leczenia - ludzie czując się chorymi sami biegną do lekarza czyż nie?
Piszesz więc o krainie z baśni z czym mniejsza bo ważniejsze jest to co piszesz o moralności.
Otóż napisz mi - jakie to moralne zasady panują obecnie skoro dla błyśnięcia szlachetnością sprowadza się do Polski na dość skomplikowane - a więc kosztowne operacje - operacje obcokrajowców jednocześnie domagając się od autora niniejszego posta zapłaty z górą szesnastu tysięcy złotych za udzieloną pomoc kiedy ten dostał zawału serca?
Nie jest istotne czy mnie stać na zapłacenie czy nie - istotne jest to, że przez dwadzieścia pięć lat pracy zdążyłem wpakować w "system opieki zdrowotnej" całkiem sporo kasy miałem bowiem to "nieszczęście" że okresami całkiem sporo zarabiałem a zawał trafił się mi wtedy, kiedy olałem państwową dobroczynność?
I proszę Cię - nie pisz mi przypadkiem że "sam wybrałem bo mogłem w systemie pozostać" bo to w ogóle nie o to chodzi.
Chodzi z owe fundamenty moralne nakazujące takie właśnie postępowanie a wszak o moralności raczyłeś napisać.

Cytuj
Loukass
Ale czy nie można by doposażyć OSP? A mimo to Korwin chce zwiększać wydatki na armię... za moje pieniądze!
Bo jak wiadomo - wojny to były kiedyś, dawno temu ?za monarchii" jak utrzymuje jeden z nawiedzonych naszych userów a teraz jest Unia która "nie dopuści"...

16-06-2010 - 17:58:11

Cytuj

No, można...

Póki co owszem, można, jak to mówimy naiwnie my czerwona zaraza: bo jest demokracja (korelacja historycznych monarchii i wolności słowa jest raczej incydentalna, nieprawdaż?).

Cytuj

A spróbujesz jakoś uzasadnić ten pogląd?

Zgadzamy się co do konkluzji na temat XIX w.: ludzie nie mają dostępu do opieki medycznej. 50, 100 lat później zaczynają ją mieć. W tym czasie następuje „lawina socjalizmu” i państwa (a monarchie najpierw: ubezpieczenia społeczne wymyślił nie kto inny, a nasz poczciwy Otto von B., znany ze swojej ultrademokratycznej lewackości) zaczynają „kraść i dawać” (a więc kraść podwójnie, jak RWPG). Istnieją dwie możliwości: bądź kapitalizm sam zmienił warunki, doszło do powstania oddolnych zrzeszeń samopomocowych, przekształceń w strukturze własności a usługi medyczne potaniały przez postęp technologiczny, a więc za robotniczą pensję można było nabyć ich więcej, bądź też dostępność tych świadczeń, wydłużenie życia i polepszenie jego komfortu wynika jednak z interwencji „wierchuszki”. To rozsądne postawienie sprawy, ale właściwie powinniśmy zacząć krok wcześniej: dlaczego komukolwiek przyszło do zachowawczej czy rewolucyjnej głowy, że państwo powinno zajmować się socjałem? Bo proletariatowi się z dostatku w d* poprzewracało? Bo wszyscy wychowali się na lewackich utopiach i „ruszyło ich sumienie” do biednych a leniwych mas pracujących? Bo ktoś chciał zyskać demokratyczny kapitał poddając się osądowi wyborców? Często zarzucacie, że socjalizm skupia się na rozwiązywaniu problemów, jakie sam tworzy. I być może często tak jest. Ale równie poważnym błędem jest opieranie się na warunkach socjalistycznych w ocenie przyszłego kapitalizmu, jak i w ocenie kapitalizmu przeszłego. Wyobraźmy sobie, że budzimy się na rok przed wprowadzeniem pierwszych zabezpieczeń i regulacji: czasu pracy, urlopów, ubezpieczeń, opieki zdrowotnej. Budzimy się w idealnym XIX-wiecznym kapitalizmie laissez-faire. Ponawiam pytanie: dlaczego ktoś myśli o wprowadzeniu tych rozwiązań? Oczywiście, bo ludzie się buntują. Żądają. Ba, grożą rewolucją, organizują się, zrzeszają, protestują, piszą jakieś manifesty i obrażają Boga… Jeśli dzisiaj ktoś protestuje i domaga się przywilejów, to liberałowie mówią (często nawet z pewną dozą słuszności): w warunkach rynkowych zarabiałby więcej, pracodawca byłby bardziej efektywny i może założył jakiś funduszyk (wiadomo: nie ma podatków a ludzie prywatnie są moralni), a teraz nie chce się człowiekowi pracować, więc ucieka pod skrzydła Union. Na wolnym rynku musiałby się ze swoim lenistwem pożegnać, a jeśli byłby sprawny, efektywny i pracowity, to znalazłby robotę i wykarmił rodzinę. Wszystko inne jest niesprawiedliwe! Super. Ale czy można wykrzyczeć te zarzuty do ówczesnych rewolucjonistów, protestujących, strajkujących? Jest mało prawdopodobne, że przyczyną jego niedoli było lenistwo, bo leniwi ginęli od razu, bądź gnili w więzieniu, jeśli chcieli dorobić na boku. Musiał pracować: 8, 10, 12 godzin. Cały tydzień. Nie mógł powiedzieć: będę porządnym homo oeconomicus a nie leniwym socjalistą, bo trzeciej ręki do pracy by nie wyhodował. On po prostu nie mógł zarobić na leczenie i godziwą starość. Popatrzmy teraz od strony wierchuszki: ludzie się buntują. Chcą jakichś praw, darmozjady. Nie należą im się, to niesłuszne, ale przecież się buntują. Co będzie, jak zbuntują się porządnie? Jak nie udaje się dawać im już w gęby, to trzeba spróbować dać do. I to nie jest demokracja, w której rządzi sobie leniwa i głupia większość. Jaka demokracja? W kurialnych Niemczech 7/8 dekady XIX w.? Kaisera nikt nie wybrał i wybierał nie będzie: ale może obalić. Widzimy więc dwie rzeczy: protestujący nie mają wyboru, widocznie muszą protestować (strajk to rzucenie się na główkę: jeśli wyrzucą z pracy, to nikt nie da zasiłku. Jeśli pracodawca się poskarży, spałują – nie ma KP). Strajkują ludzie ciężko pracujący, a nie darmozjady. Widocznie prywatna dobroczynność jednak nie wystarcza. I przepraszam bardzo, jaką ocenę historii proponujecie: taką, że socjalizm zahamował wzrost dobrobytu społecznego? Że trzeba było przecierpieć? A może to też nie był kapitalizm: więc co było kapitalizmem? Jeśli zaś „to było wtedy”, to socjalizm może być raz dobry, a raz zły?

Cytuj

Nie to że Ci źle życzę - ale wręcz ciśnie się na klawiaturę życzenie abyś doświadczył, choć przez miesiąc (albo trzy, ze skierowaniem na gastroskopię w garści) jak radosną rzeczą są takie wrzody.

Mnie też mogłoby cisnąć się pare doświadczeń, ale cóż: życie jest ciężkie (czy nie to autor wątku pisał całkiem niedawno? Jeśli ludzie są kalecy i umierają, to dlaczego nie mamy się z tego czasem też i pośmiać? Im to nie pomoże ani nie zaszkodzi. Nie znam tych ludzi.). A już poważniej: istnieje pewna granica (cienka, jak zwykle) w traktowaniu ironii (a zwłaszcza, o zgrozo, autoironii…) zupełnie poważnie. Swoją drogą nie było to zupełnie ironiczne – są ludzie, którzy przedziwnie ustalają hierarchię dolegliwości. Znam ich mnóstwo.

Cytuj

Cały Twój wywód niestety oparty jest na fałszywym paradygmacie.

Czekam na rozwinięci tej fałszywości w kontekście wszystkiego, co napisałem.

A propos paradygmatu: własny przedstawiacie jako obiektywny. A ja pytam: dlaczego autorytatywnie określacie katalog praw? Kto Wam go objawił? Przyznajmy chociaż, że nie można powiedzieć jest / nie jest, a jedynie: wierzę, że jest. Socjaliści to nie jedyni dogmatycy. Wszyscy nimi jesteśmy.

Cytuj

I proszę Cię - nie pisz mi przypadkiem że "sam wybrałem bo mogłem w systemie pozostać" bo to w ogóle nie o to chodzi.

Ach, nie gustuje w pastwieniu się. Niemniej zjawisko jest ciekawe: rezygnujesz z dobroczynności, nie wykupujesz ubezpieczenia prywatnego (podejmujesz grę ryzykując) i stawiasz potem czoło konsekwencjom. Bardzo to dojrzałe, że zbytnio się nie uskarżasz… A co do moralności: tak naprawdę wraca kwestia aksjomatów, co próbuję powiedzieć od dłuższego czasu. Ty uważasz, że pierwsze miejsce zajmuje wolność (ja jej bynajmniej nie neguje jako wartości, to pytanie o hierarchię) i własność. Ja uważam, ze wolność i własność można poświęcić w pewnym wymiarze (nie zarzucajcie mi utopii, to nie znaczy: przekreślić ani znieść, nie szanować i tłamsić. Są też regiony, w której powinna być ona absolutna. W nich nie panuje mafia czerwona, a czarna: żeby się przekonać, zajrzyjcie do sypialni) na rzecz – różnie można to ująć – ograniczenia cierpienia. Nie może być tak, że to „socjalizm” robi z ludzi idiotów, bo w takim razie wolny rynek by ich z idiotyzmu wyzwolił, a więc demokracja stałaby się słuszna. A na to się nie zgodzicie. Więc: większość pozostaje idiotami. Jeśli tak, to nie będzie się ubezpieczać prywatnie (albo nie będzie jej na to stać) – zobacz, nawet Ty się nie ubezpieczyłeś, chociaż wyznajesz racjonalizm. Może to pech, może co innego. Jeśli tak, to będzie mrzeć i płacić słone rachunki (jeśli nie dojdzie do absurdu i nie będzie wdzwaniać się 112 numerem kardy kredytowej). A potem nie będzie płacić za leczenie (nawet sześciokrotnie tańsze: bo jest rachunek za pierwszy zawał). I znowu dostanie zawału. Cóż…

Cytuj

Bo jak wiadomo - wojny to były kiedyś, dawno temu ?za monarchii" jak utrzymuje jeden z nawiedzonych naszych userów a teraz jest Unia która "nie dopuści"...

To jest dość spory temat i szczerze mówiąc nie mam ochoty (na razie) szczególnie go rozwijać. Powiem tylko kilka słów: Unia niestety nic nam nie pomoże, bowiem nie ma jednolitych sił zbrojnych. Kiedyś być może: owszem. Ale załóżmy, że wojna będzie. Czemu nie. Kto nas atakuje? Chiny? Rosja? I co wtedy? Dzielna polska armia z 23 mld budżetem powstrzyma napór wroga i obroni suwerenność oraz nienaruszalność granic sławnej RP… przez trzy godziny. Albo i nie. I co: te kilka samolotów, pare czołgów, garstka żołnierzy (nawet za 50 mld zł to żadna armia – Grecja wydaje 13 mld euro) coś nam dadzą? Dużo śmierci, ewentualnie. A gdyby armii nie było… wróg by wszedł i został. Nikt (może z wyjątkiem oddolnych incydentów) by nie zginął, a dzielny i krzepki naród polski zawiązałby trzykroć bardziej skuteczny ruch partyzancki. Słowem Ci ewentualni żołnierze poszliby do lasu. A taka walka Polakom wychodzi… Więc armia jest skuteczniejsza bez armii smiling smiley Cóż, jest to dość absurdalna wizja, ale czy nie ma w niej pewnej dozy realizmu?
Co do UE: Gdyby 27-ta zebrała do kupy swoje fundusze zbrojeniowe, mogłaby zredukować wydatki na kraj o 50% i ciągle przeznaczać na armię więcej niż Rosja, Chiny i Japonia razem wzięte. Wspólne badania nad technologią także zwiększyłyby mobilność i skuteczność takiej zawodowej armii. USA straciłyby pozycję hegemona. I jaka jest w tym strata dla obywatela Polski? Czego on biedny może się bać? Niemców, których całe siły zbrojne są związane kontynentalną siatką? Kraj jako „idea” jest nieistotny. Liczą się ludzie. Wyjątkowo to ja powiem: bądźmy realistami.
Swoją drogą - nie jest to żaden dogmat i, być może, da się odnaleźć nieliczne wyjątki, ale: państwa demokratyczne praktycznie nie toczą ze sobą wojen i mimo tych odstępstw od reguły statystyka jest tutaj zdecydowanie na korzyść "du*kracji". To żadna wyrocznia, ale pewna wskazówka...



Zmieniany 6 raz(y). Ostatnia zmiana 16-06-2010 19:27 przez Loukass.
Anonimowy użytkownik

16-06-2010 - 19:46:16

Cytuj

korelacja historycznych monarchii i wolności słowa jest raczej incydentalna, nieprawdaż?
Ale jak już - to konserwatysta bywa zakutym łbem zapatrzonym w przeszłość.
A przecież można (bo nie ma jak na razie konieczności) wybrać sobie z tego to, co tam kiedyś było roztropne.
Na przykład wolność słowa.
No - mniejsza.

Cytuj

Zgadzamy się co do konkluzji na temat XIX w.: ludzie nie mają dostępu do opieki medycznej.
Nawet zgadzamy się co do przyczyn.
A nawet - co do reszty Twojego wywodu w tym fragmencie.
Zauważ jednak jedną rzecz - wcale nie chodzi o to, by spierać się o fakty - nie jestem durniem a i Ty durniem się nie jawisz, zatem przejdę do rzeczy:
Otóż wujek Otto wykombinował rzecz nieźle i wielkodusznie załóżmy, że pobudki jakimi się kierował były szlachetne.
Tylko - co z tego niby ma wynikać?
Zauważ, że dzietność była w porównaniu ze współczesnością bardzo wysoka a w całej Europie dzięki wcale nierzadkim wojenkom, byle jakiemu jeszcze poziomowi medycyny i innych tam nieprzyjemnym rzeczom sytuacja demograficzna była diametralnie inna.
Mało kto dożywał podeszłego wieku a jeśli już na starość dopadła go jakaś choroba to zwykle wykańczała go dość szybko.
Dzięki temu - system był wydajny - pięć osób (nie chce mi się grzebać w poszukiwaniu precyzyjnych danych) pracowało na siebie, zarabiając relatywnie znacznie więcej niż zarabia teraz i łożyło na utrzymanie (i leczenie) jednego nieboraka.
I tak się to kręciło.
Teraz zaś jest inaczej - ludzi można dzięki rozwojowi medycyny utrzymywać przy życiu dowolnie niemal długo co jednak kosztuje gigantyczne pieniądze, ludzie dzięki tej samej medycynie żyją o wieeeeeele dłużej pracując jednak mniej i - siłą rzeczy - zarabiając coraz mniejsze (relatywnie) pieniądze i stosunek pracujących do niepracujących (a nie tyko chcących żyć ale też i wymagających znacznych środków na opiekę) wynosi coś 1:1 z jakimiś miejscami po przecinku.
Warto dodać do tego że - co przecież jest oczywistym dla każdego faktem) nie tylko biurokratyczna obsługa całego tego "interesu kosztuje krocie ale i szwindle jakie są przy okazji dokonywane przez wszystkich którzy tylko mają możliwość wydarcia paru "niczyich" grosy rzecz zaczyna być kuriozalna.
Nikt nie postuluje wytrucia starców i chorych (no z wyjątkiem może różnych takich co to stręczą eutanazję) - postulat likwidacji fikcji bezpłatnej opieki zdrowotnej wynika jedynie z tego, że dotychczasowy system jest nie tylko niesprawny ale i niesprawiedliwy i złodziejowaty.

Cytuj

Swoją drogą nie było to zupełnie ironiczne – są ludzie, którzy przedziwnie ustalają hierarchię dolegliwości. Znam ich mnóstwo.
No i czy nie jest to kolejny powód by jednak optować za tym, by sobie każdy finansował sposób własnych ustaleń?

Cytuj

A ja pytam: dlaczego autorytatywnie określacie katalog praw?
A ja odpowiadam - nie mam absolutnie nic przeciwko temu byś wraz z ludźmi myślącymi podobnie założyli komunę (nawet jeśli przesadzam to jedynie co do formy ale nie co do treści) i cieszyli się dobrodziejstwami wspólnoty wszelkich dóbr i podporządkowywaniu się rozmaitym zarządzeniom jakie sobie będziecie wzajemnie narzucać.
Mam tylko zastrzeżenia i to zupełnie poważne (rzekłbym nawet - śmiertelnie poważne) co do tego bym i ja musiał się podporządkowywać temu co tam kto sobie w lęku przed światem umyśli.
Nawet jeśli ta moja niezależność miałaby mnie kosztować życie czy resztę zdrowia - do czasu kiedy nie zapukam z prośbą lub co gorsza - z żądaniem byś wraz ze swoją wspólnotą mnie ratował mam do tego prawo?
Uważam że tak a nawet - nikt nie ma prawa zmuszać mnie do oddawania 4/5 wypracowanego przeze mnie dochodu na rzeczy ma które być może nie mam chęci łożyć.

Cytuj

Czekam na rozwinięci tej fałszywości w kontekście wszystkiego, co napisałem.
Służę uprzejmie:
założenie, że np. korporacyjność jest immanentną cechą ludzi (w kontekście lekarzy) dowodziłaby tego tylko, że ludzie działają w interesie kolektywu zaś konsument jest biernym a wręcz bezwolnym odbiorcą dóbr i usług.
Owszem, jest tak ale wyłącznie w środowisku sztucznie narzuconych ograniczeń zarówno na rynek jak i na osobistą wolność ludzi.
Istnieje porządek spontaniczny i jego przeciwieństwo - porządek zadekretowany.
Do czasu aż kiedy porządek zadekretowany wypływa z bądź zbudowany jest na porządku spontanicznym - wszystko jest ok - najczęściej nikomu nawet do głowy nie przychodzi by się przeciw niemu buntować.
To na przykład monarchia i na przykład wolny rynek czy możliwie najdalej posunięta wolność osobista.
Kiedy zaś porządek zadekretowany stoi w opozycji do spontanicznego - mamy do czynienia z czystą przemocą i gwałtem a więc czymś, co opiera się na fałszu - w przeciwnym razie nie budziłby zdecydowanego protestu - to na przykład obowiązek łożenia na kształcenie CUDZYCH dzieci (mimo że ani nie zaproszono mnie do ich produkcji ani też nikomu do głowy nie przyjdzie proponować mi opieki na starość) czy też finansowania leczenia innych (niechby i umierających) w sytuacji kiedy mam dziurawe zęby i nie stać mnie na ich połatanie jako że "bezpłatna" służba zdrowia nie chce leczyć wszystkich.

Cytuj

Socjaliści to nie jedyni dogmatycy. Wszyscy nimi jesteśmy.
Nie wiem czy -śmy, wiem, że ja na przykład dogmatami się nie posługuję, zwykle przedstawiam argumenty na poparcie tego co tam mi się w głowie roi, czerwone natomiast ŻĄDA ode mnie bym uznał, żeśmy wszyscy równi a nawet - że jesteśmy braćmi.
Nie czuję się równy panu Kubicy jeśli chodzi o umiejętność jazdy samochodem choć przejechałem autem w życiu z milion kilometrów ani też menel spod sklepu nie jest mi bratem, mimo że zdarzyło mi się w życiu korzystać z łaski innych.

Cytuj

Ty uważasz, że pierwsze miejsce zajmuje wolność (ja jej bynajmniej nie neguje jako wartości, to pytanie o hierarchię) i własność
Ależ z pewnością nie jest tak, jak to przedstawiasz - są wartości wyższe niż wolność i własność - nie pora by się tu nimi licytować - spytam tylko dlaczego na Boga Ty (czy ktokolwiek inny) ma mieć prawo narzucać mi tę hierarchię?
Bo jesteś mądrzejszy? Starszy? Przystojniejszy? Zamożniejszy?
Powtórzę - ani mi w głowie zmuszać Cię do uznania, że to co piszę jest prawdą objawioną natomiast nie znam żadnego powodu dla którego miałbym uznawać za prawdę objawioną (i pokornie się jej podporządkowywać) to co głosi Pan w czerwonym/różowym/czarnym/zielonym krawacie.

Cytuj

Liczą się ludzie. Wyjątkowo ja powiem: bądźmy realistami.
Nie miejsce tu na to by rozwodzić się nt. armii.
Natomiast co do tego co zacytowałem - jasne, tylko ustalmy co jest realne a co jest mrzonką.

16-06-2010 - 20:41:20

Cytuj

tylko ustalmy co jest realne a co jest mrzonką.
oraz
Cytuj

Nie miejsce tu na to by rozwodzić się nt. armii.
I tak to się właśnie kończy smiling smiley

Cytuj

A przecież można (bo nie ma jak na razie konieczności) wybrać sobie z tego to, co tam kiedyś było roztropne.
Na przykład wolność słowa.
Niestety nie wszystko można sobie wybrać. Gdzieś przeczytałem tu czyjeś zdanie, odniesione oczywiście do postulatów liberalnych, że powinno się korzystać z rozumu i doświadczenia historycznego. Czasem rozum podpowiada po prostu, że trzeba docenić doświadczenie smiling smiley Możemy mówić o modelach: o monarchii i państwie prawa. Ale, cholera, niech mi ktoś taką pokaże albo chociaż odrobinę zaprojektuje. Bo na chwilę obecną to wszystko mrzonki na zasadzie "błędów i wypaczeń historii". Używając rynkowej analogii - idąc do sklepu nie wybieram samochodu na papierze. Przecież można narysować latający i niewidzialny (to nawet byłoby łatwe!) - ale co mi po tym? Chciałbym jazdę próbną: bo żaden z produktów firmy monarchia & Co nie był wyposażony tak, jak ja bym sobie tego życzył. A i problem jest taki, że sama idea tego samochodu zakłada, że jak już go mam, to nie mogę zmienić. Chyba że zburzę w nocy garaż.

Cytuj

Mam tylko zastrzeżenia i to zupełnie poważne (rzekłbym nawet - śmiertelnie poważne) co do tego bym i ja musiał się podporządkowywać temu co tam kto sobie w lęku przed światem umyśli.
Ja jedynie pytam Cię, na jakiej podstawie twierdzisz, że Twoje prawo własności i Twoja wolność są święte - i że w ogóle są? Nie walczę z nimi, nie kwestionuje ich. Po prostu pytam: dlaczego to zakładasz?

Cytuj

założenie, że np. korporacyjność jest immanentną cechą ludzi (w kontekście lekarzy) dowodziłaby tego tylko, że ludzie działają w interesie kolektywu zaś konsument jest biernym a wręcz bezwolnym odbiorcą dóbr i usług.
Kurcze, podobno ochlos to idioci. A kto składa się na konsumentów?

Cytuj

Kiedy zaś porządek zadekretowany stoi w opozycji do spontanicznego
Twierdzenie o spontaniczności monarchii i wolnego rynku jest założeniem. Dla mnie do tego dość kiepskim, bowiem: albo ktoś spontanicznie sięga po władze w sposób darwinowski, a więc siłą (a jeśli sięga po władze siła, to będzie sięgał siłą po wszystko - i farewell własności i wolności), albo ktoś się (dosłownie) umawia. Jeśli ktoś się umawia, to jest to... demokracja. Tylko jak mam mieć zaufanie do monarchii, skoro wypływa z demokratycznej głupoty albo z siły?

Cytuj

Nie wiem czy -śmy, wiem, że ja na przykład dogmatami się nie posługuję, zwykle przedstawiam argumenty na poparcie tego co tam mi się w głowie
Tak, używasz logicznych argumentów na znalezienie skutecznego sposobu realizacji aksjomatu. Mówisz jak działać, by zachować własność i unikać kradzieży. A ktoś może powiedzieć: a co mnie to obchodzi? Dla mnie efektywność i własność niewiele znaczą. Będę ich bronił o ile mogę i najefektywniej, ale tylko dopóty nie dojdę do pewnej bariery wyznaczanej przez rzeczy ważniejsze.
Niestety nie możesz udowodnić swojej postawy: przyjmujesz ją a priori. Ja swoją zresztą również.

Cytuj

dlaczego na Boga Ty (czy ktokolwiek inny) ma mieć prawo narzucać mi tę hierarchię?
Życie nie jest sprawiedliwe. Na wielu poziomach. Tylko dlaczego mam uznać ludzki głód i ubóstwo za malum necessarium, a Twojego portfela bronić? Twoja wolność osobista, Twoja wolność światopoglądowa, Twoja wolność ekspresji, Twoja wolność budowania związków i więzi, etc. są najzupełniej niezagrożone. Są bardzo istotne i dla mnie. Jestem liberałem być może w większym zakresie niż Wy - bo nie czuje się związany tradycją, obyczajem, kanonem społecznym. W tej sferze natomiast to "konserwatyści" chcą mi nieustannie wyznaczać hierarchię. Dlaczego? No, dla poszanowania zasad...
Więc właśnie...

Cytuj

założenie, że np. korporacyjność jest immanentną cechą ludzi (w kontekście lekarzy)
Człowiek nie jest atomem, zawsze czuje więzi. Rynek, owszem, rozbija je. O ile korporacyjność jest negatywna, o tyle skutki w pozostałych sferach życia są już trudniejsze do oceny. Poza tym szczerze wątpię czy ludzie dadzą się zatomizować tam, gdzie widzą zysk. A na marginesie... zauważyłem w pokoleniu młodych lekarzy postawę "przychodzisz do mnie po usługę, jak sobie szkodzisz: Twoja wola, ja się tym nie interesuje - jeszcze czego, właściwie to dobrze, bo mogę operować, a to lubię" (rozumowanie najzupełniej autentyczne, kiedyś zapamiętane). Chociaż nie ma w tym teoretycznie niczego nagannego - jest to tok myślenia racjonalny - to w porównaniu do empatycznej postawy starego, "komuszego" pokolenia lekarzy (w równym stopniu chodzi o to "jak" i "co" się mówi), mam poważne wątpliwości, który układ sprzyja rozwojowi człowieka. A kapitalizm chyba na to właśnie stawia: na rozwój, prawda?

Cytuj

roi, czerwone natomiast ŻĄDA ode mnie bym uznał, żeśmy wszyscy równi a nawet - że jesteśmy braćmi.
Jeśli ktoś ŻĄDA od Ciebie uznania ludzi za braci, to nie jest to żaden czerwony, a taki pewien rewolucyjny Żyd ukrzyżowany przez zachowawczy establishment religijny winking smiley

Cytuj

za prawdę objawioną (i pokornie się jej podporządkowywać)
To doskonale - jest trochę zabawy! Gdyby nie ta nasza d*kracja, nie moglibyśmy sobie pokrzyczeć ani pomarzyć o jakiejś zmianie społecznej. Oczywiście niektórzy maja tutaj inne zdanie smiling smiley



Zmieniany 3 raz(y). Ostatnia zmiana 17-06-2010 02:37 przez Loukass.

16-06-2010 - 23:39:22

Cytuj
Loukass
Zastanawiam się na jakiej postawie określasz katalog praw człowieka?

na takiej, że prawo do służby zdrowia narusza moje prawa: do wolności, własności i - co nie bez znaczenia - do życia.

Cytuj
Loukass
Dlaczego ma nie wrócić stare?

z tego samego powodu, dla którego nie wrócą liczydła.

Cytuj
Loukass
A raczej sumienia.

moje sumienie nie pozwala mi odbierać ludziom pod przymusem pieniędzy i leczyć za te pieniądze innych ludzi.

ot, taki ze mnie dziwny koleś, który brzydzi się wymuszoną dobroczynnością.

Cytuj
Loukass
eśli ktoś ŻĄDA od Ciebie uznania ludzi za braci, to nie jest to żaden czerwony, a taki pewien rewolucyjny Żyd

ów Żyd - i mam nadzieję, że myślimy o tym samym Żydzie - nigdy niczego od nikogo nie żądał, a już tym bardziej nie żądał uznania wszystkich ludzi za braci, czytaj: płacenia pod przymusem na ich leczenie. jeśli mnie pamięć nie myli, pierwszy zażądał tego Robespierre. Równość, Wolność, Braterstwo albo Śmierć

Cytuj
Loukass
państwa demokratyczne praktycznie nie toczą ze sobą wojen i mimo tych odstępstw od reguły statystyka jest tutaj zdecydowanie na korzyść "du*kracji".

podziękuj Einsteinowi i Heisenbergowi.

_______________________________________
Czyż nie byłoby cudownie, gdyby wszyscy oddali broń palną i wyrzekli się przemocy? Moglibyśmy wówczas podbić całą tę głupią planetę przy pomocy noża do masła.



Zmieniany 5 raz(y). Ostatnia zmiana 17-06-2010 00:52 przez MARK13.

17-06-2010 - 01:04:27

Cytuj
Loukass
Gdyby nie ta nasza d*kracja, nie moglibyśmy sobie pokrzyczeć ani pomarzyć o jakiejś zmianie społecznej.

No właśnie! To tak jak np. Jan Jakub Rousseau, on też mógł sobie pomarzyć i pokrzyczeć dopiero po wprowadzeniu demokracji ...
hmm ... a może coś pomyliłem confused smiley sam już nie wiem kiedy on krzyczał ...

_________________________________________________________________________________

GOD + GOLD + GUNS = FREEDOM
_________________________________________________________________________________

17-06-2010 - 02:13:51

Cytuj

No właśnie! To tak jak np. Jan Jakub Rousseau, on też mógł sobie pomarzyć i pokrzyczeć dopiero po wprowadzeniu demokracji ...
hmm ... a może coś pomyliłem
Tak, po opublikowaniu Umowy był zmuszony uciec z Paryża do... Genewy (którą, zresztą, również musiał opuścić - przez radykalny kalwinizm, udając się do Anglii na zaproszenie Hume'a).

Cytuj

na takiej, że prawo do służby zdrowia narusza moje prawa: do wolności, własności i - co nie bez znaczenia - do życia.
Ja po prostu pytam, skąd bierzesz te prawa. Twierdzisz po prostu, że je masz... ale nigdzie nie widzę żadnego znaku na niebie, który to oznajmił. Więc to kwestia uznania, prawda? A jeśli kwestią uznania jest prawo własności, to można powiedzieć podobnie o prawie, na przykład, do godnego życia. Jedno i drugie ktoś musi gwarantować. I nie jest prawdą, że prawo do własności da się odkryć racjonalnie albo wywieść z Bożego nakazu... I dla ścisłości: ja ich nie podważam, bynajmniej, a jedynie pytam o źródło Twojej pewności.

Cytuj

moje sumienie nie pozwala mi odbierać ludziom pod przymusem pieniędzy i leczyć za te pieniądze innych ludzi.

ot, taki ze mnie dziwny koleś, który brzydzi się wymuszoną dobroczynnością.
Takie jest Twoje sumienie, świetnie. Odwołuje jednak do tego, co napisałem w poprzednim poście. Proszę... czytajcie więcej, nie tylko linijki. Od tego nie wykoczy wam żadna czerwona krosta smiling smiley Tutaj jeszcze powtórzę swoje pytanie: "Tylko dlaczego mam uznać ludzki głód i ubóstwo za malum necessarium, a Twojego portfela bronić?". Zwłaszcza, że nikt nie zabiera Ci całego i nie odbiera profitów "powszechnych" świadczeń. A wolności osobistej, wolności sumienia, wolności jako osoby absolutnie nie chce uszczuplać. Jest to pewna decyzja: Ty przychylasz się do zachowywania własności ponad wszystko, ja do pewnej podstawowej pomocy (nie chodzi przecież o urawniłowkę jakiegokolwiek rodzaju, żaden całkowity komunizm, a tym bardziej totalitaryzm).

Cytuj

ów Żyd - i mam nadzieję, że myślimy o tym samym Żydzie - nigdy niczego od nikogo nie żądał, a już tym bardziej nie żądał uznania wszystkich ludzi za braci, czytaj: płacenia pod przymusem na ich leczenie. jeśli mnie pamięć nie myli, pierwszy zażądał tego Robespierre. Równość, Wolność, Braterstwo albo Śmierć
Oczywiście, najłatwiej wybrać takiego przeciwnika, który pasuje. Tylko co to ma wspólnego z meritum? Każdy kimś straszy dzieci: wy macie do tego Robespierre'a, ZSRR i socjalistyczne utopie. Niestety, nie rozmawiasz tutaj z żadnym z nich i nie, nie zawsze odrzucenie braterstwa oznacza śmierć. Obawiam się, że socjaldemokracje nie mają tego w programie od ładnych kilku lat...
W każdym razie: tak, myślimy prawdopodobnie o tym samym Żydzie. Cóż on powiedział? Wiele bardzo interesujących, bardzo rewolucyjnych, bardzo wywrotowych rzeczy. Było tam o wybaczaniu, o oddawaniu szaty, kiedy chcą zabrać płaszcz etc. Ale to nie czas na odświeżanie etyki chrześcijańskiej. Zacytuję coś z "grubej rury": a jakże, Sąd Ostateczny. Czy pytają o obyczajowość, o "alkowę", o efektywność w gospodarowaniu? Posłuchajmy:
Cytuj
Mt 25,31-40
I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody. Oddzieli jednych od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. 33 Owce ustawi po swojej prawej stronie, a kozły po lewej. 34 Wtedy do tych po prawej Król powie: "Chodźcie, błogosławieni mojego Ojca, stańcie się dziedzicami królestwa, przygotowanego dla was od założenia świata. 35 Bo byłem głodny, i daliście mi jeść; byłem spragniony, i daliście mi pić; przybyszem byłem, a przygarnęliście mnie; 36 nagi - a odzialiście mnie; zachorowałem, i odwiedziliście mnie; znalazłem się w więzieniu, a przyszliście do mnie". 37 Odezwą się wtedy do Niego, mówiąc: "Panie, kiedy widzieliśmy Ciebie głodnego i nakarmiliśmy Cię; albo spragnionego i daliśmy pić? 38 A kiedy widzieliśmy Ciebie jako przybysza i przygarnęliśmy, albo nagiego i odzialiśmy? 39 Kiedy widzieliśmy Ciebie chorego albo w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?" 40 Na to Król im odpowie: "Oświadczam wam, że ile razy robiliście [coś] dla jednego z tych moich najlichszych braci, dla mnie robiliście".
Pomijam już fakt, że słowa te skierowane są do społeczności, a nie poszczególnych podsądnych. Z tego obrazu wynika, że ludzie - i to właśnie ci najmniejsi, najlichszy, dziady, pijusy i nieroby - są nie tylko braćmi, ale można powiedzieć nawet więcej: Bogami. Bo przez nich możemy Boga dotknąć.
I jeszcze a propos chrześcijaństwa i socjalizmu - słyszałem kiedyś jakąś "teologiczną" wypowiedź Pana JKM, w której twierdził, że istnieje "chrześcijańska" wizja Boga, z którą on się zgadza, oraz "socjalistyczna", która nie ma z chrześcijaństwem nic wspólnego. Z tego wnioskuję, że można być chrześcijaninem (takim prawdziwym!) i korwinistą. Co możemy na ten tematy "wyszperać"?
Cytuj
2 Kor 8,11-15
Doprowadźcie teraz to dzieło do końca, aby czynne podzielenie się tym, co macie, potwierdzało waszą chętną gotowość. 12 A gotowość uznaje się nie według tego, czego się nie ma, lecz według tego, co się ma. 13 Nie o to bowiem idzie, żeby innym sprawiać ulgę, a sobie utrapienie, lecz żeby była równość. 14 Teraz więc niech wasz dostatek przyjdzie z pomocą ich potrzebom, aby ich bogactwo było wam pomocą w waszych niedostatkach i aby nastała równość według tego, co jest napisane: 15 Nie miał za wiele ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał niewiele.
Oczywiście, powiecie pewnie w pierwszej reakcji, że to dobrowolne zrzeszenie. No cóż, ten kraj chce przecież bronić chrześcijańskich wartości. I doskonale umie czytać teksty o "potępianiu" homoseksualistów - biorąc je dosłownie i wyciągając z historycznego kontekstu... Dalej: ten fragment doskonale pasuje do programu tzw. "minimum socjalnego", prawda? Nie czynimy urawniłowki, ale zapewniamy sobie przeżycie. Jeśli więc ktoś chce być chrześcijaninem, to niech czyni to konsekwentnie. Jeśli nie chce: to jego wolny wybór.
Więc, mógłbym zapytać, dlaczego narzuca mi się szereg chrześcijańskich wartości z seksualną "etyką" na czele, tradycyjną rodziną, konceptem "ojczyzny" a ignoruje takie podstawowe wezwanie? Naturalnie dla tych z Was, którzy nie identyfikują się z chrześcijaństwem, to wszystko pusta dygresja - i tutaj odsyłam znowu do poprzednich akapitów, a najlepiej poprzedniego mojego postu, gdzie jest znacznie bardziej "świecko".



Zmieniany 5 raz(y). Ostatnia zmiana 17-06-2010 02:48 przez Loukass.

17-06-2010 - 07:31:44

Cytuj
Loukass
Ja po prostu pytam, skąd bierzesz te prawa.

z faktu, że jestem człowiekiem. więcej tu:

Prawo

ale abstrahując na chwilę od tego, co wyłożył Bastiat - "moje" prawa biorę z tego samego źródła, z którego Iksiński bierze swoje. i jeżeli Iksińskiemu nie podoba się prawo własności - to może podpisać ze mną umowę, że od dnia tego i tego będę dysponował jego majątkiem w kwocie, dajmy na to, 85% uzyskiwanych przezeń dochodów. i tak wyjdzie na tym lepiej niż "podpisując" umowę z państwem - w razie kantu może zawsze pozwać mnie do sądu.

Cytuj
Loukass
Obawiam się, że socjaldemokracje nie mają tego w programie od ładnych kilku lat...

Robespierre też nie miał tego w programie. po prostu "tak mu wyszło". żaden totalitaryzm w historii nie zaczynał od proklamowania zła. przeciwnie: zaczynał od proklamowania dobra. cały ten proces nazywa się "drogą do zniewolenia" i co ciekawe, niezmiernie łatwo wskazać, gdzie bierze on swój początek - otóż bierze on swój początek z wymuszania braterstwa i mechanicznego dążenia do równości.

Cytuj
Loukass
Dalej: ten fragment doskonale pasuje do programu tzw. "minimum socjalnego", prawda?

widzisz? jedni wyciągają z Biblii wnioski że Chrystus nienawidzi pedałów, a ty wyciągasz stokroć gorsze - że Chrystus domaga się socjalu, ergo - nawołuje do grabieży cudzego mienia.

krótko o zacytowanych fragmentach Pisma: miłość, miłosierdzie, dobroczynność - to są obowiązki moralne, które pod żadnym pozorem nie powinny być egzekwowane prawnie. inaczej nie da się zbudować społeczeństwa obywatelskiego nieopartego w swych podstawach na fałszu i obłudzie. jeżeli każdy akt dobroczynności będzie w pierwszej kolejności wymuszany przez państwowych urzędników, to jaka wdzięczność popłynie z faktu bycia dobrym (trzeźwym, wstrzemięźliwym, sprawiedliwym)?

przemyśl to. w końcu jesteś liberałem.

_______________________________________
Czyż nie byłoby cudownie, gdyby wszyscy oddali broń palną i wyrzekli się przemocy? Moglibyśmy wówczas podbić całą tę głupią planetę przy pomocy noża do masła.



Zmieniany 7 raz(y). Ostatnia zmiana 17-06-2010 12:54 przez MARK13.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6243, Posty: 45419, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 321, Posty: 5202.