Co tam słychać w Hiszpanii "unowocześnionej" przez Zapatero i jego szajkę?

Wysłane przez Dagomeusz 

03-07-2012 - 23:59:08

Cytuj

Migracja zarobkowa: Brazylia potraktowała Hiszpanię jak kraj Trzeciego Świata

Brazylia wprowadza dodatkowe restrykcyjne wymagania dla osób przyjeżdżających z Madrytu czy Barcelony. Nowe przepisy to nie tylko dyplomatyczny policzek dla Hiszpanii, która została potraktowana jak kraj Trzeciego Świata.

To przede wszystkim poważny problem dla młodych bezrobotnych Hiszpanów, dla których Brazylia w ostatnich latach stała się jednym z najatrakcyjniejszych kierunków migracji zarobkowej.

Hiszpania ma obecnie najwyższe bezrobocie w Unii Europejskiej – 23 proc. Odsetek młodych osób bez pracy jest jeszcze bardziej uderzający – prawie 50 proc. W połowie lutego 60 proc. Hiszpanów w wieku produkcyjnym deklarowało, iż mogłoby wyjechać z kraju w poszukiwaniu pracy (pod koniec 2011 r. było to 42 proc.). I nie są to tylko puste słowa – w ubiegłym roku z Hiszpanii wyemigrowało ponad pół miliona osób, a od 2008 r. opuściło ją na stałe 300 tys. osób w wieku od 18 do 25 lat.

Brazylia była dotychczas drugim (po Argentynie) najważniejszym kierunkiem hiszpańskiej emigracji w Ameryce Łacińskiej. Jej główne zalety to kulturowa bliskość, podobny język i przede wszystkim imponujące zarobki. W przypadku menedżerów czy specjalistów płace są tam wyższe niż w USA czy Europie. W 2011 r. Brazylia wydała 40 tys. pozwoleń na pracę dla Hiszpanów. O 10 tys. więcej niż w 2010 r. Ale według ekspertów to tylko wierzchołek góry lodowej – na czarno może pracować nawet kilkakrotnie więcej imigrantów. To właśnie w nich są wymierzone nowe brazylijskie przepisy. Od 2 kwietnia każdy hiszpański „turysta” będzie musiał spełnić dodatkowe warunki, żeby dostać się na terytorium Brazylii. Na lotnisku służby imigracyjne sprawdzą, czy ma co najmniej 80 euro na każdy dzień pobytu, potwierdzoną i opłaconą rezerwację hotelu, paszport ważny co najmniej pół roku i bilet powrotny z wpisaną datą. Ci, którzy chcą się zatrzymać w prywatnych mieszkaniach, będą musieli mieć przy sobie zaproszenie od gospodarza potwierdzone przez notariusza.

>>> Czytaj też: Brazylia chce zarobić na chińskim boomie gospodarczym

Mimo że nowe wymagania będą obowiązywać tylko Hiszpanów, brazylijskie MSZ w krótkim uzasadnieniu stwierdziło, że przepisy... nie są w nich wymierzone. Według Antonia Patrioty, szefa brazylijskiej dyplomacji, regulacje odzwierciedlają jedynie (stosowaną również przez UE) zasadę wzajemności w regulacjach emigracyjnych. Hiszpański MSZ na afront zareagował pojednawczo i ograniczył się do stwierdzenia, że relacje między dwoma krajami są „znakomite”. Nie ma zresztą innego wyjścia – w przeciwieństwie do niej. Brazylia jest krajem zyskującym na znaczeniu. Dowodem jest to, że w zeszłym roku stała się szóstą największą gospodarką świata, a w najbliższych latach zorganizuje dwie wielkie imprezy sportowe – mistrzostwa świata w piłce nożnej (2014) i letnie igrzyska olimpijskie (2016).

[forsal.pl]



Cytuj

Rzuć te wiśnie i ręce do góry!

Trwający kryzys zadłużenia zmusił wielu mieszkańców Hiszpanii do dramatycznych kroków. Chcąc przetrwać zaczęli okradać miejscowych farmerów

Patrole po polach i farmach stały się w ubiegłym roku codziennością hiszpańskiej policji. Prowadzone często konno akcje są uzupełnieniem inicjatywy rolników, którzy nocami pilnowali swoich plonów. Na tym jednak nie koniec. Na drogach otaczających rolnicze miejscowości ustawione zostały blokady. Kilka tysięcy policjantów wspieranych przez mieszkańców sprawdzało, czy w przejeżdżających samochodach nie ma nie narkotyków czy pijanych kierowców, ale skradzionych owoców, warzyw i sprzętu rolniczego. Dodatkowo policja zorganizowała kilka nalotów na całe wsie. Po otoczeniu ich szczelnym kordonem funkcjonariusze ruszali do akcji, by przeszukać zaparkowane w niej samochody i ciężarówki w poszukiwaniu np. gruszek.

Wszystko to z powodu narastającej fali kradzieży na hiszpańskiej wsi. W ubiegłym roku rolnicy zgłosili ponad 20 tys. takich przypadków. Z gospodarstw znika nie tylko sprzęt rolniczy, ale także ogołacane są drzewka owocowe i warzywne ogródki. Skradziona żywność trafia potem na uliczne targi w wielu miastach, a sprzęt do skupów złomu. Rolnicy winę za sytuację zwalają na trwający obecnie kryzys i domagają się, by zeszłoroczna akcja została wznowiona w tym roku. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Hiszpanii nie jest jednak do tego przekonane. Tłumaczy, że nie ma wiarygodnych danych tak z wcześniejszych lat jak i bieżącego roku. A tego domagają się rolnicy i władze rolniczych miasteczek.

Wyprawa na wiśnie

Jedną z takich miejscowości jest Sant Climent. Zlokalizowane niedaleko Barcelony i zamieszkałe przez około 4 tys. osób miasteczko słynne jest ze swoich wiśni. W sezonie można je spotkać na każdym kroku, sprzedawane przez mieszkańców po 8 euro za kilogram. W tym roku rolnicy nie cieszą się jednak ze zbliżających plonów, tylko przygotowują na inwazję. Tak właśnie opisują rzesze bezrobotnych Hiszpanów z miast, którzy wraz z pojawieniem się pierwszych owoców ruszą w ich kierunku.

- Problem wyrósł z powodu pogarszającej się sytuacji ekonomicznej. Z powodu kryzysu wzrosła przestępczość – tłumaczy Ernesto Banos, komendant lokalnej policji. – Kiedy zaczyna się sezon dojrzewania wiśni ludzie pytają się, co mamy teraz? Wiśnie? Ok! Chodźmy po trochę! – tłumaczy. Banos wyjaśnia, że proceder uprawiają nie tylko zorganizowane grupy. Często policja zatrzymuje zwykłych ludzi. – Emerytów, bezrobotnych czy młodych ludzi – wymienia Banos.

Problem kradzieży owoców na hiszpańskiej wsi jest stary jak świat. Nie strzeżone pola są łatwym celem. Najczęściej wystarczy tylko przeskoczyć płot, by móc cieszyć się z łupu. Ostatnie lata przyniosły jednak drastyczny skok takiego procederu.

- Wzrost liczby takich przypadków na przestrzeni ostatnich lat jest oszałamiający – powiedziała Estrella Larrazabal, rzecznik stowarzyszenia farmerów Asaja. – Złodzieje kradną wszystko, co może mieć dla nich jakąkolwiek wartość – tłumaczy.

Wszystko co ma wartość

Przekonał się o tym Eulogio Morales, farmer z centralnej Hiszpanii, kiedy pewnego ranka wybrał się, by sprawdzić jak się miewa jego liczące 200 sztuk bydła stado. Podczas patrolu znalazł dwa swoje cielaki, które zaledwie kilka dni wcześniej wypuścił, by dołączyły do stada, zarżnięte. Osoba, która tego dokonała, musiała znać się na rzeczy. Zwierzęta były profesjonalnie obrobione i zostały po nich tylko kości i głowy.

- Te zwierzęta były fenomenalne. Naprawdę wspaniałe. Grube i dobrze odżywione. Spędziły zaledwie dwa dni w stadzie, zanim zostały zabite – opowiadał później Morales.

Jego kolega po fachu z regionu Murcia stara się wyjaśnić zachowania złodziei. Tłumaczy, że działają oni jak gracze giełdowi. Analizują ceny owoców i warzyw i wybierają te, których cena powinna skoczyć w najbliższej przyszłości. Podobnie jak robią to maklerzy w przypadku cen ropy, złota czy innych surowców. Jeśli perspektywy wzrostu ceny są mizerne to odpuszczają sobie dany produkt.

- Jeśli się to nie opłaca, to możesz spać spokojnie. Nikt cię nie ruszy – tłumaczy Vicente Carrion. – Ceny produktów rolnych nie utrzymują się na stałym poziomie przez cały rok. Dopiero ich skok jest sygnałem, że można ruszać do akcji – tłumaczy.

Vicente Carrion, który jest przewodniczącym lokalnego związku rolników opowiada, że słyszał o przypadku, kiedy za jednym zamachem złodzieje ukradli ponad 5 tys. kilogramów pomarańczy. Zdarzenie miało miejsce w biały dzień. Było to możliwe ponieważ okradając wysokie drzewka złodzieje nie muszą się martwić o kamuflaż. Same drzewa spełniają to zadanie wystarczająco skutecznie. Noc to czas, kiedy z pól znikają owoce i warzywa nie rosnące na drzewach. – W nocy złodzieje działają głównie podczas pełni. Jest wtedy wystarczająco jasno, by nie trzeba było korzystać ze sztucznego oświetlenia – wyjaśnia Carrion.

1) [www.ekonomia24.pl]
2) [www.ekonomia24.pl]



Cytuj

Hiszpania: miasta bronią się przed islamizacją

Hiszpańskie miasta zapełniają się muzułmańskimi imigrantami, którzy przybywają na tereny niegdyś opanowane przez ich przodków. Lokalne władze próbują przeciwstawić się islamizacji, ale obawiają, że już wkrótce nie będą mieć wiele do powiedzenia.

Niski przyrost naturalny rodzimych Hiszpanów, emigracja zarobkowa młodzieży i masowy napływ imigrantów muzułmańskich już wkrótce mogą zaowocować przejmowaniem przez nich władzy lokalnej w niektórych prowincjach kraju. W rzeczywistości już teraz niektóre miasteczka hiszpańskie bardziej przypominają te na Bliskim Wschodzie. Muzułmanie, którzy niegdyś rządzili większością terytorium Hiszpanii, wracają i to tłumnie.

W mieście Salt wyznawcy islamu stanowią 40 procent mieszkańców, a niebawem mogą stać się większością. Władze miasta, świadome zagrożeń, nie zgodziły się na budowę wielkiego meczetu, finansowanego przez radykalnych wahabitów z Arabii Saudyjskiej. Na wszelki wypadek, ktoś nawet „przeklął” ziemię, na której miała być wzniesiona muzułmańska świątynia, umieszczając tam głowę świni. Prawo islamskie zabrania bowiem budowy meczetu na ziemi zanieczyszczonej przez świnie.

Liczba muzułmanów w Salt rośnie tak szybko, że istnieje obawa, iż niebawem przejmą władzę w mieście. - Kiedy tylko pojawi się pierwsza muzułmańska partia polityczna, wiadomo, że wszyscy muzułmanie zagłosują na nią i skończy się to tym, że wszyscy będą musieli nosić hidżaby. To naprawdę wielki problem – żali się przedstawicielka Rady Miasta Maria Osuna.

W VII wieku, muzułmańskie armie podbiły większość terytorium Hiszpanii. Wielu wyznawców Mahometa zostało wygnanych z kraju podczas hiszpańskiej rekonkwisty. Teraz jednak wracają, a sondaże wskazują, że nie chcą się asymilować z rodzimymi mieszkańcami. W efekcie 7 na 10 muzułmanów żyjących w Hiszpanii przyznaje, że myśli o sobie bardziej jako o muzułmaninie niż obywatelu Hiszpanii.

"Plataforma x Catalunya", czyli Platforma Katalonii jest pierwszą partią polityczną, która problem gwałtownego wzrostu imigracji muzułmańskiej potraktowała poważnie. W politycznie poprawnej Hiszpanii, która świętowała tysiąc trzechsetną rocznicę inwazji muzułmańskiej, Platforma Katalonii została potępiona za „rasistowskie i ksenofobiczne poglądy”. Lider partii, Joseph Anglada twierdzi, że jego ugrupowanie nie jest przeciwko imigrantom jako takim, lecz przeciw niekontrolowanej imigracji i odmowie asymilacji. - Muzułmańscy imigranci nie są tutaj, aby się dostosować – mówi Anglada. – Są tutaj, by zwyciężyć – dodaje. Wyjaśnia, że najpierw przyjeżdża mąż, jako głowa rodziny, później żona i dzieci, a na końcu przybywają rodzice, teściowie i dziadkowie. W ten sposób dokonuje się swoista inwazja demograficzna.

W mieście Lleida, w którym muzułmanie wystosowali wniosek do władz, by zakazały transportu psów- uważanych w religii islamskiej za nieczyste zwierzęta – w środkach komunikacji publicznej i ich wyprowadzania w pobliżu miejsc często uczęszczanych przez imigrantów muzułmańskich, doszło do masowych tajemniczych zatruć zwierząt. Policja jest przekonana, że sprawcami są muzułmanie, którzy w ten sposób zareagowali na odmowę władz. Lleida to również pierwsze miasto hiszpańskie, w którym władze zakazały kobietom noszenia burek.

W Hiszpanii funkcjonuje dziś ponad 100 radykalnych meczetów wahabitów oraz dwa radykalne muzułmańskie kanały telewizyjne z Bliskiego Wschodu. Muzułmańska mniejszość stale się powiększa, rodzimych Hiszpanów jest natomiast coraz mniej. Przyrost naturalny jest wśród nich tak niski, iż nie jest w stanie zapewnić zastępowalności pokoleń. Przyrost naturalny muzułmanów jest co najmniej dwukrotnie wyższy – ich liczba wzrosła dziesięciokrotnie w ciągu ostatnich 20 lat .Co więcej, duża liczba Hiszpanów, zwłaszcza studentów wyjeżdża z kraju, obawiając się bezrobocia, które w tej chwili dotyka 50 proc. młodych ludzi.

Tajny raport hiszpańskiego wywiadu, który wyciekł do mediów stwierdza, że radykalne grupy z Bliskiego Wschodu wydają ogromne sumy pieniędzy, by przejąć kontrolę nad wyznawcami islamu w Hiszpanii. W dokumencie jest również mowa o tym, że imigracja muzułmańska stanowi obecnie jedno z największych zagrożeń dla kraju.

[www.piotrskarga.pl]



W takiej sytuacji skundlonym demokratycznym politykierom nie pozostaje już nic innego, jak rozłożyć nogi przed globalizmem, jako "jedynym ratunkiem". I do tego właśnie służy "unowocześnianie" tradycjonalistycznych krajów i narodów przez różnych Zapaterów:
Cytuj

Premier Hiszpanii prosi o utworzenie “super rządu” w UE. Niemcy przytakują!

Na ekonomicznej konferencji w Katalonii (pierwsza połowa czerwca), „centroprawicowy” (czyli ani prawicowy, ani wyraźnie lewicowy) premier Hiszpanii Mariano Rajoy zaproponował utworzenie w strefie euro „ponadnarodowej władzy fiskalnej”. Wg jego postulatu, ta ponadnarodowa władza powinna kontrolować i „harmonizować” budżety państw oraz zarządzać europejskimi długami (!). Premier oświadczył też m.in., że Unia Europejska potrzebuje większej politycznej integracji i dodatkowego przeniesienia suwerenności państw – szczególnie w dziedzinie fiskalnej.

Pilnie potrzeba utworzenia nowej europejskiej władzy fiskalnej, która kierowałaby polityką finansową w strefie euro, harmonizowała politykę fiskalną państw UE i umożliwiała scentralizowaną kontrolę publicznych finansów państw – oznajmił Rajoy. Te dość szokujące postulaty premiera rządu Hiszpanii, rządzącego od listopada ub. roku, oznaczają zamiar pełnej kapitulacji jego rządu przed „rynkami” i władzami UE oraz gotowość rezygnacji z dotychczasowej suwerenności tego państwa.

W związku z tym wystąpieniem hiszpańskiego premiera nowy impuls otrzymały też rozmowy prowadzone od kilku tygodni w Brukseli – w sprawie utworzenia europejskiej „unii bankowej”. Podstawą tej unii miałby być centralny euronadzór nad wszystkimi bankami, jednolite zasady ochrony wkładów i centralny eurofundusz wspierający zagrożone banki – ale raczej poprzez rządy i budżety państw, jak w Hiszpanii, a nie bezpośrednio.

Na zaskakujące postulaty premiera Hiszpanii szybko i chętnie odpowiedzieli Niemcy. Kanclerz Angela Merkel stwierdziła w Berlinie, że grupa państw wspólnej waluty jest „skazana” na więcej integracji politycznej i fiskalnej niż obecnie, aby unikać kryzysów. Instytucje UE powinny uzyskać więcej możliwości kontroli rozwoju sytuacji w poszczególnych państwach członkowskich, bo inaczej unia walutowa nie będzie sprawna – powiedziała Merkel dziennikarzom na wspólnej konferencji prasowej z szefem Komisji UE José Barroso (który jej przytakiwał). W opinii szefowej rządu Niemiec, podpisany w marcu pakt fiskalny UE (mający na celu wzmocnienie budżetowej i finansowej dyscypliny państw) to jedynie pierwszy krok w tym kierunku – ale niewystarczający.

„Świat chce wiedzieć, jak wyobrażamy sobie pożądaną unię polityczną w obszarze unii walutowej” – przekonywała Merkel. Opowiedziała się też za ścisłą kontrolą wielkich banków. Widać więc, że rząd Niemiec opowiada się już całkiem otwarcie za dalszym przekazywaniem dotychczasowych kompetencji państw władzom i strukturom UE, a więc za dalszym ograniczaniem suwerenności krajów Europy. Jest to najprawdopodobniej podstawowy warunek większego niż dotychczas zaangażowania rządowego
Berlina w ratowanie różnych eurobankrutów.

„Nam potrzeba nie tylko unii walutowej, lecz także unii fiskalnej, czyli więcej wspólnej polityki budżetowej. Ale przede wszystkim potrzeba unii politycznej” – powiedziała niemiecka kanclerz w telewizji ARD (7 czerwca). Merkel zapowiedziała, że do końca czerwca jej rząd przedstawi plan działań na rzecz utworzenia unii politycznej państw strefy euro i wzmocnienia „integracji” tych państw. Jej zdaniem, ten plan mógłby zostać przyjęty na przewidywanym szczycie UE w dniach 28 i 29 czerwca – przynajmniej wstępnie.

Tego samego dnia minister finansów Niemiec, Wolfgang Schäuble, domagał się od eurorządów „daleko sięgającej” unii fiskalnej. Wg jego opinii, w europejskiej unii walutowej występuje bowiem wyraźny brak zgodności między polityką pieniężną a polityką fiskalną poszczególnych państw. Schäuble wyjaśniał na łamach dziennika „Handelsblatt”, że Niemcy mogłyby wycofać swój dotychczasowy sprzeciw wobec projektów wspólnych euroobligacji dla państw strefy waluty UE, ale jedynie w warunkach „ realnej unii fiskalnej”. Dodał, że rząd Niemiec nie sprzeciwia się natomiast obligacjom celowym na rzecz realizacji konkretnych projektów w ramach UE – głównie tych w dziedzinie infrastruktury.

[nczas.com]
"Jesteśmy na krawędzi globalnej transformacji. Wszystko, czego teraz potrzebujemy to odpowiednio wielki kryzys, a wtedy narody zaakceptują Nowy Porządek Świata" - David Rockefeller.

PS. Wspomnień czar:
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6251, Posty: 45451, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 79, Posty: 412.