Hipermarkety a wolny rynek

Wysłane przez intervojager 

23-05-2009 - 06:43:52

Nie od dziś wiadomo iż hipermarkety i supermarkety mają negatywny wpływ na rynek pracy, oraz budżety samorządów lokalnych i skarbu państwa. Ich właściciele są najbogatszymi ludźmi na świecie. Państwo promują wolny rynek, w którym trzeba płacić za wszystko, z wyjątkiem podatków. Istotnie, udało mi się przetrwać 4 lata bez korzystania z usług opieki społecznej, prowadząc firmę z kapitałem założycielskim 1000, do puki nie okazało, iż nie jestem w stanie dalej prowadzić dalej swojej działalności, bo klienci uznali, iż lepiej kupić zeszyty tańsze i gorszej jakości w markecie Biedronki niż u mnie, lub w księgarni(towar gorszy wypiera lepszy). Czy w teorii prawicowego państwa jest miejsce na administracyjne ograniczenie tego typu sklepów z uwagi na ich negatywny wpływ na gospodarkę(kupują najtaniej, przyczyniając się do wywołania kryzysu gospodarczego)?
Anonimowy użytkownik

23-05-2009 - 12:09:18

intervojager Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Czy w
> teorii prawicowego państwa jest miejsce na
> administracyjne ograniczenie tego typu sklepów z
> uwagi na ich negatywny wpływ na
> gospodarkę(kupują najtaniej, przyczyniając się
> do wywołania kryzysu gospodarczego)?

W teorii prawicowego panstwa jest miejsce na odebranie przywilejow wszystkim ktorzy je posiadaja. W tym przywilejow podatkowych dla supermarketow.
Anonimowy użytkownik

23-05-2009 - 12:55:47

> Czy w teorii prawicowego państwa jest miejsce na
> administracyjne ograniczenie tego typu sklepów z
> uwagi na ich negatywny wpływ na
> gospodarkę(kupują najtaniej, przyczyniając się
> do wywołania kryzysu gospodarczego)?

Nie wiem jak by było w prawicowym państwie. Wiem, że w państwie wolnościowym, wolnorynkowym wolno będzie sprzedawać najgorszą tandetę na dużym terenie - nie będzie żadnych regulacji co do wielkości obszaru, na którym się sprzedaje. A w ogóle to wcale nie jest tak, że sprzedawanie na dużym obszarze przeszkadza sprzedawaniu na małym.

A Pan jakby konkretnie chciał zakazać działalności hipermarketom? Jak dokładnie brzmiałby taki przepis?

23-05-2009 - 18:54:55

Ja się nie zgadzam że towar gorszy wypiera lepszy. Piszesz że ludzie woleli kupować gorszej jakości ALE tańsze. To całkiem normalne.

Ciekawa sytuacja byłaby gdybyś miał zeszyty np w tej samej cenie a znacznie lepsze, wtedy rzeczywiście można by powiedzieć że gorsze wyparło lepsze. Ale i wtedy nie można mieć do nikogo pretensji - po prostu trzeba zadbać o rozpowszechnienie informacji. Brak na to kasy? Cóż, tak to jest, w każdym biznesie są bariery wejścia, know-how, a potem koszty, czynniki losowe, zwykłe ryzyko.

Np. mi się WYDAJE że przelot samolotem Warszawa-Gdańsk mógłby być 2-3 razy tańszy niż obecnie a dla przewoźnika i tak by się opłacało, bo stałby się realną alternatywą dla pociągu który jedzie 8 godzin i latałby zawsze ze 100% obłożeniem. Załóżmy że to prawda i na tym pomyślę mogę zrobić kupę kasy. Jest jeden problem: nie mam góry pieniędzy żeby kupić samoloty. Załóżmy że dostaje te pieniądze. Problem trwa dalej: nie mam know-how żeby zorganizować linię lotniczą. Załóżmy że mam to know-how. Problem trwa dalej: nikt nie wie że moja linia jest taka fajna, tania i alternatywna do pociągu. Okazuje się że muszę wyłożyć x milionów na promocję a już wszystko wydałem. Załóżmy że jednak mam tą kasę. To znów brakuje know-how jak robić taką reklamę. Załóżmy że mam to i linia działa ludzie latają, wszystko fajnie to znów problem bo ryzyko, koszty, konkurencja, wahania cen paliwa, itd.

Na KAŻDYM z tych etapów można wyskoczyć i mówić że państwo powinno AKURAT MI ułatwić działalność. Ale to będą puste słowa. Nie ma czegoś takiego. Życie jest brutalne i biznes też, ale lepszego mechanizmu niż rynek niestety nie wynaleziono.

24-05-2009 - 09:47:55

W marketach jest taniej. Życzę dobrze właścicielom niewielkich sklepów ale nie widzę powodu dla którego miałbym płacić mu więcej za chleb czy ser. Rozumiem, że sklepikarz ma powód bo zarobi więcej ale dlaczego ja mam stracić? Co mi z tego, że sklepikarzowi będzie się lepiej żyło?

24-05-2009 - 23:01:48

Moglbys nam wyjasnic w jaki sposob Twoje zeszyty sa lepszej jakosci od tych w supermarkecie? Papier z baobabu i skorzane okladki?

25-05-2009 - 11:21:51

Cytuj
intervoyager
Istotnie, udało mi się przetrwać 4 lata bez korzystania z usług opieki społecznej, prowadząc firmę z kapitałem założycielskim 1000, do puki nie okazało, iż nie jestem w stanie dalej prowadzić dalej swojej działalności, bo klienci uznali, iż lepiej kupić zeszyty tańsze i gorszej jakości w markecie Biedronki niż u mnie, lub w księgarni(towar gorszy wypiera lepszy).Czy w teorii prawicowego państwa jest miejsce na administracyjne ograniczenie tego typu sklepów z uwagi na ich negatywny wpływ na gospodarkę(kupują najtaniej, przyczyniając się do wywołania kryzysu gospodarczego)?

To klient MA DECYDOWAĆ co i od kogo kupić!! A czemu Pan nie zaczales sprowadzac tych "niby gorszych" zeszytow i sam nie zaczales Pan sprzedawac skoro tak dobrze schodzą?? A nawet jeszcze gorsze i sprzedawac jeszcze taniej niz w biedronce??? Nie rozumiem pańskich dylematów!!! Pytanie nie polega na tym czy powinna byc jakas odgórna regulacja, pytanie polega na tym dlaczego hipermarketom się ten biznes oplaca a małym sklepikom już nie!! I tu trzeba jasno powiedzieć, że własnie "odgórna regulacja" spowodowala tę niesprawiedliwość, bo z tego co wiem markety w Polsce miały udogodnienia podatkowe I TU JEST PIES POGRZEBANY!! Panie, własnie ODGÓRNE regulacje są czymś co ZABIJA wolny rynek...I w państwie wolnościowym nie będzie takich odgórnych regulacji!!
Powtarzam: to KLIENT ma decydować gdzie i co kupi, bo to JEGO pieniądze (czyli ekwiwalent jego pracy, wysiłku, potu i krwi) !!! I tylko ON może zdecydować co zrobi ze swoją prywatną WŁASNOŚCIĄ!! Tak jakbyś Pan też nie życzył sobie by ktoś inny decydował o Pańskich pieniadzach!! A czy ów KLIENT wyda SWOJE pieniądze na gorsze czy lepsze zeszyty tu już jest JEGO prywatna sprawa i PANU i mnie NIC do tego!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

I tyle w tym temacie!! Wkurzyłem się czytając takie socjalistyczne bzdury!!!!!!!!!angry smiley



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 25-05-2009 11:23 przez thomaschek.

25-05-2009 - 20:57:56

@iczth
grinning smiley Akurat chleb to ja kupuję w piekarni smiling smiley zdażyło mi się parę razy kupić chleb w tzw. hiper cos tam ale zawsze traktowałem to jako karę za moje gapiostwo , że nie zdążyłem kupić w piekarni lub jej sklepie firmowym. I mało tego za chleb płacę 1,5 raza (minimum) wiecej. Ale nawet przez myśl mi nie przychodzi kupić tańszego smiling smiley.

Podobnie jest z zeszytami i wszystkim innym. Jest jakaś granica jakości, poniżej której zakup tańszego produktu nie będzie brany pod uwagę. Też czasem kupuję pewne rzeczy w hiper cos tam ale świadomie godząc się z jakością oferowaną w atrakcyjnej cenie. W UK np. sporo rzeczy mozna kupic wyjątkowo tanio ale np. gwarancja na daną rzecz kosztuje extra. Cena jest ustawiana przez rynek. I tak powinno być.

Rzeczą, którą powinno sie natychmiast znieść, z ukaraniem winnych za ten stan rzeczy oczywiście!, są przywileje różnego rodzaju hiperow. To jest bandytyzm. A nie istnienie ich na rynku.
Lat temu kilkanaście żyłem sobie w Holandii (1,5 roku tylko ale obserwacje poczyniłem) i tam obok takich sklepów, które rozwijały się jak grzyby po deszczu, istniały i istnieją do dzisiaj, małe sklepiki. One były gwarancją rzetelności. Inaczej być nie mogło. Ktos szukał czegoś wyjątkowego lub chciał być dalej człowiekiem a nie statystyką wolał takie sklepiki. Był czas na rozmowę ze sprzedawcą, najczęściej właścielem(!), spokojne zakupy i zasięgnięcie informacji o produkcie. Ja jestem zwolennikiem własnie człowieczeństwa i chodziłem do takich sklepików. Do tzw. gigantów mam chorobliwą awersję. Kiedy zdaża mi się wylądować na zakupach w takim miejscu, autentycznie mam cały dzień do bani, bo nie lubię histerii tłumu. Nienawidzę głupoty więc klimat kiedy myślenie ustępuje efektowi stada jest dla mnie nie do zaakceptowania. I jestem w stanie zapłacić wiecej ale dobre i w dobrym "klimacie". Oczywiście pozwalają mi teraz na to finanse, gdyby było inaczej kupowałbym najtańszy shit. Więc ważna jest grupa docelowa. NIe da się małemu sklepikowi rywalizować na polu sprzedaży masowej.

25-05-2009 - 22:01:02

Wyjaśnię krótko. Moje zeszyty miały grubszą i ładniejsza okładkę i wykonane były z leprzego papieru. Zeszyt w tej branży jest "przywódcą strat", czyli produktem sprzedawanym z minimalną marżą w celu ściągnięcia klienta. Biedronka nie tylko miala tanie zeszyty, ale i kampanię reklamową. Prawo, iż towar gorszy wypiera tylko świadomych konsumentów. Sklepy woelkopowierzchniowe powinny znajdować się po za terenem zamieszkałym, ale z dobrym dojazdem, ich zupełna likwidacja groziła by podwyszką cen produkułów pierwszej potrzeby. Toczyłem dyskusję na temat na [forum.idg.pl] . Przepraszam z góry za ortografię.

25-05-2009 - 23:46:33

Każdemu z niedowiarków, że generalnie w hiper* sprzedają marnej jakości towar proponuję prosty eksperyment (sprawdzone!)
- kupcie sobie musztardę Dijon z firmy KAMIS w hiper* za przeważnie 1,99zł i identycznie wyglądającą w PSS Społem, albo GS lub małym dobrym sklepiku, gdzie kosztuje powyżej 3 zł np. 3,30zł. Otwórzcie w domu obie. Spróbujecie łyżeczką raz jednej raz drugiej - zawartość jest inna.

Podobne różnice dotyczą większości towarów.
np. piwo tej samej marki w butelce 0,33L jest znacznie lepsze od tych w but. 0,5L.

26-05-2009 - 12:16:07

Komentarz przede wszystkim do intervoyager'a, ale też innych chętnych ograniczenia działalności supermarketów, których akurat na tym forum jest niewielu ; ):
No dobrze, drodzy konsumenci, czy w związku z tymi wszystkimi opiniami o marności hipermarketów przyszło Wam do głowy żeby przestać do nich chodzić i co ważniejsze, namówić na to swoje rodziny itp? Jeśli Wam się udało, to gratuluję, myślę że w takim razie nie są potrzebne przepisy które ograniczają działalność supermarketów, skoro Wam to wychodzi tak świetnie. Jeśli Wam się natomiast nie udało, albo, co gorsza!, chodzicie tam sami, to powiedzcie mi, dlaczego wymagacie od państwa, żeby pomogło waszemu lenistwu i poczyniło ograniczenia? Najpierw dbajmy o siebie, potem o innych, nigdy na odwrót!

27-05-2009 - 14:35:49

Witam.

Ja tez jestem "sklepikarzem" i zgadzam sie z przedmówcami - jestem przeciwny zabranianiu czegokolwiek hipermarketom, ALE:
Niech płacą te same podatki ! Stosowanie dla nich ulg podatkowych (kilkuletnich z tego co sie orientuje), a dla mnie nie - jest nieuczciwe.
Poza tym racja - klient niech zdecyduje gdzie chce kupować.

Dodam jeszcze że prowadzenie sklepu to nie jest prosta sprawa.
Ja widze taką tendencje u narodu z emigracji - jadą, zarabiają na start swojego interesu - prawie zawsze jest to sklep (bo każdy głąb za przeproszeniem sie na tym zna: "kupić taniej sprzedac drożej" - proste prawda ?), a potem jest zderzenie ze ścianą... aaa i jeszcze UE za pomocą Urzedu Pracy wspiera takiego głąba przez rok, psując mój interes pieniędzmi z moich m. in. podatków... to jest dla mnie cyrk wiekszy niż ulgi dla hipermarketów ...
Konkurencja prosze bardzo, ale zdrowa, wolnorynkowa a nie wspomagana przez okupanta (UE) z MOICH podatków !!!



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 27-05-2009 14:45 przez Pasterz.

28-05-2009 - 17:49:04

Luis, "Najpierw dbajmy o siebie " powiedział urzędnik Brukseli każąc Polsce zlikwidować przemysł stoczniowy. "Najpierw dbajmy o siebie" powiedzieli właściciele wielkich sieci handlowych preferując w swojej ofercie produkty wyprodukowane w krajach o niskich kosztach działalności gospodarczej i taniej siły roboczej. "Najpierw dbajmy o siebie" powiedział pracownik małej firmy produkcyjnej robiąc zakupy w hipermarkecie, nie myśląc o tym, iż ta firma jest na krawędzi bankructwa, bo nie może przebić się ze swoim produktem na półki sklepów wielkopowierzchniowych, bo nie spełniały wyśrubowanych norm europejskich i warunkom stawianym przez właścicieli hipermarketów. Osobom, które dbają o siebie, a później o innych nie powierzyłbym, gdyby to było w moich kompetencjach żadnej funkcji publicznej, bądź politycznej, bo takie osoby przekładają interes własny nad publiczny. Czy Polscy żołnierze walczący w AK narażali życie tylko w dbaniu o siebie, czy też i o innych? Gdyby jeszcze za rządów prezydenta Kwaśniewskiego pewna grupa kupców i przedsiębiorców nie spotkała się w Warszawie, mielibyśmy teraz 11 progów przy płatnościach składek na ZUS. Ostatnio samorząd Białegostoku likwiduje handel w centrum, który ma być zastąpiony przez gastronomię. Nie bronię nikomu robienia zakupów w hipermarketach, ale proszę się nie dziwić, iż mamy wysokie bezrobocie, i pracujemy za marne grosze. W hipermarkecie musi być tanio, a nie są to instytucje harytatywne, ale nastawione na zysk.

29-05-2009 - 01:28:16

@intervoyager:
1. Najpierw dbajmy o Siebie - i wyjdźmy z Unii, żeby żaden urzędnik nie mówił nam co ma być z przemysłem jakimkolwiek. Żeby jakiś facet mający małe przedsiębiorstwo unijne nie musiał się martwić o bzdurne normy.
2. Hasło: "podtrzymujmy polski przemysł stoczniowy" pochodzi chyba z czasów komuny. "Polski przemysł stoczniowy" ma się tak jak się ma jego opłacalność, jeżeli bankrutuje, bo jest niekonkurencyjny, to nie ma się co dziwić że nikt nie chce do niego dopłacać. Martwmy się najpierw o siebie i nie dopłacajmy (z naszych podatków!) do "polskiego przemysłu stoczniowego"...
3. Najpierw martwmy się o siebie i zatrudniajmy tych którzy chcą żeby im mniej płacić za tą samą pracę - dzięki temu podniesiemy konkurencyjność własną, obniżymy ceny, a nasi "bezrobotni" będą mogli kupić taniej bułki ; ). Nie wiem ile razy udowadniano, że "tania siła robocza z zagranicy" jest czymś wbrew pozorom pozytywnym. To samo Pan myśli o polskich budowlańcach w UK?..
4. Najpierw zadbajmy o siebie - i nie martwmy się o jakiegoś właściciela małej firmy produkcyjnej. Jeśli udało mu się ją założyć, przetrwa, pomóżmy mu za to likwidując ZUS'y, ulgi ale i obciążenia podatkowe, które tylko komplikują mu życie, zdejmijmy z niego bzdurne normy, które służą tylko wielkim przedsiębiorstwom, niech będzie w stanie zadbać sam o siebie. A jeśli jego firma jest nieskuteczna? W takim razie powinna upaść, przecież w życiu nie ma dobrych wróżek.
5. Proszę mi podać polityka, który nie dba najpierw o własny interes! Każdy człowiek, powtarzam, każdy, dba najpierw o siebie.. Pana mama (zakładam, że miał Pan w miarę normalną rodzinę ; ) ) nie wychowała Pana dlatego że dbała o "dobro publiczne" - chciała wychować kogoś z kogo będzie dumna, kto da jej radość, bo dziecko to jakiś rodzaj szczęścia dla rodziców ; ).

Każdy, powtarzam, każdy najpierw dba o siebie i nie udawajmy, że nasi politycy są jacyś lepsi.

6. Tak, żołnierze AK, dbali o innych, bo dbali o siebie ; ). Myśli Pan że nie chodziło ani trochę o to że jeśli im się uda to będą żyć w lepszym kraju? Ale sami osobiście rzecz jasna ; ). Tak, myślę że dbali o własny interes ; ). Widzi Pan, prawda jest taka, że jeśli chcemy dbać o siebie, czasem dobrze jest pomóc innym - ale nie należy przy tym zapomnieć o właściwej kolejności: najpierw robimy coś dla siebie potem dla innych.
7. Wydaje mi się pokrętne tłumaczenie, że mielibyśmy 11 składek na ZUS, a nie tyle ile jest teraz. Wydaje mi się że sedno jest w tym że nie zrobiono porządku z ZUSem za prezydentury kogokolwiek - ten administracyjny konglomerat zatrudnia w tej chwili ok 50tyś ludzi, którzy zajmują się pierdołami - bo nie widzę sensu w przerzucaniu pieniędzy od jednych do drugich.
Całej sprawy nie znam więc nie będę się wypowiadał ; ).
8. Ja też jestem nastawiony na zysk - a Pan? Dziwi Pana wobec tego że coś innego też jest? Mnie nieszczególnie, grunt że można kupić taniej, reszta to kwestia wyboru.
Błagam, nie zwalajmy na supermarkety bezrobocia! Za komuny, nie było bezrobocia w ogóle - czy to komuś służyło? Jeżeli czemuś są winne, to temu że mają ulgi podatkowe, w związku z tym wykorzystują sytuację. Ale nie obracajmy kota ogonem, to ulgi są złe, a nie supermarkety ; )!



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 29-05-2009 01:35 przez Luis.

29-05-2009 - 13:15:17

Luis dobrze gada ! smiling smiley

29-05-2009 - 13:24:09

> "Najpierw dbajmy o siebie"
> powiedzieli właściciele wielkich sieci
> handlowych preferując w swojej ofercie produkty
> wyprodukowane w krajach o niskich kosztach
> działalności gospodarczej i taniej siły
> roboczej.

Ale czyż to nie wspaniałe, że ktoś może decydować o tym jakie produkty chce sprzedawać we WŁASNYM sklepie ? Jesli lubi chińskie to niech "preferuje" chińskie - jego sprawa.
Te kraje dzieki temu już są najsilniejsze na świecie ale ich koszty rosną. Produkcja w Chinach kiedys przestanie sie opłacać, bo rosnący poziom życia spowoduje że żaden chińczyk nie bedzie chciał pracowac a stawki jakie są teraz. Wtedy może w PL bedziemy produkowac konkurencyjnie ... kto wie. Najważniejsza jest wolność wyboru, która sama równoważy rynek i powoduje że świat sie zmienia tak jak my chcemy a nie jakis spedalony urzędas z europarlamentu.

01-06-2009 - 22:33:09

O doborze towarów w sklepie decyduje klient. Właściciel sklepu nie może sobie pozwolić na sprowadzenie towaru, o którym wie iż, będzie miał problemy z jego sprzedażą. Nikt nie kupi tego, czego nie potrzebuje. Tylko osoby dobrze usytuiwane stać na kupno Polskiej odzieży. A na lenistwo Chińczyków nie liczmy. Szybciej może im zabraknąć wykształconych kadr. Jeśli mówimy o wolności wyboru, to taka wolnośc wyboru jest mocno narzucona nam przez brak dobrego prawa, zwolnienia podatkowe dla hipermarketów i korupcję w samorządach lokalnych, o nie braniu pod uwagę głosu społeczności lokalnych. Nie stety, muszę na hipermarkety zwalić winę za bezrobocie. Tego typu placówki działają bez pośredników. Kryzys w USA zaczął się 10 lat temu. "Głos Ameryki podał", iż wtedy tylko 30 % procent produktówe przez nie oferowanych zostało wyprodukowanych w USA. A wiadome są dwie rzeczy: najwiękrzy zysk przynosi produkcja, a nie handel i usługi, i każda firma dąży do rozsądnej redukcji kosztów by osiągnąć godziwy zysk. Dążąc do obnirenia kosztów produkcji, pracodawcy zaczeli inwestować w państwach o taniej sile roboczej. Ubezpieczenia, podatki, normy, wysokie koszty utrzymania sprzyjają tylko migracji pracodawców do tych regionów świata, które są w stanie im zaoferować niskie koszty produkcji.

P.S. A co do mojego pokrętnego mojego tłumaczenia, byłem na ogólnopolskim zjeździe przedsiębiorców zorganizowanym przez Kongregację Przemyslowo-Handlową(2004r) i ten temat był poruszany podczas zjazdu. A po za tym 50000 Francuskich kupców, którzy stracili swoje miejsca pracy w ciągu 5 lat przed uchwaleniem ustawy ograniczającej ekspnsje hipermarketów i sieci handlowych, to byli hazardziści, narkomani i caly margines Francji, który nie był wstanie podjąć walkę o klientów z hipermarketami i sieciami handlowymi. Prawda Luis ?? Z hipermarketami można konkurować, ale tam gdzie istnieje wolny rynek, ale we współczesnym świecie mało jest takich państw.

02-06-2009 - 09:09:37

"O doborze towarów w sklepie decyduje klient. Właściciel sklepu nie może sobie pozwolić na sprowadzenie towaru, o którym wie iż, będzie miał problemy z jego sprzedażą. Nikt nie kupi tego, czego nie potrzebuje. Tylko osoby dobrze usytuiwane stać na kupno Polskiej odzieży. A na lenistwo Chińczyków nie liczmy. Szybciej może im zabraknąć wykształconych kadr. Jeśli mówimy o wolności wyboru, to taka wolnośc wyboru jest mocno narzucona nam przez brak dobrego prawa, zwolnienia podatkowe dla hipermarketów i korupcję w samorządach lokalnych, o nie braniu pod uwagę głosu społeczności lokalnych."
Dostrzegam paradoks w który tutaj wpadłeś, a podajesz go za argument: z jednej strony piszesz, że markety sprowadzają tylko taki towar, jaki kupią ich klienci. W związku z tym, tutaj wszystko jest ok - klienci decydują, tak? Z drugiej jednak mówisz że to nie jest wolność wyboru - rozumiem że dlatego że nie mamy do wyboru wszystkiego czego się da? Nie chcę nadinterpretowywać, ale nie wydaje Ci się że wolność wyboru to taka wolność, której możesz sobie odjąć?
Ja także jestem przeciwny:
- korupcji samorządów lokalnych - mają za dużo praw i możliwości ingerowania w rzeczywistość, stąd bierze się korupcja. Żeby ją ograniczyć należy wprowadzić wolny rynek, o jakim piszesz pod koniec.
- ulgi podatkowe dla hipermarketów - jeszcze raz się powtórzę: to nie hipermarkety są złe, tylko ulgi! I pseudo wolny rynek, który nie jest do końca wolnym rynkiem.. A wtedy nie dziwmy się że chroni on interesy niektórych.

We Francji mają właśnie problem z pseudo wolnym rynkiem, dlatego nie dziwmy się, że jacyś kupcy splajtowali, rzekomo z powodu hipermarketów. Nie mnie zresztą oceniać na ile to była ich wina, a na ile marketów, łatwo sobie przecież wyobrazić sytuację, w której rząd pyta ludzi dlaczego splajtowali, a oni biorą najpopularniejsze hasło jakie krąży aktualnie w wiadomościach: to hipermarket! Przecież na pewno nie była to ich wina ; )!
Nie odbierz tego jako oceny - nie znam sytuacji, chcę tylko nakreślić "względność informacji" gdzieniegdzie podawanych - myśl po swojemu i podważaj autorytety ; ).

Jeszcze parę słów o Chinach - jasne że produkcja uciekać będzie za granicę, ale co w tym złego, że nasze firmy będą produkować u chińczyków?
Sytuacja 1:
- nasze firmy będą płacić naszym robotnikom - ta kasa zostaje u nas, nasi robole kosztują x kasy
- produkty będą sprzedawane u Nas - kosztują x*marża, powiedzmy 130%, więc 1,3x
Sytuacja 2:
- nasze firmy będą płacić chińskim robotnikom - ta kasa od nas wypływa, powiedzmy że są 3 razy tańsi, ale trzeba dobra jeszcze przetransportować, więc wychodzi jakby byli 2 razy tańsi. W związku z tym wypływa od nas 0.5x kasy na zapłatę robotnikom
- produkty będą sprzedawane w dalszym ciągu u Nas - to się nie zmienia, niezależnie od tego czy produkuje się u nas, czy gdzie indziej, jednak mogą być tańsze o połowę, a więc kosztują przy tej samej marży 0.5*1.3*x=0.65x. Dzięki temu pozostałe 0.65x zostaje w Twojej kieszeni, nawet jeśli odliczyć od tego 0.5x zapłacone robolom w chinach zostaje nam 0.15x, które jest tym co zyskało nasze państwo
Niech mnie ktoś poprawi jeśli się mylę ; ).

03-06-2009 - 00:39:59

Dobra Luis ; ]
Powiedzmy, że wszystkich przekonałeś swoim wywodem (chociaż zakładam, że współczynniki jakich użyłeś są wyssane z palca i w rzeczywistości wzór może nie wydawać się taki korzystny poza tym zapominasz odjąć od zysków państwa straty związane z nie zarabianiem naszych robotników produkcyjnych a jest to gro społeczeństwa). Zakładamy, że na zjawisko produkcji nie ma miejsca na polskim rynku. Oczywiście nie mamy szans z Chińczykami, są tańsi, szybsi, wyprodukują więcej. Polski rynek produkcyjny musi się przebranżowić, to oczywiste. Wspomniani powyżej handlowcy w sumie też. Wolny rynek w końcu. Chiny. Państwo to dopiero zaczyna swoją przygodę z wolnym rynkiem i kapitalizmem (tak jest w praktyce) i zaczyna od najniższych szczebli drabiny gospodarczej czyli produkcji. Najpierw steorotypowy chiński szmelc, potem samochody i ciągle, w miarę rozwoju, pną się w górę. Następnym szczeblem powiedzmy będzie masowa „produkcja” usług czy dóbr z innej szuflady, dajmy na rynek komputerowy, informatyczny. Załóżmy też hipotetycznie, że jesteś informatykiem. Po pewnym czasie stwierdzasz, że Twoje produkty nie są w stanie konkurować z produktami chińskimi, które robione są przez Chińczyków taśmowo (bierzemy 10 Chińczyków, wpychamy do kontenera, wrzucamy 15 kg laptopów i wio 24/7 ; P) i o dziwo całkiem konkurencyjnie jeśli chodzi o jakość. Do wora wrzucamy kolejną nierentowną w Polsce dziedzinę (załóżmy też, że tych dziedzin ciągle przybywa). Zostałeś wygryziony przez rynek i po 30 latach pracy w tym zawodzie stwierdzasz, że nie utrzymasz się i rodziny z tej branży. Wolny rynek mówi ci oczywiście: bądź elastyczny, zmień branżę na np. rolnictwo czy rybołóstwo, któro załóżmy zaczęło się opłacać ; P. Mimo szczerych chęci wątpię czy byłoby to możliwe. Bo przez całe życie twoim narzędziem był komputer i nic innego nie potrafisz. Sytuacja ma się tak samo w przypadku pracowników produkcyjnych, handlowców czy byłych górników wygryzionych przez Chińczyków czy hipermarket. Selekcja naturalna. Zjawisko nieuniknione, ale państwo powinno być od tego żeby dać szanse takim ludziom, ofirarować im „wędkę” (w postaci jakiejś zachęty do założenia nowej działalności gospodarczej? nie wiem; [no właśnie jakiej?]) Chciałem tylko zwrócić uwagę na Twoje luźne podejście do człowieka w Twoim światopoglądzie i problemu taniej siły roboczej z Chin oraz wyrazić swoje zastrzeżenia do natychmiastowego wprowadzania zasad wolnego rynku i czystego liberalizmu do kraju, który przed chwilą wyszedł z sytemu skrajnie innego i ludzie najzwyczajniej nie są na niego przygotowani fizycznie czy mentalnie. Oczywiście państwo powinno dążyć do modelu homeostatu, który gospodarczo samoczynnie się reguluje ale nie popadajmy też w skrajność i nie patrzmy na ludzi jak na liczby w statystyce. Nie usiłuję tu przemycić żadnych dopłat, ulg czy zasiłków, chcę tylko odciągnąć trochę skrajnych liberałów od uwielbienia systemu, który jak żaden z systemów nie jest idealny i że jako forma modelowa brzmi logicznie ale jak się spojrzy na człowieka jak na „istotę ludzką” a nie jak na liczbę czy daną statystyczną to następuje chwila zawahania. Dążmy do modelu etapami. Niech to będzie ewolucja a nie rewolucja.
Pozdr ; ]

03-06-2009 - 09:22:17

Siema Zorba ; ).
1st - używaj akapitów, to ułatwia czytanie.

2nd - nigdzie nie napisałem że jestem za tym żeby wprowadzać jakąkolwiek rewolucję : ). Jestem zwolennikiem UPR i jeśli czytałeś ich wizję państwa zorientujesz się że zmiany wprowadzać będą stopniowo, przez ok 20lat. Być może nawet to jest za mało, ale kwestia jest taka, aby ustalić sztywną granicę, której nie przekroczy żaden rząd. Zresztą, to dyskusja na inny temat.

3rd - sam widzisz, że coś jest nie tak z chińczykami ; ). Płaci im się prawie nic, a oni jednak zarabiają, mało tego, powoli przechodzą ze szmelcu, na nie-szmelc. Może warto wreszcie (ale tylko pod pewnymi względami!) przyjrzeć się im i zobaczyć dlaczego mają wzrost gospodarczy (nie wiem jak teraz, ale przed kryzysem taki mieli) rzędu 10-12%?

4th - tak się składa że jestem informatykiem ; ). Z wielu przyczyn których nie wymienię, nie boję się chińskiej konkurencji ; ).

5th - Co do mojego przykładu. Liczby oczywiście wziąłem z palca. Co nie zmienia faktu, że spokojnie można założyć, że np marża producenta > 1.0, cena pracy chińskiego robotnika < cena pracy naszego (przelicznik jest <1.0) itd. Jeśli weźmiesz te współczynniki i zaczniesz się nimi bawić, to się okaże np że im tańszy robotnik chiński lub im większa marża producenta tym dla nas, obywateli lepiej, bo więcej zostaje nam w kieszeni.
Jasne, że to nie jest zarobek który producent zapłaci jakimś naszym robotnikom, którzy będą to produkować. Ale zupełnie nie wiem czemu wydaje Ci się, że nie będą potrzebni pracownicy po naszej stronie granicy? Przecież ktoś musi to przewieść do nas, rozpakować, porozwozić po sklepach, w końcu sprzedać, podliczyć kasę, pozamiatać bałagan ; ). Nie martw się, im więcej chińczyków będzie na nas pracować, tym więcej pracy będzie u nas. Jeśli producenta produkt kosztuje 2x mniej, to znaczy że może wyprodukować 2x tyle, a więc będzie mógł sprzedać w przybliżeniu 2x tyle ile dotychczas. A do tego potrzeba pewnie sporo więcej ludzi ; ).
Dlatego nie boję się że wygryzie mnie konkurencja ze wschodu - po prostu ktoś będzie robił za mnie brudną robotę, a ja będę mówił im co i jak oni mają robić ; ).

"Nie usiłuję tu przemycić żadnych dopłat, ulg czy zasiłków, chcę tylko odciągnąć trochę skrajnych liberałów od uwielbienia systemu, który jak żaden z systemów nie jest idealny i że jako forma modelowa brzmi logicznie ale jak się spojrzy na człowieka jak na „istotę ludzką” a nie jak na liczbę czy daną statystyczną to następuje chwila zawahania. Dążmy do modelu etapami. Niech to będzie ewolucja a nie rewolucja."
No więc właśnie ; ). To nie ma być rewolucja, nikt tego nie zakłada ; ). W przeciwieństwie do socjalistów liberałowie nie patrzą na ludzi jak na statystykę. Po prostu kiedy się z nimi rozmawia i zadają pytanie "co ze 100tyś górników" itd (statystyka!) nie docierają do nich argumenty w stylu "ale to się kłóci z wolnością jednostki" (spojrzenie na człowieka) no i trzeba przejść albo na ich język i udowadniać pewne rzeczy rachunkiem prawdopodobieństwa, albo zakończyć dyskusję ; ). Takie są przynajmniej moje doświadczenia.
Coś co brzmi logicznie i jest logiczne, chyba jest prawdziwe, czyż nie? Jeśli nawet powstają jakieś szumy z rzeczywistości, zakłócające równowagę, to niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego regulować musi je państwo ; )?

03-06-2009 - 11:48:11

Zarabiają, ale nie tyle Chińczycy, co inwestorzy. A poza tym kryzys dopadł też Chiny, ale za to w Indiach mamy wzrost gospodarczy. Co do logistyki w hipermarketach, nie trzeba do tego dużo ludzi, są centra logistyczne, z kolei przeciętny sklep jest odwiedzany przez około 20 akwizytorów dziennie z różnych hurtowni, a właściciel sklepu nie musi marnować czasu w poszukiwaniu towaru, zostanie dowieziony. Hipermarkety i sieci supermarketów biorą towar prosto od producenta, i manipulując cenami nie jedną firmę doprowadziły do bankructwa. Pracownik hipermarketu pracuje za psie pieniądze. I nie prawdą jest iż w tego typu sklepach wszystko jest najtańsze. Aby stworzyć takie wrażenie stosuje się wyrafinowane narzędzia marketingowe. A oto skutki gospodarcze działalności sklepów wielkopowierzchniowych: [www.puls.ctinet.pl] . Co do tych ograniczeń, wchodziły w życie, kiedy sklepom wielkopowierzchniowym udało się opanować 50-70% rynku zbytu. W Polsce-70%. I dla tego przy migracji 2 milionów Polaków, bezrobocie zmniejszyło się tylko o około 30% przez ostatnie pięć lat, mimo inwestycji kapitału zagranicznego w Polsce.

03-06-2009 - 13:33:38

@intervoyager
Rozumiem to co opisujesz i jest prawdą, że m.in. markety powodują, że pieniądze krążą w którymś kierunku (tutaj - od obywateli do inwestorów). Chciałbym żebyś wiedział iż świetnie zdaję sobie z tego sprawę.
Musisz jednak zwrócić uwagę o jakim punkcie widzenia ja mówię. Weźmy pod uwagę link który mi wysłałeś. Opisuje on straty (zapewne rzetelnie i słusznie) jakie ponosi Zielona Góra w związku z istnieniem hipermarketów:
"Już dziś w Zielonej Górze zauważalna jest nadpodaż firm handlowych i wykonawczych w branży budowlanej, co powoduje olbrzymią konkurencję, spadek rentowności i płynności finansowej tego sektora. Oczywistym jest, że na rynku w najbliższym czasie pozostaną tylko najlepsi."
Zwróć uwagę na ostatnie zdanie. Czy według Ciebie to źle, że na rynku zostają tylko "najlepsi"? A także "olbrzymią konkurencję", której wnioskiem jest "spadek rentowności i płynności finansowej". Przecież to są naturalne mechanizmy rynku! Oczywiście to nie jest argument, ale zauważ jedną rzecz, to co piszą w w/w raporcie:
"300 milionów zł rocznego obrotu wymienionych sieci nie zasila miejscowego systemu gospodarczego. Te środki finansowe są <<wysysane>> z zielonogórskiego rynku do innych regionów Polski."
Więc oznacza to, że problem ma Zielona Góra, która staje się jakby nie patrzeć zaściankiem. Co w tym złego jest oczywiste, ale przede wszystkim: złe dla Zielonej Góry! Dlaczego powstaje wobec powyższego chęć ograniczenia budowy marketów do pozostałych części Polski?
Mało tego. Jeśli jakieś miasto staje się zaściankiem, to muszą być ku temu przyczyny. A to po prostu przestało się liczyć jako element szlaku handlowego, a to źle inwestowano jego pieniądze itp. Ale tłumaczenie tego hipermarketami jest śmieszne - to nie hipermarkety powodują wypływanie kasy skądkolwiek.
Dlaczego chcemy podtrzymywać firmy które są słabsze i mniej konkurencyjne?
Dlaczego chcemy wspierać miejsca które stają się zaściankiem, kosztem całej reszty Polski? Gmina z której pochodzę stała się np najbogatszą w Polsce właśnie dzięki marketom (sprawdź sobie gminę Kobierzyce, mieszkam pod LG-Philips ; ) ). Czy mam dzięki temu żałować wszystkich tych gmin którym się to nie udało?

Chcę przez to tylko zwrócić uwagę, że producenci, hipermarkety itd są elementem ekosystemu. Kiedy Lew zjada bawoła (póki co..) ekolodzy nie krzyczą że giną zagrożone gatunki. Tak samo tutaj: kiedy mamy wolny rynek, takie rzeczy się zdarzają. Dlaczego np część zakupów robię w marketach (swoją drogą: w Społem..) a część w sklepie pod domem? Dlatego że w pierwszym robię duże zakupy, bo jest taniej, a że nie jestem w stanie kupić tam wszystkiego co będę potrzebował przez najbliższe 2 tygodnie, robię doraźne zakupy blisko miejsca zamieszkania w prywatnym sklepie. Jakoś jedni nie przeszkadzają drugim, choć pewnie jest konkurencja.

Zawsze na końcu każdej konkurencji zwycięża konsument. Im jest ostrzejsza tym lepiej, ale dzieje się to tak długo dopóki ktoś nie zacznie mieszać tym systemie z zewnątrz. W naszym systemie jest mnóstwo sztucznych regulacji, które powodują, że jedne firmy zupełnie niesłusznie uzyskują przewagę nad innymi, pomimo tego że nie są lepsze. Wniosek z tego powinien płynąć jednak taki, że regulacje należy znosić a nie tworzyć nowe.

03-06-2009 - 15:49:36

@Luis

1 - specjalnie dla Ciebie post będzie obfity w akapity ; ]

2 - wydaje mi się że okresowi niepełnego pokolenia ciągle bliżej jest rewolucji niż ewolucji ; )

3 - a dzieje się tak z prostego względu: ich wzrost gospodarczy zawdzięczany jest niskim kosztom pracy (mogą zarabiać prawie nic albo nic więc wybór jest oczywisty), wyzyskowi pracowników i oczywiście wolnemu rynkowi (nie ma co ukrywać). Jak chcesz zaadaptować u nas dwa pierwsze to pożegnaj się z życiem prywatnym i wolnym czasem ; ).

4 - a bardzo ciekawi mnie Twoje optymistyczne stwierdzenie że właśnie Ciebie ominie los (w mojej hipotetycznej sytuacji oczywiście ; ) podobny do pracowników produkcyjnych, handlowców itd. Myślisz, że Chińczycy nie będą mieli kogoś tańszego od Ciebie z tymi samymi kwalifikacjami? Rynkiem żądzą zasady uniwersalne dla wszystkich dziedzin, nie wiem czemu informatyka ma być wyjątkiem, a akurat Ty wzniesiesz się ponad regułę i „... będziesz mówił im co i jak mają robić ; )”. Jest to tylko pozytywne myślenie czy może poparte jakąś („...z przyczyn których nie wymienię...”) tajemniczą argumentacją?; P

„Jeśli weźmiesz te współczynniki i zaczniesz się nimi bawić, to się okaże np. że im tańszy robotnik chiński lub im większa marża producenta tym dla nas, obywateli lepiej, bo więcej zostaje nam w kieszeni.”

To jest prawdą tylko jeśli przyjąć, że za obywateli bierzesz tylko i wyłącznie konsumentów danych dóbr to miałbyś rację, ale zapominasz, że obywateli tworzą też i pracownicy produkcyjni, i handlowcy, i stoczniowcy itd. i zakładając, że liczba nierentownych dziedzin w Polsce a tym samym grono ludzi bezrobotnych w miarę rozwoju Chin będzie się zwiększać, aż (teoretycznie) zrówna się z liczbą „obywateli konsumentów” to nadal uważasz, że dla obywateli jest to korzystne? ([nie na wszystkie „produkty” liczba konsumentów jest większa od liczby pracowników produkcyjnych)]

„Jasne, że to nie jest zarobek który producent zapłaci jakimś naszym robotnikom, którzy będą to produkować. Ale zupełnie nie wiem czemu wydaje Ci się, że nie będą potrzebni pracownicy po naszej stronie granicy? Przecież ktoś musi to przewieść do nas, rozpakować, porozwozić po sklepach, w końcu sprzedać, podliczyć kasę, pozamiatać bałagan ; )”

Ludzie potrzebni do rozpakowywania, rozwożenia, sprzedawania, podliczania i zamiatania są potrzebni niezależnie od miejsca produkcji więc nie wiem czemu podajesz to jako argument. Liczba pracowników produkcyjnych wielokrotnie przekracza liczbę pracowników obsługujących produkcję (wymienionych powyżej) [nie mówiąc już o tym ze im to jest bez różnicy bo zatrudnienie mają niezależnie od narodowości producenta]. Problem w tym, że na każdych 300 pracowników produkcyjnych przypada ok. 50 z administracji, logistyki, handlu, itp. ogólnie obsługi.

„Nie martw się, im więcej Chińczyków będzie na nas pracować, tym więcej pracy będzie u nas. Jeśli producenta produkt kosztuje 2x mniej, to znaczy że może wyprodukować 2x tyle, a więc będzie mógł sprzedać w przybliżeniu 2x tyle ile dotychczas. A do tego potrzeba pewnie sporo więcej ludzi ; ).”

O to się nie martwię w Chinach jest pewnie sporo tych potrzebnych ludzi ; )

„Coś co brzmi logicznie i jest logiczne, chyba jest prawdziwe, czyż nie?”

Twierdzisz, że kobiety nie są prawdziwe? ; P

Ogólnie nie uważam, że Chiny wpłyną skrajnie destrukcyjnie na Polskę ale ze stwierdzeniem, że tania azjatycka siła robocza wpłynie na spadek bezrobocia i poprawę gospodarczą u nas bym polemizował. ; )

03-06-2009 - 20:36:19

@Zorba
Dziękuję za akapity : P.

"a dzieje się tak z prostego względu: ich wzrost gospodarczy zawdzięczany jest niskim kosztom pracy (mogą zarabiać prawie nic albo nic więc wybór jest oczywisty), wyzyskowi pracowników i oczywiście wolnemu rynkowi (nie ma co ukrywać). Jak chcesz zaadaptować u nas dwa pierwsze to pożegnaj się z życiem prywatnym i wolnym czasem ; )."
Co to jest "wyzysk pracowników"? I skąd się bierze? Wydaje mi się że oni po prostu mają takie podejście do życia - praca to religia.
Jeśli zaadaptować przede wszystkim to trzecie to już nie jest tak źle ; ).

"a bardzo ciekawi mnie Twoje optymistyczne stwierdzenie że właśnie Ciebie ominie los (w mojej hipotetycznej sytuacji oczywiście ; ) podobny do pracowników produkcyjnych, handlowców itd. Myślisz, że Chińczycy nie będą mieli kogoś tańszego od Ciebie z tymi samymi kwalifikacjami? Rynkiem żądzą zasady uniwersalne dla wszystkich dziedzin, nie wiem czemu informatyka ma być wyjątkiem, a akurat Ty wzniesiesz się ponad regułę i „... będziesz mówił im co i jak mają robić ; )”. Jest to tylko pozytywne myślenie czy może poparte jakąś („...z przyczyn których nie wymienię...”) tajemniczą argumentacją?; P"

Nie chcę zmieniać tematu, ale górujemy nad Chinami zapleczem, wykształceniem (choć to dyskusyjne) no i po prostu dostępnością na miejscu, co wbrew pozorom jest bardzo przydatne w tej branży. W tej chwili polscy informatycy są ściągani na zachód, mamy dużo firm które się tutaj osiedliły itp - to już daje pewne perspektywy na przyszłość ; ). Poza tym ta dziedzina wkracza w coraz więcej dziedzin życia, a w związku z tym jest potrzebnych coraz więcej ludzi i to w większości przypadków potrzebnych na miejscu ; ).
Następnym razem jak będziesz chciał pomoc z max'a albo pogrzebania w kompie to sobie przypomnij tę dyskusję : P (dla waszej informacji, z kolegą Zorbą znamy się osobiście ; ) ).
Mogę na ten temat więcej i dłużej - tylko po co ; )?

"To jest prawdą tylko jeśli przyjąć, że za obywateli bierzesz tylko i wyłącznie konsumentów danych dóbr to miałbyś rację, ale zapominasz, że obywateli tworzą też i pracownicy produkcyjni, i handlowcy, i stoczniowcy itd. i zakładając, że liczba nierentownych dziedzin w Polsce a tym samym grono ludzi bezrobotnych w miarę rozwoju Chin będzie się zwiększać, aż (teoretycznie) zrówna się z liczbą „obywateli konsumentów” to nadal uważasz, że dla obywateli jest to korzystne? ([nie na wszystkie „produkty” liczba konsumentów jest większa od liczby pracowników produkcyjnych)]"

Szczerze mówiąc to strasznie zagmatwałeś - jeśli mógłbyś jaśniej? Bo jeśli dobrze zrozumiałem, to twierdzisz np że ludzie którzy sprzedają buty nie chodzą w butach ? : P

"Ludzie potrzebni do rozpakowywania, rozwożenia, sprzedawania, podliczania i zamiatania są potrzebni niezależnie od miejsca produkcji więc nie wiem czemu podajesz to jako argument. Liczba pracowników produkcyjnych wielokrotnie przekracza liczbę pracowników obsługujących produkcję (wymienionych powyżej) [nie mówiąc już o tym ze im to jest bez różnicy bo zatrudnienie mają niezależnie od narodowości producenta]. Problem w tym, że na każdych 300 pracowników produkcyjnych przypada ok. 50 z administracji, logistyki, handlu, itp. ogólnie obsługi."

Zgadza się, ale porównaj takie sytuacje:
300 pracowników polskich produkuje x produktu kosztem y pieniędzy. Potrzeba 50 ludzi do sprzedaży, a firma generuje z zysków
600 pracowników chińskich produkuje 2*x produktu kosztem y pieniędzy. Potrzeba 100 ludzi do sprzedaży, a firma generuje 2*z zysków
Wniosek? Nie dość że oszczędzamy pieniądze obywateli (o czym pisałem wcześniej), to jeszcze zwiększamy zatrudnienie specjalistów (o randze wyższej niż robotnik), do tego przedsiębiorstwo zarabia 2 razy tyle - co wcześniej czy później wychodzi na dobre wszystkim, bo za rok zacznie produkować i sprzedawać jeszcze więcej, a więc otworzy nowe oddziały, zatrudni nowych ludzi ; ). Pomyśl o tym perspektywicznie. To że ktoś odniósł sukces to zawsze dobra informacja ; ).

"O to się nie martwię w Chinach jest pewnie sporo tych potrzebnych ludzi ; )"

Niepotrzebny sarkazm ; ).


>>„Coś co brzmi logicznie i jest logiczne, chyba jest prawdziwe, czyż nie?”
"Twierdzisz, że kobiety nie są prawdziwe? ; P"

Jeśli wyrażenie "Jeśli A to B" jest prawdą, to wcale to nie oznacza, że "Jeśli Nie A to Nie B" jest nieprawdą ; ).

"Ogólnie nie uważam, że Chiny wpłyną skrajnie destrukcyjnie na Polskę ale ze stwierdzeniem, że tania azjatycka siła robocza wpłynie na spadek bezrobocia i poprawę gospodarczą u nas bym polemizował. ; )"

03-06-2009 - 22:00:17

Kobieżyce sa specjalną strefą ekonomiczną. Z kolei Wysokie Mazowieckie nie będzie z przyczyn nie ekonomicznych, ale politycznych. Istnienie stref ekonomicznych jest zaprzeczeniem idei wolnego rynku. Napisałem wcześniej iż z hipermarketami można konkurować, ale nie w Polsce, bo dzialają na specjalnych warunkach, otrzymując zwolnienia podatkowe i najleprze lokalizacje. Tego nie mozna nazwać wolnym rynkiem. Jesli ktoś nie dostrzega skodliwego wpływu na rynek pracy, budrzet państwa, i samorządów w obecnych naszych warunkach ekonomicznych, to trudno. Z resztą przy obecnym udziale sklepów wielkopowierzchniowych w rynku pozostaje tylko stwierdzić: nie płacze się nad rozlanym mlekiem.

"lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie, nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi" Jan Kochanowski

05-06-2009 - 11:08:53

Zgoda, przyznaję że przykład Kobierzyc jest niefortunny i za niego przepraszam, bo chciałem ukazać na jego przykładzie coś innego.
Przyznaję też że nie mamy wolnego rynku, który pozwoliłby na normalną i zdrową konkurencję z marketami.
W związku z powyższym - tak, markety, które są wspierane dodatkowymi przepisami szkodzą wszystkim. Na różne sposoby.

Konkludując - poza złym przykładem, z którego się wycofuję, zgadzamy się we wszystkich powyższych kwestiach ; ).

Wniosek? Trzeba coś z tym zrobić. Moja odpowiedź (którą nota bene podrzucam od początku dyskusji) - wprowadźmy wolny rynek i nie dywagujmy bezpłodnie nad tym, czy markety nam pomogą czy nie - niech zadecyduje o tym zdrowa konkurencja. Znieśmy wobec tego przywileje i ulgi tym podmiotom gospodarczym. Niech zadecydują konsumenci.

Właściwie to tyle próbuję przekazać od początku tego topicu ; )..

22-09-2009 - 06:40:25

[www.pomorska.pl]

Przy obecnym opanowaniu Polskiego rynku handlu detalicznego przez hipermarkety i sieci wielkopowierzchniowe pozostaje tylko płacić. Zlikwidowanych ponad milion miejsc pracy w produkcji i handlu nie da się odwożyć. Jedyna nadzieja w konsumentach, bo jesli nie chcą stracić swoich miejsc pracy, nie powinni kupować w tego rodzaju sklepach.

22-09-2009 - 18:07:10

Cytuj
intervojager
http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090916/GOSPODARKA01/367204245
Przy obecnym opanowaniu Polskiego rynku handlu detalicznego przez hipermarkety i sieci wielkopowierzchniowe pozostaje tylko płacić. Zlikwidowanych ponad milion miejsc pracy w produkcji i handlu nie da się odwożyć. Jedyna nadzieja w konsumentach, bo jesli nie chcą stracić swoich miejsc pracy, nie powinni kupować w tego rodzaju sklepach.
a co z miejcami pracy w zawodzie kowala, cieśli, albo w produkcji zaprzęgów konnych tych miejśc pracy też już nie da się odtworzyć. czy mamy apelować do konsumentów aby kupowali podkowy i bryczki?
Anonimowy użytkownik

22-09-2009 - 18:58:58

I ci ludzie którzy przestali tam pracować na tych zlikwidowanych miejscach pracy jak się domyślam - pomarli z głodu albo wszyscy są na zasiłkach?

23-09-2009 - 06:51:05

W Polsce część z nich wyjechało za granicę, woelu musiało zmienić branżę, ponad milion zasiliło armię bezrobotnych i kożysta z pomocy socjalnej państwa. Z kolei w USA wielu z nich musiało ogłosić bankructwo, co przyczyniło się do wzrostu bezrobocia i przyczyniło się do problemów finasowych kilku banków.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6241, Posty: 45416, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 306, Posty: 4483.